Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologiczny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 września 2015

Aku no Hana - recenzja

   Swego czasu w fandomie było gorąco na temat pewnego anime. Zażartą dyskusję, wzbogacaną oczywiście popularnym hejtem, toczono zarówno z powodu kontrowersyjnej grafiki i animacji, jak i ze względu na szokującą fabułę. Mowa tu o Aku no Hana. Dla 'zielonych temacie' oto przykładowe sceny z anime, plus jak powstał projekt postaci: klik, klik, klik . Ja dzisiaj zrecenzuję pierwowzór, od którego wszystko się zaczęło i który poszedł fabularnie dalej niż ekranizacja. Z góry ostrzegam, że tytuł ten jest naprawdę nie dla każdego. Autor niemal w każdej scenie, czy akcie wystawia moralność czytelnika na próbę, jednocześnie silnie oddziałując na psychice.

   Manga Aku no Hana, znana także pod angielskim tytułem: The Flowers of Evil, jest 11 tomową mangą shounen, stworzona przez Oshimi'ego Shuuzou'y . Komiks był publikowany od 2009r do 2014r i doczekał się 13 odcinkowe anime w 2013r. 

Od lewej: tom 1, tom 5, tom 7, tom 10
   Panującą w całej mandze psychozę widać już po samych okładkach: pierwsze trzy utrzymane są w bardzo minimalistycznej stylistyce, w następnych trzech mocno, powiedziałabym nawet, krzykliwe kontrastują się dwa kolory na każdej okładce, a w dalszych trzech tomach następuje diametralna zmiana na akwarele, i w końcu ostatnie dwa tomy (notabene 10 i 11) różnią się wizualnie wszystkim od wcześniejszych. Zwykle nie opisuję okładek recenzowanych przeze mnie mang, niemniej przy Aku no Hana nie mogłam ich ominąć, bo mają ważną role dla samej fabuły. Są tak jakby znakami przedstawiającymi stan ducha postaci.

   Głównym bohaterem komiksu jest gimnazjalista Kasuga Takao. Chłopak czuje się wyobcowany i nie rozumiany przez mieszkańców małego miasteczka, w którym mieszka. Powierzchowne znajomości w szkole, uświadamiają mu, że jest otoczony, w jego mniemaniu, przez ludzi płytkich, nieciekawych, niegodnych większej uwagi. Pożądane zrozumienie odnajduje w książkach, a dokładniej w zbiorze wierszy Charles'a Baudelaire'a pt."Kwiaty zła". Nastolatek jest zafascynowany poezją "przeklętego" francuskiego pisarza. Równocześnie podoba mu się Saeka Nanako, uczennica celująca, ładna i powszechnie lubiana. Gimnazjalistka jest sekretną muzą Kasugi, jego femme fatale. 

   Pewnego razu, po skończonych lekcjach główny bohater wraca do pustej klasy po zapomnianą wcześniej książkę. W sali oprócz książki, znajduje także strój gimnastyczny Saeki i impulsywnie bierze go ze sobą. Trzeba zaznaczyć, że w Japonii jako strój do w-f  kiedyś był używany  prosty komplet: bluzka + majtki (klik). Tak i jest w tej mandze. Gest chłopaka jest bardziej wynikiem przerażenia, niż aktem perwersji, mimo to gwałtownie i nieodwracalnie zmieni się życie Kasugi i jego samego. To co w innych mangach jest okazją do żartu, wzbogacenia fanserwisu, bądź najogólniej mówiąc dostarczenia rozrywki, tutaj jest najgorszym przewinieniem, niszczącym moralność nastolatka. Najprawdopodobniej sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej, gdyby nie fakt, iż Kasuga był widziany w trakcie kradzieży przez Nakamure Sawe- dziewczynę specyficzną, trudną do zrozumienia, wzbudzającą swoim zachowaniem strach zarówno wśród uczniów jak i pedagogów. Nakamura obiecuje zachować w tajemnicy sekret Kasugi pod warunkiem, że on zawrze z nią umowę...



   W trakcie lektury obserwujemy postępujący coraz bardziej rozkład wartości przyzwoitości i dobra. Widzimy jak zło rozprzestrzenia się jak zaraza wokół Kasugi, dosięgając nawet dziewczynę-anioła Saeke. Wszystko to jest początkowo zainicjowane tylko przez Nakamurę. To ona swoim kontrowersyjnym zachowaniem, zahaczającym bardzo często o podłoże socjopatyczne i perwersyjne naciska na bohaterów, sprowadzając ich do granic wytrzymałości psychicznej. Postacie kręcą się wokół strachu, samookaleczenia, sadyzmu, odrazy wobec siebie jak i deprecjonowania wszystkiego co jest obok nich.

   Nasz bohater jest osobą pasywną i słabą, dodatkowo niezamierzony postępek dodał mu kolejnego ciężaru. Zawiązuje się niewidzialna więź jego z Nakamurą, coś go do niej przyciąga. To ona otwiera mu furtkę ku czemuś nowemu, daje mu możliwość ucieczki przed znienawidzoną rzeczywistością. Nawet jak zostaje przez nią porzucony, uparcie stara się przekonać Nakamurę o nie zrywaniu paktu. W tym momencie fabuły mamy eskalacje znaczenia utworzonej więzi między manipulatorką a jej ofiarą. Kasuga uzależnił się od dziewczyny, do tego stopnia, że gotowy jest zrobić wszystko, aby tylko uzyskać jej aprobatę.

   Z drugiej strony mamy Saeke - dziewczynę ideał. Pomyśleć by można, iż niczego jej w życiu nie brakuje. Jednakże także jej postać pokazuje z jaką siłą nasze słabości, bądź niepewności mogą nas zmienić, lub mogą posłużyć do zmanipulowania nas samych.


   Początkowo nie byłam przekonana do wiarygodności charakteryzacji postaci. Uważałam, że autor skupił się bardziej na tym, aby zaszokować czytelnika, gdyż ta manga domniemanie jest opowieścią socjopatyczną, Odniosłam wrażenie, że fabula została spłycona poprzez wątki bulwersujące, przyćmiewając równocześnie bohaterów. Faktem też jest, iż kiedy człowiek znajduje się w sytuacjach ekstremalnych, zachowuje się zupełnie inaczej niż zwykle, czyli: nielogicznie, gwałtownie. Niemniej w tej mandze postacie nie stoją przed realnym zagrożeniem. To oni sami przypierają siebie nawzajem albo nawet samych siebie do muru. Umyślnie i samodzielnie podejmują decyzje, aby nagiąć swój kręgosłup moralny. Nie mają żadnego nacisku zewnętrznego, który stawiałby ich w sytuacji bez wyjścia.

   Moja opinia zmieniła się po przeczytaniu jednego wywiadu z mangaką, w ktorym Oshimi Shuuzou opisał Aku no Hana jako opowieść o dojrzewaniu. Ten fakt uświadomił mi jeden fundamentalny szczegół o którym zapominałam. Postaciami tego tytułu są nastolatkowie, czyli ani nie dorośli, ani nie dzieci. Dopiero rozpoczęty proces dojrzewania ich charakteru sprawia, że są niepewni i co za tym idzie bezbronni, łatwo tracą kontrolę nad własnymi uczuciami i emocjami. W tym trudnym i newralgicznym okresie życia trudno oczekiwać od ludzi, aby zachowywali się logicznie. Zwłaszcza w tego typu mandze.

   Na kolejną niekorzyść mangaki, jest to jakby podświadomie omijał on trudne i stosunkowo problematyczne momenty, niemniej kluczowe do zrozumienia fabuły np: po jednym szokującym wydarzeniu, autor zdecydował się na przeskok fabularny o kilka lat do przodu, zamiast zmierzyć się z powstałymi konsekwencjami.


   Jak z kolei prezentuje się manga od strony graficznej? Poczałkowo rysunki autora wydają się być proste i nieadekwatne to psychologicznej historii. Postacie są przeciętne i często nie są rysowane proporcjonalnie. Jako dowód może posłużyć chociażby powyżej znajdujący się rysunek. Niemniej czytelnik z tomika na tomik, z strony na stronę, z kadra na kadr zaczyna coraz bardziej doceniać szafę graficzna mangi. Okazuje się bowiem, iż pomimo widocznych problemów mangaki w rysowaniu bohaterów w "całości", ma on niezwykłą zdolność do prezentowania ludzkich ekspresji w bardzo wiarygodny i poruszający sposób. Obecne są tu również tła przedstawiające miejsca w których znajdują się postacie. W bogaty i różnorodny sposób jest tu używane także rastrowanie. Dodatkowo nie wolno umniejszać mangace gigantycznej poprawy w rysowaniu, która jest widoczna porównując pierwsze rozdziały do ostatnich. Wszystkie wcześniej obecne braki zostały trafnie i dobrze naprawione.

 

   Koniec końców jak to jest z Aku no Hana? No cóż, jest to pytanie, na które trudno odpowiedzieć jednoznacznie. W zamiarze autora manga ta miała być prawdopodobnie opowieścią głęboką i wzbudzającą refleksje na temat dojrzewania, manipulacji ocierającą się o psychozę. Niestety efekt końcowy nie jest taki. Historia jest o wiele bardziej płytka. Czy to czyni ją jednak złą? Jeśli przymknie się oko na mankamenty, bądź niedopracowania otrzymamy historię trudną i niezwykle...poplątaną i intymną. Dodatkowo może dzięki swojej prowokującej i kontrowersyjnej atmosferze tytuł czyta się niezwykle szybko, co jest dużym plusem. ;) 




poniedziałek, 6 lipca 2015

Co na półeczce - Muzyka Marie

   Muzyka Marie jest dwutomową mangą autorstwa Usamaru Furuyi i została wydana w Polsce w 2009r przez wydawnictwo Hanami. Co ciekawe manga wybrana przez polskie wydawnictwo, różni się jednak od najbardziej rozpoznawalnych prac autora, tzn: Litchi☆Hikari Club, Jisatsu Circl, Ningen Shikkaku, Happiness, czy choćby Innocents Shounen Juujigun. Z tego to powodu po tę mangę powinni sięgnąć nawet sceptycy innych prac Usamaru Furuyi. 
   Historia stworzona przez autora rozgrywa się w przyszłości,
w której ludzie żyją w harmonii między sobą i sumiennie wykonują swoje codzienne obowiązki bez pomocy wyższych technologii, które przy okazji nie działają. Każde miasto ma inną specjalność; jedni hodują warzywa czy owoce, inni produkują coś innego, ale równie pożytecznego. Następnie mieszkańcy różnych miasteczek uczciwie wymieniają się wyprodukowanymi rzeczami. Nie ma tutaj miejsca na kłamstwa, przekręty czy oszustwa, gdyż ludzie nie posiadają negatywnych emocji. 
 W tym "szczęśliwym" świecie żyje dwójka dzieci: cichy Kai i jego droga przyjaciółka radosna Pipi. Pewnego dnia podczas pobytu nad morzem Kai niespodziewanie znika w odmętach wody. Równie niespodziewanie wynurza się z morza po piętnastu dniach nie pamiętając nic z wcześniejszych dni. To nie jest już ten sam Kai - chłopak posiada dwa nieznane znaki na swoich rękach i jest w stanie usłyszeć nawet najmniejszy dźwięk, wliczając w to melodię Marii. 

   Ale kto to jest Marie? Marie jest mechaniczną konstrukcją, wzorowana na podobieństwo kobiety, która unosi się nad całym światem rozprzestrzeniając swoją muzykę. Ta unikatowa melodia uspokaja i sprawia, że ludzie są szczęśliwi i wolni od wszystkich trosk. 

   Fabuła mangi została podzielona na dwa spore, gdyż obydwa przekraczają 240 stron, tomy. Nie spotkałam się dotychczas z mangą, w której podzielenie na woluminy jest tak istotne i ich "środek" tak diametralnie się różni. Otóż pierwszy tom zapoznaje nas z całym bogactwem świata stworzonym przez autora. Poprzez ubrania i architekturę owy świat  staje się trochę ekscentryczny, a z powodu wszędzie obecnych kół zębatych futurystyczna kraina ma nutkę awangardy. Złożoność i rozbudowanie tego wszystkiego nawet do szczegółów budzi naprawdę podziw. W trakcie tego jednego tomu Furuya był w stanie przedstawić nam wierzenia, tradycje, kulturę i mentalność mieszkańców całej ziemi Pirito. Jako przewodników mieliśmy głównych bohaterów, którzy dzięki retrospekcjom i ludzkim cechom stają się nam bliżsi i łatwiejsi do zrozumienia. Wykreowane przez autora postacie posiadają cele i pragnienia, do których powoli, lecz uporczywie dążą. Wątek miłosny natomiast został przedstawiony z różnego punktu widzenia nie ograniczając się tylko do platonicznego aspektu miłości.




   Po długim i obszernym wprowadzeniu, autor w drugim tomie skupia się na różnych kwestiach, które pomimo tego, iż dzieją się w nieprawdziwym świecie, nawiązują do naszej prawdziwej rzeczywistości. Fakty poznane przez czytelnika zyskują zupełnie nowe i odmienne znaczenie niż wcześniej. W dyskretny sposób, autor wplata do fabuły ważne pytania na temat rozwoju cywilizowanego świata i czy ma ono pozytywny oddźwięk. Nie skupia się przy tym na konsekwencjach w naturze, a na konsekwencjach postępu na samym człowieku.

   Druga sprawa, na której skupia się autor w tej po troszku filozoficznej mandze, to ideologie bazujące się na metafizyce. Wszyscy mieszkańcy ziemi Pirito wiedza iż Marie została stworzona przez boga, aby jej muzyka uszczęśliwiała ludzi. Sam bóg posiada, tak jakby dwie twarze; jednoczy wszystkich pomimo obecnej wielokulturowości i równocześnie ogranicza. Co roku wszyscy ludzie łączą się na wspólnej pielgrzymce do świętej ziemi, nawet jeśli nie mówią tym samym językiem i nie dzielą tych samych tradycji. Pomimo tego - dzięki wierze - są w stanie współżyć ze sobą bez kłótni czy wojen.
Z drugiej strony przemysł i rozwój ludzi utknął w martwym punkcie. Nowe wynalazki nie działają mimo, że powinny. To samo dotyczy się zresztą starych urządzeń z zaprzeszłego świata (czytaj. urządzenia, z których obecnie my korzystamy). W świecie, w którym gra kojąca muzyka Marie nie ma miejsca na postęp a każdy nowy dzień nie różni się znacząco od wcześniejszego. Człowiek mimo to żyje szczęśliwy. Jednak czy to jest prawdziwe i autentyczne szczęście? Dodatkowo czy człowiek wyzbyty ze wszystkich negatywnych emocji nie traci cząstki swego własnego człowieczeństwa? Czy utopia kreowana w rzeczywistości, w której nie ma zła, może istnieć? W końcu jeśli nie ma zła, nie może tez istnieć jego przeciwieństwo, czyli dobro. Czy zatem społeczeństwo, w którym żyją ludzie, stworzone przez boga jest ułudne?



   Wyżej wspomniałam, że świat stworzony przez mangakę jest bardzo złożony i bogaty w szczegóły pod względem fabularnym. To samo tyczy się ilustracji. Fantazyjność i abstrakcyjność budowli, wynalazków czy też ubrań jest oszałamiający i świetnie pasuje do treści. Projekt postaci jest taki sam jak w innych praca autora: tzw. ludzie przypominają ludzi i dodatkowo są nie do pomylenia między sobą.  Nawet jeśli ich twarze są robione podręcznikowo i wyglądają na proste,  autor nadrabia to bogatą ekspresją bohaterów.

   Manga została wydana w Polsce przez wydawnictwo Hanami, które tym razem zaoferowało coś więcej niż typowe standardy. Otóż każdy tom ma po 6 kolorowych stron.

   A propos tych kolorowych stron... Z całym szacunkiem do Usamaru Furuyi, ale jego strony w kolorze wyglądają zwyczajnie i przeciętnie. Nie można powiedzieć o tym samym wspominając rysunki Daisuki Igarashiego. Kunszt tego pana, jeśli chodzi o typowe czarno-białe kadry jest mało ładny, wręcz chaotyczny i nie zachęcający do lektury. Jednakże kolorowe strony jego autorstwa są spektakularne i prześliczne. Różnica między dwoma autorami jest diametralna i dla mnie na korzyść autora Pitu Pitu.  Niemniej to Muzyka Marie, otrzymała kolorowe strony pomimo tego, że drugi tom Pitu Pitu ma specjalny dodatek w którym są tylko i wyłącznie ilustracje mangaki. Są one jednak czarne. O to jak to wygląda: kadr z Pitu Pitu KLIK i kolorowa wersja KLIK. Różnica jest jeszcze większa w innych rysunkach, jak np. w lewej ilustracji z drugiego linka. W Polskim wydaniu wszystko jest czarne i nic nie widać. Rozumiałabym gdyby owe strony były częścią jakiegoś rozdziału, bądź były bez tytułu na początku tomiku. Niemniej istnieje wręcz podpis, że jest to galeria ilustracji autora. Niestety mało widoczna i z tego tez powodu podważam jej sens umiejscowienia w tomiku. Co ciekawe także polski Solanin nie ma kolorowych stron. Mimo to wydanie anglojęzyczne je posiada... Sorry za ta całą epopeje nie na temat, ale musiałam dać upust mojemu rozżaleniu.

   Wracając jednak do recenzji... tomiki zostały wydane w wymiarach 15 x 21 cm z miękką okładką. Papier użyty jest kredowy a czerń druku jest podręcznikowa. Obecna jest numeracja stron. Wszystkie onomatopeje zostały ładnie wyczyszczone i zastąpione naszymi polskimi odpowiednikami. Tomy pomimo braku obwoluty są wytrzymałe i nie niszczą się łatwo. Dodatkowo bez strachu można wyginać wydanie. Co nie jest zresztą potrzebne, bo marginesy wewnętrzne ułatwiają lekturę dymków.
Tłumaczenie jest rzetelne i praktyczne. Nie jest ani za bardzo drętwe ani za bardzo niezrozumiałe,  jest za to neutralne i bez żadnych fajerwerków.


   Lektura Muzyki Marie nie należy do tych łatwych czy szybkich. W trakcie czytania trzeba się skupić, aby pojąć w pełni bogatą treść fabuły. Wielu może zniechęcić a wręcz znudzić pierwszy wprowadzający tom. Jest on jednak bardzo istotny i tylko dzięki niemu mógł powstać tak inny drugi tom. Co ważne, autor nie narzuca własnej woli a wręcz skłania do refleksji i własnej interpretacji fabuły. Manga ta należy do tych tytułów co niosą przesłanie i czytelnik rozmyśla o tym co właśnie przeczytał. Nie muszę mówić, że jest to komiks dla dojrzałego czytelnika. Nie ze względu na jakąś gorszącą treść, a z powodu troszeczkę filozoficznej fabuły, która młodego czytelnika może zwyczajnie znudzić. Sama musiałam dorosnąć do tego tytułu i dopiero po dwóch latach wyrobiłam sobie osobistą opinię i interpretację wątków.





wtorek, 31 marca 2015

Co na półeczce - Odległa dzielnica

   Tytułowa manga jest dwutomowym seinenem napisanym przez Jiro Taniguchi'ego pomiędzy 1998r a 1999r. Możemy czytać ten tytuł dzięki wydawnictwu Hanami, które wydało go w 2010r. Sam autor jest bardzo docenianym mangaką nie tylko w Japonii, ale też w Europie. Jego mangi Ratownik, Wędrowiec z tundry, Zoo zima czy tez Odległa dzielnica, zyskały uznanie wielu krytyków i wygrało wiele prestiżowych nagród. Tym razem Taniguchi zabiera nas do sentymentalnej i melancholijnej podróży w przeszłość. Zachęcam do bliższego zapoznania się z tą mangą ;).

   48-letni Nakahara Hiroshi w drodze do domu wsiada do niewłaściwego pociągu, który zamiast zawieść go z powrotem do Tokio, jedzie do jego rodzinnego miasta - Kurayoshi. Ta niezamierzona pomyłka daje okazje bohaterowi, aby zobaczyć jak zmieniło się miasteczko, w którym się wychował, jak i powspominać stare czasy. W końcu nie było go tam już od wielu wielu lat. Krotki melancholijny spacer po Kurayoshi zaprowadza bohatera na cmentarz. W trakcie modlitwy nad grobem swojej matki, protagonista nagle przenosi się w czasie. Dostaje szansę, by kolejny raz przeżyć swoje nastoletnie życie, posiadając wspomnienia i doświadczenie dorosłego mężczyzny. Otóż to prawda, iż Hiroshi stał się znowu młodym i pełnym wigoru chłopakiem, niemniej w środku pozostał pełnoletnim sobą, który ma już swoją własną rodzinę. Hiroshi przenosi się w lata 60, kiedy miał 14 lat. Jest to dość specjalny okres w jego życiu, gdyż właśnie wtedy jego ojciec nagle zniknął, pozostawiając żonę, starą teściową i dwójkę dzieci samych. To wydarzenie było tak niespodziewane, że odcisnęło głębokie piętno na całej rodzinie. Sam Hiroshi po tylu latach od tego wydarzenia nie rozumie postępku ojca, nie rozumie powodów, które pchnęły jego tatę do opuszczenia szczęśliwej rodziny. Wraz z podrożą w czasie pojawia się znowu w głównym bohaterze uczucie goryczy, rozczarowania i zagubienia. Niemniej pojawia się też światełko nadziei: czy wiedząc co się wydarzy, będzie w stanie zapobiec zniknięciu ojca?

   Odległa dzielnica jest stosunkowo krotką mangą. Niemniej jest równocześnie na tyle długa, aby poruszyć w odpowiedni i wyrównany sposób takie tematy jak: akceptacja przeszłości, relacje rodzinne, znaczenie altruizmu i jego kontrastu egoizmu. Taniguchi daje jasno do zrozumienia, że aby stworzyć prawdziwą rodzinę nie wystarczy być altruistą i ignorować własne potrzeby. Dodatkowo w bardzo wiarygodny sposób tworzy wielki i często nieznany labirynt ludzkich uczuć. W tym krótkim seinenie jest miejsce na rozbudowane i wciągające perypetie rodzinne. Bardzo ważnym czynnikiem jest główny bohater. Pomimo swojego wieku nie jest on pasywny i na końcu swojej malej podróży się zmienia. Nie w sposób przesadzony a zrozumiały. Nie duży, gigantyczny a mały i wiarygodny. Jednym z ważniejszych atrybutów mangi jest narracja bohatera. Dzieli z nami swoje myśli, obawy czy niepewności. Dzięki temu tytuł jest taki melancholijny, sentymentalny i skłaniający do refleksji. Momentami emocje bohaterów wręcz się wylewają na czytelnika. Zawsze jednak w wyważony  sposób. Relacje ojciec-syn również są tutaj ważne. Wątek ojca, który nagle opuścił swoja rodzinę wzbudza zainteresowanie. Jakie miał ku temu powody? Czy są one typowe, trywialne, niepoważne i egoistyczne? Co nim prowadziło? Dlaczego zdecydował się zrobić taką bolesną rzecz swoim najbliższym? W końcu wszystko wydawało się być w porządku.

   Wątek podroży w czasie był wielokrotnie używany w mangach\anime czy w książkach\filmach, jednakże spod reki Tanuguchi'ego ten motyw zyskuje nowe, niezwykle melancholijne znaczenie. Nawet jeśli ta rola jest po prostu furtką na prowadzenie dalszej fabuły i sposób w jaki miało miejsce to wydarzenie nie jest istotny. Otóż czytelnik nie ma się przejmować jak to możliwe, że bohater przeniósł się w czasie. Hiroshi dostał wyjątkową i nadzwyczajną okazje, aby powrócić do swoich "łatwych", "niewinnych" i "beztroskich" dni. W końcu tak często mimowolnie idealizuje się nasze dziecięce wspomnienia. Autor od czasu do czasu równocześnie prowadzi wątki w przeszłości jak i w teraźniejszości z rodziną dorosłego Hiroshiego. Te analogie pozwalają nam zobaczyć dwa różne, a w tym samym czasie posiadające podobne cechy modele rodzin.

   Styl Taniguchi'ego jest prosty, dopracowany i dojrzały. Widać, ze jest to manga spokojna i gatunkowo seinen. Tła są proste, ale równocześnie dokladne. Postacie są proporcjonalne i inne miedzy sobą. Nie musimy się bać, ze ich pomylimy. Dobrze zostały narysowane również emocje, czyli ekspresja bohaterów. Bardzo wiarygodnie została przedstawiona powojenna Japonia. Zarówno pod względem graficznym, jak i kulturalnym. Znajdziemy tutaj nie tylko zachowania czy poglądy typowe na ten okres czasu, ale tez ciekawostki jak wyglądało życie zwyczajnych Japończyków latach 60.

   Za wydanie Odległej dzielnicy, jak i niektórych innych prac autora odpowiada wydawnictwo Hanami. Publikacja jest duza, bo jest to wersja omnibus, czyli dwa tomy w jednym. W rezultacie mamy ok 400 stron lektury. Tomik jest duży ale dobrze się trzyma. Wymiary to 150 x 210 mm, czyli typowe do jakich zdążyło nas przyzwyczaić wydawnictwo. Nie ma obwoluty. Papier użyty jest kredowy i nie ma przecieków tuszu. Wydawnictwo oferuje nam dodatkowo kolorową stronę. Onomatopeje zostały przetłumaczone. Jak już mowa o tłumaczeniu, to nie mam niczego do zarzucenia. Obawiałam się, ze mogłoby być momentami sztywne, ale niczego takiego nie odczulam. 

   Autor uświadamia nam, ze nie można zmienić przeszłości z wszystkimi wydarzeniami, które sprawiły, ze  jesteśmy kim jesteśmy. Jednakże można uzyskać z przeszłości znaczenia i wartości, które pozwalają nam przezwyciężyć jakiś problem teraźniejszości, który często ma swoje korzenie w naszej adolescencji. Ten sam autor podkreśla, ze trzeba być panem własnego życia i być sobie wiernym, inaczej stworzą się sytuacje i relacje, które czas zniszczy.


Przykładowe strony wydawnictwa : KLIK

 



poniedziałek, 16 lutego 2015

Real - recenzja

   Takehiko Inoue nie jest jakimś nieznanym mangaką szaraczkiem. Jest w końcu autorem takich hitów jak Slum Dunk czy Vagabond. Swoją interesującą i niebanalna fabułą porywa wszystkich, niezależnie od preferencji gatunkowych czy ich wieku. Jak dodać do tego czystą i dokładną kreskę otrzymujemy coś naprawdę dobrego. W tym poście chciałabym przedstawić Wam bliżej, Drodzy Czytelnicy, inną mangę autora, która według mnie przewyższa wcześniej wymienione hity i jest najlepszym dziełem mangaki, a co za tym idzie - jedną z najbardziej niebanalnych mang jakie czytałam i naprawdę warto się z nią zapoznać bliżej :).

   Mowa tu o Real, czternastotomowej ciągle wychodzącej (fakt, trochę wolno, ale lepsze to niż nic) mandze od 1999r. Komiks ten jest tworzony równocześnie z Vagabondem, dobrą mangą z samurajami w rolach głównych. Gatunkowo można kwalifikować dzisiejszą serię jako psychologiczny seinen, w którym główny dramat łączy się z problemami społecznymi bohaterów i z miłością do koszykówki, która może okazać się zarówno iskierką nadziei jak i powodem dużego bólu.

   Na początku mangi spotykamy głównych bohaterów w różnych od siebie fazach ich życia. Kiyoharu Togawa, zwany także Vince, wydaje się być już po najgorszym. Zdaje się, że wie już gdzie jest jego miejsce i zakończył już swój proces dojrzewania. Ambitny i silny były sprinter, który stracił nogę z powodu choroby był w stanie odnaleźć nowy sens swojego życia, dzięki wsparciu wspaniałych i po prostu dobrych ludzi, w koszykówce na wózkach. Niemniej czeka go jeszcze długa droga. Zarówno z charakteru jak i z powodu jego byłego sportu, Kiyoharu jest indywidualistą. Nie trudno więc sądzić jakie problemy może mieć chłopak w grze, gdzie grupa i współpraca jest najważniejsza. Będzie musiał włożyć dużo wysiłku, aby zmienić swój tok myślenia i co za tym idzie - siebie.

   Drugim bohaterem serii jest Tomomi Nomiya. Dla niego koszykówka jest wszystkim. Niestety przykry i tragiczny wypadek, który sam spowodował, odcisnął na nim swoje piętno. Nie dość, że został wykluczony ze szkolnej drużyny koszykówki to uczynił ledwie poznaną dziewczynę niepełnosprawną. Niesiony poczuciem winy i złością rzuca szkołę przy czym traci wszystko i zostaje z niczym. Nie ma żadnego planu na przyszłość, bo jego smutna i przykra przeszłość nie daje mu spokoju. Jest ewidentnie zagubiony i nie wie co robić. Z jednej strony stara się nie stać w miejscu i iść dalej, naprawiając przy tym wcześniejsze błędy. Z drugiej strony frustracja, która potęguje jego wybuchowy temperament (zasłaniając przy tym jego dobre usposobienie) i brak celu dają mu się we znaki. Dopiero poznanie pewnego charakternego i niezwykle dobrego koszykarza na wózku (tak, mowa tu o Kiyoharu) otwiera mu furtkę na rozpoczęcie "czegoś" nowego.

   Troszeczkę inną historię przeżywa trzeci bohater - Hisanobu Togawa. Wielka gwiazda szkoły i idol wielu uczennic. Jest chodzącym stereotypowym ideałem; wyśmienite oceny, kapitan szkolnej drużyny koszykówki a do tego przystojny! Co z tego, bo jego charakter do najlepszych nie należy. Czuje się kimś specjalnym i wszystkich, którzy stoją niżej niż on traktuje z wyższością. Jest aroganckim i zapatrzonym w siebie nastolatkiem. Jego życie zmienia się diametralnie, kiedy z powodu swojej głupoty traci czucie w nogach. Nagle spada z piramidy społecznościowej i  sam staje na równi z osobami, którymi wcześniej gardził. Z tego powodu sama akceptacja swojej niepełnosprawności robi się bardzo trudna. Jego poglądy, dotychczasowe życie legły w gruzach i zmieniły się w horror. Nie można zaprzeczyć, że to przed młodym Hisanobu czekają zmiany najbardziej radykalne i trudne.

   Oprócz trzech charyzmatycznych i przemyślanych głównych bohaterów, mangaka oferuje czytelnikom różne barwne postacie drugoplanowe. Mamy tutaj rozwiedzionych rodziców Hisanobu, znajomych Nomoniya czy też innych zawodników. Niezaprzeczalnie Real jest jedną z tych mang, w której kojarzysz i pamiętasz wszystkich, bez względu na ich wartość na tle fabularnym. Ciężko trafić tu na postać jednoznaczną bądź jednowymiarową.
Po tym obszernym opisie bohaterów nie trudno zaprzeczyć, że jest to manga, w której nacisk kładziony jest na rozwój postaci. Koszykówka jest tutaj niczym innym jak tłem dla ukazania społecznych problemów i nie mówię tutaj tylko o niepełnosprawności, która dotyka niektórych bohaterów. Prawdziwymi trudnościami z którymi postacie muszą się zmierzyć znajdują się w ich umysłach. Odnosi się wrażenie, że owy temat jest trudny i ciężki zarówno dla autora jak i dla czytelnika. Dla autora, bo granica między naturalnością i rzeczywistością a przedramatyzowaniem jest cienka i łatwa do przekroczenia. Dla czytelnika gdyż sprawy,  które opowiadane są w tej serii są często zamiatane pod dywan i ignorowane nawet mimowolnie w życiu codziennym. Tu nasuwa się pytanie: czy Takehiko Inoue podołał presji i nie popadł w skrajności? Otóż na szczęście nie. Długo się zastanawiałam w czym tkwi sekret. Sama na początku byłam dość niepewna tego tytułu i uważałam, że tematyka jest za ciężka. Niemniej już po pierwszym rozdziale wciągnęłam się całkowicie w życie bohaterów, które jest bardzo ale to bardzo realistyczne. To trochę zabawne, bo mówimy przecież o postaciach fikcyjnych i absolutnie wymyślonych jednakże ich problemy dotykają nas tak mocno jakbyśmy byli ich najbliższymi przyjaciółmi. Nie można zaprzeczyć, że jest to spowodowane wyśmienitą kreacją bohaterów i znakomitą narracją autora. Każdy z bohaterów ma złożoną osobowość, która wzbogacona nowymi przeżyciami bez przerwy się rozwija w sposób przekonujący. Historia nigdy nie staje się zbyt ciężka dzięki wplecionym dyskretnie wątkom pobocznym jak na przykład, miłość bądź po prostu elementy humorystyczne. Całość czyta się znakomicie również dzięki panującej równowadze w całej mandze.






   Styl Takehiko Inoue jest bardzo dokładny, czysty i "lekki". Znajduje się zdecydowanie w czołówce mangaków, jeśli chodzi o kreskę. Tła są dopracowane a anatomia bohaterów bardzo dobrze odzwierciedla tę prawdziwą. Nie mówiąc już o różnorodnej i wiarygodnie odwzorowanej mimice postaci. Cała oprawa graficzna robi duże wrażenie i oczarowuje czytelnika. Nie zapominając, że niektórzy bohaterowie mangi graja w koszykowe sceny gry są dynamiczne i czytelne. Co według mnie jest bardzo na plus - nie lubię jak w mangach momenty walk bądź gry są przedstawione w sposób chaotyczny.

   Real jest dziełem, które obdarowuje czytelnika w siłę, aby znaleźć w sobie jakiś cel i motywacje by wytrwać pomimo nieprzyjemności losu. Jest tu także miejsce na pokonywanie własnych barier. Robi to w sposób bardzo dyskretny i elokwentny. Zamiast dołować nas tragediami, które dotknęły bohaterów daje nam niezłego kopa, aby iść naprzód. Dodatkowo delikatność i równocześnie siła z którą autor przedstawia niepełnosprawność jest godna podziwu, w końcu nigdy nie zostaje ona przedstawiona w sposób edukacyjny a po prostu w  realny.

   Jest to naprawdę dobra manga opowiadająca o pokonywaniu własnych ograniczeń, o znajdywaniu w sobie motywacji do zmiany a to wszystko jest przedstawione w wiarygodnej rzeczywistej otoczce. Tytuł jest zdecydowanie godny uwagi i polecam go gorąco. Zdaję sobie jednak sprawie, iż z powodu samego tematu może nie być dla wszystkich. Niemniej zachęcam na przeczytanie przynajmniej jednego rozdziału, bo naprawdę warto :).





****************************************************************************
Przepraszam za moją długą i niezapowiedzianą nieobecność. Szkoła dawała mi w ostatnich dwóch miesiącach nieźle popalić a wredne choróbska, które czepiają się mnie jak rzepy również nie ułatwiały sprawy :( Wracam niemniej z jedną z moich ulubionych mang i zamierzam nie poddać się tak łatwo codziennym obowiązkom, żeby nie zaniedbywać mojego małego blogaska. Bardzo dziękuję z całego serducha wszystkim wytrwałym którzy wiernie odwiedzali mój internetowy kącik w tym okresie :) Trzeba brać z was przykład!
Dodatkowo bardzo się ciesze, że została zlicencjowana przez wydawnictwo Waneko manga przeze mnie zrecenzowana. Mowa tu o Tomodachi no Hanashi, tytule nietypowym i jak najbardziej wartym uwagi.
Do następnej recenzji! x)

sobota, 6 grudnia 2014

Co na półeczce - Dynia z majonezem

   Polski rynek mangowy, w porównaniu z bliskimi sąsiadami, dopiero się rozkręca. Powoli, ale coraz pewniej, kładzie swoje stopy na różnych gatunkach, a co za tym idzie -tytułach. Ilość wydawanych tomików z miesiąca na miesiąc wzrasta coraz bardziej. Niemniej zawsze znajdzie się deficyt jakiegoś gatunku. Nie tylko w Polsce, ale we wszystkich rynkach i to nie tylko tych mangowych. We Włoszech jest np. deficyt mang yaoi (nasz kraj niedługo ich przegoni jeśli chodzi o ilość wydanych tytułów), josei czy niedobór yuri. Jednym niedocenionym i mało rozwiniętym gatunkiem w naszym kraju jest z kolei josei. Tytułów jest mało, to fakt, ale jakościowo są z najwyższej półki. Za przykład może służyć krótka i niepozorna Dynia z majonezem.

   Manga w oryginale nosi tytuł Kabocha to mayonnaise i została napisana przez Nananan Kirike w 1998r. W Polsce została wydana w 2008r dzięki wydawnictwu Hanami. Jest to jednotomowe, proste i krótkie okruchy życia w gatunku josei, niemniej niebanalne.

   Miho jest przeciętną, dorosłą kobietą, która od półtorej roku mieszka ze swoim chłopakiem - Seiem. Ich codzienna rutyna krąży wokół wspólnych posiłków i krótkich rozmów. To co ich łączy to nie żadne namiętne uczucie, a właśnie wspólna codzienność pełna monotonii. Trzymają się razem, jak twierdzi nawet główna bohaterka, tylko z przyzwyczajenia. Tak jak wszyscy młodzi ludzie maja typowy problem - brak pieniądzy.  Sprawa jest na tyle poważna, że Miho decyduje się rozpocząć drugą pracę w sekrecie. Pracę w nocnym klubie. Miejsce które zmusza ją do różnych wyrzeczeń,  także tych moralnych. Ona jedyna utrzymuje mieszkanie, bo Sei jest bezrobotny, z wyboru. On jest "wartościowym muzykiem" i czeka, aż świat otworzy się na jego sztukę. Nie przeszkadza mu obecna sytuacja i żyje lekkim życiem, w którym jedyne zmartwienia są jego własnymi. Z jednej strony trudno go obwiniać, bo Miho tworzy w domu fałszywą otoczkę, że wszystko jest w porządku. Jest altruistka, która postawiła sobie za punkt honoru, szczęście chłopaka. Chce, żeby w spokoju mógł tworzyć swoją muzykę. Może się wydawać, że osobą zależną w tym związku jest Sei. Nic bardziej mylnego. Miho z powodu swojej niskiej samooceny jest pasywna i zrobi wszystko, żeby tylko nie powiedzieć chłopakowi, aby znalazł prace. Ona potrzebuje mieć chłopaka.

   Manga opisuje ten okres życia bohaterki, kiedy była ona jeszcze niezdecydowana w wielu sprawach, podejmowała wiele decyzji pochopnie i nie była w nich stała. Z jednej strony nie była pewna swoich uczuć do Seia, z drugiej robiła jednak dla niego wszystko, nawet przeciw sobie. W tym samym czasie, nasza bohaterka spotyka swoją poprzednią miłość, Hagio- do którego, jak sądzi, ciągle żywi  silne uczucia. Bardzo możliwe, że z powodu swojego wahania, Miho postanowiła rozpocząć romans ze swoim byłym partnerem - typowym kobieciarzem, który już dawno zapomniał co to przyzwoitość. Hagio nie kryguje się przechwalaniem o swoim dziewczynach. Nie wspominając, że jasno i wyraźnie mówi bohaterce, iż nie będzie jej wierny i, że jest dla niego tylko zabawką. To jednak nie przeszkadza Miho. Przynajmniej na początku...



   Szafa graficzna tytułu nie należy do moich ulubionych. Jest minimalistyczna i bardzo oszczędna w różne detale. Na stronach przeważa biel, która co jakiś czas mocno kontrastuje się z czernią. Tego drugiego koloru jest zdecydowany deficyt. Tak samo jak tła, a także bohaterowie nie zachwycają oryginalnością. Są bardzo prości, choć zaskakują swojemu bardzo ludzkiemu wyglądowi. Problem leży jednak w tym, że mało różnią się między sobą. Zwłaszcza dwoje głównych bohaterów. Dobrze, że się nigdy nie spotkali, bo inaczej czytelnik nie wiedziałby jak ich rozpoznać.

   Wydanie Hanami jest tak jak zwykle porządne. Tomik ma wymiary 150 x 210 mm, nie ma obwoluty i okładka jest miękka. Papier użyty - kredowy - tak jak w Osiedlu Promienistym , jest wystarczająco gruby i nie prześwituje. Również druk jest wyśmienity. Nie ma ani pikseli ani szarości, która powinna być czarna. Numeracja jest obecna na każdej stronie. Dzięki szerokim marginesom wewnętrznym nie trzeba bardzo wyginać tomiku.

   Manga zaczyna się i pod pewnym względem kończy bez żadnych fajerwerków. Ale czy okruchy życia potrzebują tego "czegoś" co z przytupem zniszczy ich pookładaną codzienność? Czy to nie spokoju, nostalgii i mniej lub bardziej przerysowanej rzeczywistości oczekujemy od tego gatunku? To co oferuje nam ta krótka manga, to realizm. Zachowanie bohaterki jest do bólu realistyczne. Niemniej bardzo denerwujące, z powodu bardzo słabego i pasywnego charakteru kobiety. Momentami zaczęłam wątpić czy Miho ma jakiśkolwiek szacunek do samej siebie.

   Manga jest prosta i uboga w różne schematy, z tego powodu jest nietypowa i zaskakująco podobna do prawdziwej, często banalnej rzeczywistości. Tu pojawia się jednak pytanie: czy chcemy kupować mangę, która mówi o tym co my sami doskonale wiemy? Czy chcemy poznać historię, którą znamy z życia mniej lub bardziej dokładnie? Przypominam, że tom kosztuje 28zl i jest to dość duży wydatek jak na mangę. A może właśnie w tym jest jej urok, gdyż wiele czytelniczek może odnaleźć siebie w Miho, czyli jednak wszystko jest ok z nami?

   Historia pomimo mało znośnej, dla mnie, bohaterki nie opowiada tak naprawdę o niej. A o docenianiu małych rzeczy, jak na przykład jedzenie wspólnych posiłków. Autorka skupiła się na przedstawieniu jak miłość między dwojga bohaterów powoli dojrzewa. Dodatkowo moja ocena względem Miho może być zbyt krytyczna i sugestywna, ale jest to spowodowane  tym, że nie chce stać się taką dorosłą jaką jest ona. Ponadto manga wyraźnie pokazuje, że człowieka nie zmienisz tak łatwo. A zwłaszcza jeśli on tego nie chce.

   W końcowym rezultacie jestem niezdecydowana czy polecić te mangę czy nie. Decyzję pozostawiam Tobie Drogi Czytelniku :)




niedziela, 7 września 2014

Shibou to Iu Na no Fuku wo Kite - recenzja


   Shibou to lu Na no Fuku wo Kite jest jedno tomową mangą josei z 1997 autorstwa Anno Moyoco. Autorka znana jest z tworzenia lekko niełatwych i ciężkich mang o kobietach. Niemniej jednak, według mnie lepszym określeniem byłoby nazwanie jej prac po prostu interesującymi i nietypowymi.  W Sakuran, mangaka skupiła się na roli japońskiej kobiety w erze Edo. Z kolei w najnowszym swoim tytule, Bikachou Shinshi Kaikoroku przedstawia życie francuskiej prostytutki w XX wieku. A to nie są jeszcze wszystkie jej mangi. Dzisiejszy tytuł opowiada o akceptacji własnego ciała i co za tym idzie, własnej osoby.

   Naoko Hanazawa jest pracownicą biurową cierpiącą na nadwagę. Waga nie jest jednak jej jedynym problemem. Kobieta ma zaniżone poczucie własnej wartości. Dodatkowo w pracy ma kontakt z wieloma atrakcyjnymi i "pięknymi" kobietami. Dziewczyna zazdrości im figury i uważa, że tylko dzięki niej da się uzyskać uznanie, szacunek czy najzwyklejszą - sympatie. Ponadto pracownicy w biurze nie kryją swojej niechęci do głównej bohaterki. Uważają ją za kozła ofiarnego, którego można poniżać i  zwalać wszystkie wpadki w pracy. W związku z tym, Naoko jest nastawiona na okropna presję i stres. Jedyna rzecz, która sprawia, że bohaterka może wreszcie odetchnąć  lub po prostu odciąć się od tych wszystkich negatywnych uczuć jest jedzenie. Właśnie ono tworzy dla kobiety fałszywe poczucie bezpieczeństwa, które jest jej tak bardzo potrzebne. To jest również pod pewnym względem paradoks, bo jedzenie równocześnie ją chroni jak i rani. Pomyśleć by można, że dziewczyna może odetchnąć choćby w domu. Od ośmiu lat spotyka się bowiem z jednym mężczyzną, który zdaje się nie zwracać uwagi na jej dodatkowe kilogramy. Rzeczywistość różni się jednak od domniemanej różowej otoczki spoko gościa. Dla Saitou, bo tak się on nazywa, Naoko jest niczym innym jak rzeczą, która podnosi jego samoocenę, bądź ego. Nie interesują go jej problemy, uczucia. Nie ma również żadnych skrupułów, aby jej nie zdradzać. A na domiar złego robi to z najwredniejszą a zarazem z najatrakcyjniejszą współpracownicą głównej bohaterki, Mayumi. Kiedy Naoko dowiaduje się o tym, nadchodzi kulminacyjny moment historii. Kobieta decyduje się schudnąć, aby odegrać się na współpracownikach, odzyskać swojego chłopaka jak i po to, żeby wreszcie stać się piękną. Los jest jednak wredny jak i samo dokonanie wyznaczonego przez protagonistkę celu nie jest łatwe. Z powodu presji spełnienia oczekiwań innych, jak i szybkiego schudnięcia, Naoko popada w bulimie...

   Historia opowiadana przez autorkę nie należy do tych łatwych, sympatycznych, bądź lekkich. Niemniej jednak, jest to temat aktualny i wiele osób mogłoby się utożsamić z główną bohaterką, co najmniej z jej sytuacją.

   Postacie są jasno zarysowane i już przy pierwszym spotkaniu wiadomo kto jaki ma charakter i jak będzie się zachowywał w dalszej części mangi. Nie uważam to za zbyt duży mankament ze względu na to, że uczucia jak i zachowanie głównej bohaterki są tu najważniejsze i to na nich czytelnik powinien się skupić. Wszelako czasami zachowanie postaci uważałam za bardzo przejaskrawione. Z tego powodu nie zaszkodziłoby  mandze, gdyby autorka przemyślała bardziej postępowanie pozostałych bohaterów jak i sam powód ich istnienia.(poważnie zabrzmiało, prawda? ), gdyż niektórzy byli tu po prostu zbędni lub mało wiarygodni.

   Naoko jest dość trudną osobowością do sklasyfikowania. Jej kompleksy sięgają dzieciństwa i z ich powodu wmawia sobie teraz, że za wszystkie problemy jest odpowiedzialna nadwaga. Wydaje się, iż nienawidzi swojego obecnego ciała i chciałaby być wreszcie chuda i "piękna". Z drugiej jednak strony nie chce się zmienić dla siebie i nie jest konsekwentna w swoich decyzjach. Jest również mało asertywna. Bierze na siebie wszystkie winy a później cierpi. Nie zdaje sobie sprawy, bądź po prostu nie chce tego zaakceptować, że jej obecna sytuacja w jej życiu prywatnym jak i tym zawodowym, jest spowodowana jej cichym i uległym usposobieniem, nie jej wagą. Czytając mangę miałam dość sprzeczne uczucia na temat bohaterki. Z jednej strony widziała piekło i udało jej się wyjść, niemniej jednak czy ona rzeczywiście przeszła je całe? To zdanie wydaje się być teraz trochę chaotyczne i mało zrozumiałe, aczkolwiek po lekturze tej mangi nabierze ono sensu.


   Styl Anno Moyoco nie należy do tych ładnych czy "pookładanych". Tła są bardzo proste, ale nadal obecne. Postacie drugoplanowe nie zawsze są porządnie narysowane i momentami wydają się być nieproporcjonalne.  Co ciekawe, postacie chude nie zawsze są piękne. Wręcz przeciwnie, wydają się być po prostu brzydkie lub szkaradne.

   Shibou to Iu Na no Fuku wo Kite mogłoby być lepsze pod wieloma względami, jak na przykład fabuła, postacie, narracja, czy rysunki. Gdyby manga była dłuższa, na pewno lepiej zostałby przedstawiony problem zaburzeń żywieniowo-psychicznych. Wydarzenia, szczególnie pod koniec, zbyt szybko się działy i jako konsekwencja, nie było równości w prowadzeniu fabuły. Niemniej jednak manga ma morał i to bardzo ważny : piękno to nie cyferka na wadze, a to czym jesteśmy w środku.



poniedziałek, 2 czerwca 2014

Seizon-Life - recenzja

   Dzisiejszą recenzowaną mangą jest dość stary kryminalny seinen,  pt. Seizon-Life. Za projekt fabuły odpowiada Fukumoto Nobuyuki, z kolei za rysunki Kawaguchi Kaiji. Jest to jedno z dwóch wspólnych dziel autorów, który ma trzy tomy. Zapraszam na bliższe zapoznanie ;)

   Życie Takedy jest wypełnione pracą. Jego żona zmarła z powodu złośliwego nowotworu a córka zaginęła ponad 14 lat temu i nikt więcej o niej nie słyszał. Pech chciał, że Takeda zachorował na tą samą chorobę, co jego żona i nie zostało mu więcej niż pół roku życia. Znając dobrze proces rozwoju choroby, zdecydował się popełnić samobójstwo. W kumulacyjnym momencie, dzwoni do domu bohatera policja, oświadczając, że został znaleziony szkielet najprawdopodobniej jego córki. Okazuje się, iż Sawako, nastoletnia córka Takedy, została zamordowana i za 6 miesięcy minie termin przedawnienia, po którym morderca nie będzie mógł zostać oskarżony. Uznając to jako znak, Takeda decyduje się odnaleźć zabójcę. Dręczony przez poczucie winy związane z zaniedbywaniem i bezinteresownością względem córki i żony za ich życia, rozpoczyna walkę z czasem. Moment przedawnienia zbliża się nieuchronnie a choroba  postępuje. Znając córkę lepiej od policjantów, Takeda zwraca uwagę na pewne rzeczy w inny sposób, czy jednak to wystarczy, aby znaleźć zabójce sprzed 15 laty?

   Historia wymyślona przez Fukumoto Nobuyuki trzyma w napięciu przez całą lekturę. Bohater na początku sam, później z pomocą pewnego policjanta, zagłębia się coraz bardziej w tragedie, która dotknęła jego córkę. Poznając kolejne wskazówki, poznaje przy tym samą Sawako.

   To, co muszę zarzucić mandze, to odrealnienie prawdopodobieństwa pewnych wydarzeń. Całkowicie naciągany jest według mnie fakt, aby pracownica wolontariatu pamiętała, że 15 lat temu obca dziewczyna przyszła do niej kilka minut przed zamknięciem, prosząc o dołączenie do wolontariuszy. Podobnych sytuacji jest o wiele więcej. Można by pomyśleć, że pytanie możliwych osób, które widziały córkę Takedy (jeśli widziały) 15 lat temu danego dnia, jest skazane z góry na porażkę. Jak się okazuje w tej mandze, wcale tak nie jest. Bohaterowi z łatwością przychodzi zdobywanie coraz to nowszych i ważniejszych wskazówek. Z jednej strony to rozumiem, w końcu manga ma tylko 3 tomy i trzeba było cały ten proces przyspieszyć, aczkolwiek sama pozycja na tym traci. W końcu, każdy tytuł z tego gatunku bazuje na zdobywaniu poszlak lub dowodów.

   Po lekko rozczarowującym środku, końcówka serii jest naprawdę dobrze wymyślona i poprowadzona przez mangake. Manipulacja, jak i spryt bohaterów zabiera miejsce łutowi szczęścia.



   Manga miała swoją premierę pod koniec lat 90tych. Stąd kreska Kawaguchi Kaiji'ego nie należy do tych obecnie używanych. Osobiście uważam, że ten typ rysunków pasuje idealnie do fabuły. Tła jak i postacie są dopracowane i szczegółowe.

  Mangę czyta się naprawdę dobrze i szybko. Jedyny minus to naciągane zdobywanie dowodów, o którym napisałam wcześniej. Dla jednych to wystarczający argument, aby skreślić pozycje, dla innych to nic nie znaczący szczegół. Ja stoję pomiędzy tymi dwoma frakcjami. Ignorując te niedopracowania, naprawdę fajnie mi się czytało Seizon-Life.


piątek, 16 maja 2014

Innocent - recenzja

   Innocent jest ciągle wydawanym, historycznym seinenem autorstwa, Sakamoto Shinichi. Mangaka był odpowiedzialny  za rysunki w sportowym seinenie Kokou no Hito (The Climber). Jego obecne dzieło ma już cztery tomy, a moja recenzja, jest na podstawie pierwszych trzech.

   Akcja mangi dzieje się w XVIII wiecznej Francji. Rewolucji Francuskiej jeszcze nie było, ale widać już ruchy społeczne, które ja spowodowały. Rożnicę między ludźmi są aż nadto widoczne. Cała fabuła kręci się wokół historycznego rodu francuskich katów: rodzie Sanson. A dokładniej wokół Charles Henri Sanson'a, jednego z najbardziej rozpoznawalnych członków rodziny. To ten sam człowiek, który przy użyciu gilotyny zakończył życie między innymi Ludwikowi XVI w trakcie rewolucji. 

   Nawet jeśli ród Sanson, już od kilku pokoleń sprawuje funkcję  oficjalnego kata króla, to nie są szanowani przez żadne grupy społeczne, a wręcz przeciwnie - gardzeni. Trudno się dziwić, chyba nikt nie chciałby mieć za znajomego, osobę, która bez drgnięcia powieki byłaby w stanie zabić kogokolwiek. Byleby z rozkazu króla. Pomimo tego, ród Sanson jest dumny z zadania wyznaczonego mu przez monarchę i, że są "mieczem sprawiedliwości". Z honorem przekazują między sobą ten obowiązek. Nikt nie ma prawa, nie zgadzać się z rodzinną tradycją.  

   Nasz główny bohater, czternastoletni Charles jest pierworodnym synem aktualnego kata, więc w pewnym czasie, pomimo swojej nienawiści do zawodu, będzie musiał zastąpić ojca. Młodzieniec rożni się od reszty rodziny - nie podziela dumy rodu i nie chce zabijać. Odrzuca go ta myśl. Czuje psychiczny, jak i fizyczny wstręt na samą myśl o tym. Pomimo tego, jego los jest przesądzony. Nieważne ile razy sprzeciwiałby się społeczeństwie lub rodzinie, jego rola nadana przy jego narodzeniu jest niezmienna. W końcowym rezultacie, musi w jakiś sposób zaakceptować swoją rolę, gdyż jego rodzinna jest nieugięta. Z powodu swojej wrażliwości i humanitaryzmu jak nie z jego epoki, jest poniżany i gardzony nawet przez najbliższą rodzinę. 

   Czytając tę mangę, wiemy dokładnie jak będzie wyglądało życie głównego bohatera. Sam mangaka nie pozwala nam o tym zapomnieć. Ten fakt dodaje fabule jeszcze większej nuty tragedii.


   Zawodowy kuchszt Sakamoto Shinichi'ego jest dopracowany do najmniejszych szczegółów pod każdym względem. Nawet nic nie znaczący bohaterowie, którzy służą za tło, są dopracowani. Nie mówię tutaj tylko o twarzach, ale nawet o ubraniach. Innocent jak mogłoby się wydawać, powinien być krwawą mangą, nie zaprzeczę, że są tu sceny dość drastyczne. Aczkolwiek z drugiej strony wszystko wydaje się być takie delikatne, płynne i eleganckie. Manga jest utrzymywana w ciemnych, wręcz mrocznych klimatach. Mangaka idealnie rysuje cienie, wystarczy spojrzeć na sceny przedstawiające dom Sansonów. Autor w  abstrakcyjny i symboliczny sposób przedstawia to, co się dzieje w głowie bohaterów. 

    Recenzowany dzisiaj przeze mnie seinen jest ciężki, wciągający ale i momentami szokujący. Sakamoto Shinichi potrafil w bardzo sugestywny sposób nakreślić osobę głównego bohatera.

Czasami dobrze jest zobaczyć coś z innego punktu widzenia.





piątek, 9 maja 2014

Co na półeczce - Pandora Hearts

   "Co na półeczce", to comiesięczny felieton, w którym będę recenzować jedną mangę wydawana w Polsce. Dlaczego tylko jedną? W internecie jest już pełno blogerów, którzy już to robią i to w bardzo dobry sposób. Moim celem, jest przedstawienie mang głownie nie wydanych jeszcze w naszym kraju.Wyjątkiem będzie właśnie ten jeden dzień w miesiącu. W końcu trzeba znać, co u nas dostępne :)

   Pierwsza manga recenzowana w tym felietonie to Pandora Hearts, autorstwa Jun Mochizuki. Mangaka tworzy swoje dzieło już od 2006 roku i lada moment, bo w następnym tomie, manga zostanie zakończona. W oryginale zostały wydane już 22 tomy, a w Polsce, dzięki wydawnictwie Waneko, niedługo wyjdzie 11 tomik ( premiera 30 Maja ). Manga posiada również 25 odcinkowe anime wyemitowane w 2009 plus 9 specialów. Sama nie widziałam adaptacji tego tytułu.

   Chciałabym również zaznaczyć, iż piszę recenzje na podstawie 18 tomów, wydanych we Włoszech (Pandora została zlicencjonowana tam wcześniej niż u nas, stąd zaczęłam zbierać tą mangę, jeszcze przed pojawieniem się jej w Polsce). Pomimo tego, recenzja nie będzie posiadać jakiśkolwiek informacji, które mogłyby zepsuć lekturę nawet tym, którzy są całkowicie 'zieloni' w temacie :)

Obwoluta 11 tomu udostępniona przez Waneko.
   Manga jest mieszanką wielu gatunków. Jun Mochizuki w umiejętny sposób umie przejść z komedii do dramatu, czy nawet tragedii. Świat wymyślony przez nią, jest miejscem nie tylko walk na bronie, ale również na umysły. Intrygi i tajemnice są tutaj na porządku dziennym. Mangaka nie jeden raz obróci całą fabułę do góry nogami, zachowując przy tym sens wydarzeń i spójność z pozostałymi informacjami.

   Pandora Hearts, tak samo jak Kuroshitsuji czy Karneval (oba tytuły również wydane przez Waneko) są tworzone na podstawie uniwersum "Przygody Alicji w krainie czarów".  Kolejny raz zadaję sobie pytanie, co takiego ma w sobie książką Lewisa Carroll'a, że Japończycy tak ją uwielbiają...

   Akcja mangi dzieje się w czasach wiktoriańskich, które nadają mandze idealny, mroczny klimat. W dniu swoich piętnastu urodzin, które oznaczają również osiągnięciem dojrzałości, życie  pogodnego Oz'a Vessalius'a zmienia się diametralnie. Chłopak jest dziedzicem jednego z najważniejszych rodów w państwie. Nic więc dziwnego, że na uroczystość przybyło bardzo dużo ważnych osobowości. A samo wydarzenie ma bardzo duże znaczenie. Aczkolwiek, przybycie zakapturzonych napastników, odpowiedzialnych za wpędzanie ludzi do Otchłani- najgorszego wiezienia, w innej przestrzeni, z którego nie ma możliwości ucieczki, psuje tradycyjną ceremonię urodzinową. Oz, zostaje wpędzony do tego wiezienia pod zarzutami, wręcz absurdalnymi. Jego "grzechem" jest sam fakt, że istnieje... W Otchłani, miejscu, które przypomina skupisko starych i zepsutych zabawek, Oz poznaje bardzo pewną siebie dziewczynę, Alice. Celem Alice jest odzyskanie, utraconych w nieznany sposób osobistych wspomnień, bez których czuje się pusta. Ta dwójka postanawia zjednoczyć siły, aby uwolnić się z wiezienia i dowiedzieć się prawdy- dla Oz'a jest to poznanie jego "grzechu", a dla Alice jej wspomnień.

   To co opisałam, jest tylko początkiem góry lodowej czegoś naprawdę wielkiego i skomplikowanego. Opis nie wydaje się jakoś nadzwyczajnie interesujący- nie, nie mówię tutaj o moich zdolnościach pisarskich ;) Sama przez pierwsze 2-3 tomy nie byłam wstanie pojąć tego "majstersztyku", nazywanego w ten sposób przez innych. Fabuła mnie nie wciągnęła a bohaterowie wydawali się schematyczni i płytcy. Jednak Jun Mochizuki jest mistrzynią w tworzeniu pozorów :) Cala fabuła kręci się wokół tragedii  sprzed stu lat , której konsekwencje, nasi bohaterowie muszą ciągle ponosić. Mangaka oferuje nam dużo rożnych bohaterów z oryginalnymi charakterami. Ich działania, decyzje są dobrze przemyślane i zależne od ich uosobienia. Ba! Bohaterowie zmieniają się pod ich wpływami! Każdy tutaj kopie dołki pod innymi, aby przetrwać. Nie ma złych czy dobrych, a tylko konsekwencje ich decyzji.

   Manga jest naprawdę smutna, nic dziwnego, że ma w gatunkach tragedie. Aczkolwiek, dzięki lżejszym i komediowym scenkom, Pandora Hearts nie jest za bardzo ciężką pozycją. Wszystko jest tutaj odpowiednio wyważone.

   W dużej mierze o ocenie mangi decydują obrazki. Jest wiele osób, które są gotowe kupić komiks tylko dla nich. Jak i również porzucić daną pozycje z powodu, "mało ładnej" oprawy graficznej. Będę szczera, rysunki w pierwszych tomach Pandory nie powalają na kolana. Przynajmniej mnie. Jednakże manga wychodzi od 2006 roku, przez te osiem lat styl Jun Mochizuki bardzo się poprawił. To co mi się podoba w mandze jest fakt, iż jesteśmy wstanie widzieć na własne oczy jak styl mangaki ewoluuje i staje się coraz bardziej perfekcyjny i płynny. Tak jak wspomniałam wcześniej, akcja w Pandorze dzieje się w wiktoriańskiej Europie, co za tym idzie, bohaterowie noszą ubrania odpowiednie do epoki. Sukienki bohaterek są naprawdę prześliczne :)


   Tak do porównania pierwszy tom Pandory i najnowszy. Na obu okładkach jest główny bohater, Oz.

  Niestety nie mogę opisać jakości wydania polskiego, gdyż takiego nie posiadam. Jednakże wydawnictwo Waneko wydaje zawsze mangi w naprawdę dobrej i pewnej jakości. Kiedyś natrafiłam na 8 tom mangi w Empiku i nie znalazłam żadnych usterek. Jedyne co mogę zarzucić to mało estetyczny napis "Waneko" na okładce i niezbyt ładny szary pasek na grzbiecie mangi.

   Pandora Hearts jest naprawdę bardzo dobrą i strasznie wciągającą mangą. Wydarzenia nawet błahe, które wydarzyły się w pierwszych tomach, zyskują na znaczeniu w kolejnych. Fabuła jak i bohaterowie są dopracowani do najmniejszych szczegółów. Wszystko jest połączone niewidzialna nicią tragedii i ironii. Jun Mochizuki zaskacza nas w najmniej spodziewanym momencie, świetnie umie trzymać w napięciu.

   Zachęcam z całego serca do zapoznania się z tą mangą i nie poddawania się na początku. Gdyż naprawdę warto. Teraz sama nazywam Pandorę majstersztykiem ;)


  Tak na zakończenie, zdjęcie moich 18 tomów Pandory.






piątek, 2 maja 2014

Annarasumanara - recenzja

   Dzisiejszym recenzowanym tytułem jest tym razem manhwa Annarasumanara, autorstwa HA II-Kwon. Koreańczyk stworzył wiele innych również bardzo dobrych manhw jak np: Afterschool War Activities, My Heart is Beating czy 3 Level Combination. Annarasumanara ma 3 tomy, co daje w sumie 27 rozdziały. Jest to psychologiczne josei z domieszką tajemnicy, magii i okruchów życia. Zapraszam do czytania! :)



   Główna bohaterką serii jest cicha i niepozorna licealistka Yoon Ah­‑ee. Dziewczyna jest rozpoznawalna głównie dzięki swoim wysokim ocenom. Z powodu trudnej sytuacji w domu i wielu zajęć, jakie codziennie musi wykonywać, nie ma przyjaciół czy znajomych. Kiedy firma jej ojca zbankrutowała, a on sam zniknął niby w poszukiwaniu pracy, na Yoon Ah­‑ee spadła cała odpowiedzialność utrzymywania wynajmowanego jedno pokojowego mieszkania i zajmowania się młodszą siostrą. Z powodu braku pieniędzy, dziewczyna musi pracować dorywczo po szkole. Nie jest łatwo, bo często nie starcza na podstawowe produkty. A oprócz tego, dziewczyny muszą spłacać dług zaciągnięty przez ojca. Yoon Ah­‑ee chce zapewnić jak najnormalniejsze dzieciństwo siostrze - sama już dawno przestała marzyć czy wierzyć w cuda.

   W tzw. międzyczasie, po szkole Yoon Ah­‑ee krążą plotki o młodym magiku mieszkającym w opuszczonym wesołym miasteczku, który ponoć potrafi sprawić, by zniknęły niechciane rzeczy lub ludzie. Nikt nie wie jednak, kim jest ów iluzjonista, z skąd przyjechał i z czego żyje. Nic więc dziwnego, że budzi podejrzenie wśród mieszkańców. Mężczyzna jest oderwany od rzeczywistości i pod względem zachowania przypomina małe dziecko żyjące w świecie fantazji. Według wielu ludzi, powinien już dawno trafić do szpitala psychiatrycznego. Los chciał, by ta dwójka się przez przypadek spotkała. Ich znajomość, ważna dla obydwojga, dopiero się zaczyna. 
Yoon Ah­‑ee powoli zaczyna wpuszczać do swojego smutnego życia trochę kolorów. Zaczyna patrzeć na rzeczy z innego punkty widzenia. Dostrzega, że są tez inne osoby, które potrzebują jej pomocy...

   Chciałabym tutaj zaznaczyć, iż nie ma tu rozwiązań nierealnych lub taniego romansu. Manhwa jest trzymana w dość prawdziwych i realistycznych klimatach. Ważną role odgrywa też Na Il-Deung, bogaty i bardzo mądry kolega z klasy głównej bohaterki. Chłopak zarówno zaintrygowany, jak i zazdrosny o Yoon Ah­‑ee bardzo się zmieni w trakcie fabuły.

   Autor idealnie stworzył charaktery postaci manhwy. Nie mówię tutaj tylko o głównych bohaterach a o wszystkich pozostałych. Nie ma tutaj złych lub dobrych. HA II-Kwon bawi się emocjami zarówno postaci, jak i naszymi. Idealnie pokazuje, co może zrobić z człowiekiem nieporozumienie lub schematy nałożone przez społeczeństwo. Możemy zobaczyć, jak rodzi się złość, jak powoli dojrzewa i na końcu wybucha.


   To co dopełnia manhwę to rysunki. Autor ma naprawdę dużą wyobraźnię. Ścieżka graficzna tytułu jest składanką rożnych obrazków, rysunków czy kolorów. Na początku może się wydawać, iż są one połączone w chaotyczny i przypadkowy sposób, ale tak nie jest. Rysunki są przeważnie czarno-białe w rożnych odcieniach, aczkolwiek w niektórych, przemyślanych momentach są albo całkowicie kolorowe albo tylko częściowo. Postacie są narysowane w prosty sposób, czasami jednak nieproporcjonalne. Autor dość często używa zdjęć lub geometrycznych figur. Efekt finałowy jest wręcz kuriozalny!

.

   Manhwa nie jest jednoznaczna. Sami decydujemy jacy są bohaterowie poprzez naszą interpretacje. Autor nie podaje nam wszystkich informacji na tacy. Tutaj wszystko ma podwójne znaczenie i nie jest tym na co wygląda. Idealnym przykładem jest głowa Na Il-Deung'a, która przypomina wielki balon.

   Annarasumanara jest niebanalną i naprawdę godną polecenia manhwą. Opowiada o wchodzeniu w dorosłe życie i o szukaniu swojego miejsca na świecie. Polecam tą pozycje naprawdę każdemu, ale w wyjątkowy sposób może się spodobać młodym osobom :)







piątek, 25 kwietnia 2014

Majime na Jikan - recenzja

   Śmierć jest okropną rzeczą. Jest to tragedia zarówno dla bliskich jak i dla zmarłego, zwłaszcza, kiedy umiera ktoś młody. Istnieje wiele wierzeń o życiu po śmierci. Każde z nich powinny być tak samo szanowane. Jednak, co by było, gdyby przed przejściem tych ostatnich drzwi, człowiek, przez pewien okres czasu stałby się duchem?


   Tym właśnie staje się nastoletnia Kazusa - bohaterka krótkiej, bo ledwo dwu tomowej mangi, Majime na Jikan . W drodze do szkoły, została ona potrącona przez samochód na przejściu dla pieszych. Niemałym było dla niej szokiem, kiedy po odzyskaniu świadomości, pewien mężczyzna (duch) oświadczył jej, że jest martwa, a ciało, które widzi przed sobą to jej własne. Okazuje się, że całe miasto jest przepełnione duchami, niewidzialnymi dla większości ludzi, bo tylko nieliczni są wstanie "wyczuć"obecność zjaw.
Kazusa, ciągle zdezorientowana obrotem spraw, postanawia wrócić do domu. Doskonale widzi reakcje swojej rodziny i przyjaciół na jej śmierć i pomimo jej najszczerszych chęci nie może nic zrobić. W końcu ona już nie istnieje. Kazusa nie jest wstanie, jak i nie chce zaakceptować prawdy o tym wszystkim, co się wydarzyło. Nie chce spędzać czasu z innymi duchami, woli siedzieć w domu, chodzić do szkoły czy obserwować chłopaka, który był powodem jej miłosnych wzdychań. Co się jednak wydarzy, kiedy okaże się, że ukochany  głównej bohaterki kocha inną dziewczynę? A tamta z kolei może widzieć duchy?


   Tak mniej więcej wygląda fabuła Majime na Jikan. Jest to seinen z gatunku tragedii z dodatkami nadprzyrodzonymi (duchy).
Głowne skrzypce grają tutaj Kazusa i Ranko (dziewczyna widząca duchy). Zamysłem autorki było przedstawienie Kazusy jako typowej nastolatki w owej sytuacji : jej samotność, jej frustrację, jej złość, jej zazdrość, jej niedojrzałość. Te wszystkie emocje zasłaniają jej prawdziwy charakter miłej, energicznej i towarzyskiej dziewczyny. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że autorce sie ten proces udał.
   Natomiast Ranko, z powodu swoich nadzwyczajnych zdolności, jest nieśmiała i zamknięta w sobie.
Z rozdziału na rozdział, charakter bohaterek zmienia się i to w realistyczny sposób.
Bohaterowie drugoplanowi nie wyróżniają się niczym szczególnym. Ich rola ogranicza się do tworzenia tylko tła.




   Cała manga jest napisana, jak i narysowana przez Panią Seike Yukiko. Ci, którzy przeczytali mangę Byousoku 5 Centimeter, mogą uznac rysunki w recenzowanej mandze za podobne. Nic w tym dziwnego, w końcu oba tytuły zostały narysowane przez tą samą osobę. Rysunki i projekty postaci nie są przesłodzone, ale też i nie wyróżniają się niczym szczególnym. Nie przeszkadzają w czytaniu, są odpowiednie do gatunku.

   Majime na Jikan jest oryginalną mangą, aczkolwiek nie jest perełką gatunku. Istnieją mangi o wiele lepsze pod względem kreowania postaci czy rysunków. Pomimo tego, autorce udało się przekazać najważniejsze wartości i stworzyć naprawdę ponad przeciętną mangę. Prawdziwym celem Majime na Jikan, nie jest opowiedzenie o śmierci, ale o stracie ważnych rzeczy i radzeniu sobie z tym.

   Polecam tę mangę, bo jest oryginalna, ciekawa i dobrze zrobiona. Jednakże radzę czytać ją powoli i uważnie, bo po prostu skłania do refleksji.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...