Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolne życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolne życie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 listopada 2017

Kigurumi Boueitai - recenzja

Życie fana jest trudne. Bardzo trudne. Niewyobrażalnymi torturami jest czekanie na najnowszy odcinek/rozdział ulubionej serii. Nie wspominając już o rozrywającym bólu, kiedy dowiadujesz się, że nie będzie kontynuacji. Nie mają lekko też ci, co nie wiedzą czy wyjdzie następna część czy nie. Niekiedy autorzy to takie wredne istoty...
Dobrą częstotliwością publikowania nowych rozdziałów nie może się pochwalić np. Hoshino Lily. Ciągle nie mogę wybaczyć jej wstrzymania Yumemiru Koto. Lalka voodoo jest tu koniecznością. Naprawdę. Ta manga miała taki potencjał! Z kolei dwie ciągle trwające mangi jej autorstwa są ukazywane w ślimaczym tempie. Takie Kigurumi Boueitai znane także pod tytułem Kigurumi Guardians od 2013r doczekało się ledwie czterech tomów. W tym zawyżona średnia długości jednego rozdziału to dwadzieścia stron. Z jednej strony szkoda, z drugiej - przynajmniej manga nie jest zawieszona. Czy warto jednak wchodzić buciorami w zupełnie nową serię o nieznanej przyszłości? Zapraszam do zapoznania się z recenzją.

To nie QQ Sweeper!
Jeśli patrząc na tę okładkę uformowałeś sobie, Drogi Czytelniku, opinie o mandze wesołej i beztroskiej, to się mylisz. Ta wielka maskotka krowy ze słodką gimnazjalistką trzymającą miotłę zaćmiła Ci umysł. To o wiele poważniejsza sprawa. A przynajmniej ma na taką wyglądać, choć nieskutecznie. 
Hakka jest zwyczajną i przeciętną czternastolatką. Uczęszcza szczęśliwa do gimnazjum, w którym może wzdychać do przystojnego przewodniczącego. Nietypowe, prawda? Wszystko się drastycznie zmienia kiedy zostaje wybrana wraz z dwójką innych uczniów na strażników, broniących świat przed złymi Marionetkami. Niezbędnymi pomocnikami nastolatków okażą się żywe i nieme maskotki wielkości dorosłych ludzi. Maskotki, profesjonalnie zwane kigurumi są istotami nie z tego świata. Mogą pokazać swoją prawdziwą formę i moc dopiero po transformacji. Bo co to by była za manga o bohaterach broniących świat bez efektownej sceny przemiany? W tym wypadku autorka wykazała się oryginalnością: kigurumi mogą zmienić się dopiero po namiętnym pocałunku z partnerem. Ha! Tego to się nie spodziewałeś! Partnerem Hakki zostaje urocza z powodu swojej złośliwości krowa o imieniu Ginger. Szkolna piękność Nobara dostaje zabawną małpę Basilico. Z kolei współpracownikiem cichego Satsuki'ego zostaje wyważony Fennel- orzeł. Warto wspomnieć, że maskotki po przemianie, są niezwykle przystojnymi mężczyznami. Cel tego wszystkiego jest szczytny, ale i niebezpieczny, gdyż za wszelką cenę trzeba uniemożliwić Marionetkom kradzież ludzkich serc.

Fabuła kręci się wokół tych trzech pozornie nietypowych par, które  jednak po ściągnięciu różowych okularów pokazują się w całej swojej klasie przeciętności i schematyczności. Główna bohaterka jest prosta, poczciwa, szlachetna i pomocna. Niestety pośród tych chwalebnych oraz pozytywnych cech nie znalazło się miejsce dla bystrości, czy choćby zalążku inteligencji. Ona jest po prostu głupiutka. Nie ma co owijać w bawełnę. Jest taka i ot co. Dziewczynka nie chce bynajmniej być dla kogoś ciężarem, nie chce także by jej bliscy narażali się w jej obronie. Z tego powodu pragnie sama się bronic chociaż za każdym razem bezmyślnie pakuje się w kłopoty. W uniwersum tej mangi Hakka jest jednak bardzo lubiana dzięki swojemu złotemu, czystemu sercu. Wzbudza ono zachwyt zarówno wśród dobrych bohaterów jak i tych złych.
Partner gimnazjalistki, czyli Ginger, na zewnątrz wydaje się być oschły i surowy. Dodatkowo ostry oraz nie wyparzony język pozwala mu być złośliwym wobec Hakki. Umyślnie się z nią droczy. W rzeczywistości wszakże zależy mu na dziewczynie i jest opiekuńczy, nawet przesadnie. Powiedzenie kto się czubi ten się lubi pasuje tu idealnie.
Z kolei Satsuki jest dojrzałym, skrytym oraz z nutką rezerwy chłopcem. Jego pomocnik jest przykładem elegancji i dobrych manier. Razem tworzą parę, która na pewno spodoba się fankom boys love.
Kończę ten spis bohaterów na Nobarze i Basilico. Dziewczyna początkowo jest arogancka, niemiła i negatywnie nastawiona do protagonistki. Pomimo posiadania cech tsundere, nie właściwym jest zmniejszać jej charakter tylko do prostej definicji. Ma predyspozycje do bycia kimś więcej. Czy to się jednak stanie? Wszystko zależy od autorki. Basilico da się opisać w kilku słowach: przystojny, szarmancki, zabawny blondyn.



Osobowości bohaterów tej mangi nie są odkrywcze, ani przesadnie głębokie. Wartości które kierują postaciami są do przesady dobre oraz bez skazy. Zalatujące troszkę rażącym w oczy banałem, by nie powiedzieć kiczem.  Autorka nie kierowała się wielokrotnie utartymi ścieżkami wyłącznie w sprawie charakteryzacji bohaterów. Kigurumi Boueitai jest bowiem mieszanką najróżniejszych schematów. Nadużywane są zwłaszcza reguły świata shoujo. Tak o to znajdzie się tu miejsce dla udawanych randek, fascynacji modą czy światem idolek. Aby nie było za mało sztampowo mangaka zdecydowała się również na dużą różnicę wieku pomiędzy bohaterami. Flirt jest wszędzie oraz we wszystkich możliwych formach. Fanki shoujo, biegnijcie!
Manga ta posiada predyspozycje do odprężającej komedii, a wraz z wieloma podzielnymi strukturami wobec wszystkiego może stanowić idealną bazę dla parodii. Szkoda jednak, że autorka nie zdecydowała się pójść ostatnią ścieżką, zwiększając przy tym kręg osób zainteresowanych. Otóż w obecnym wyglądzie Kigurumi Boueitai jest komiksem infantylnymi skierowanym do młodszego czytelnika. Świadczy o tym uproszczony na wszelkich płaszczyznach całokształt świata wykreowanego. Dojrzalszy czytelnik może odczuć niesmak z powodu niestrawnej przesady, powtórek oraz zbędnych dramatycznych scen, które tylko zawadzają i są równocześnie największym minusem serii. Autorka niepotrzebnie popada w tony poważne, chcąc przemycić zalążki jakiegoś poważniejszego problemu.

Równolegle z Kigurumi Boueitai mangaczka współtworzyła mangową wersję Mawaru Penguindrum. Mimowolnie, gdyż wątpię by zrobiła to umyślnie, Hoshino Lily stworzyła wiele graficznych i fabularnych powtórzeń MP w Kigurumi Boueitai. Banalny przykład: Stroje Marionetek są identyczne jak kostium Himari po przemianie. Problem leży w tym, że powtórnie użyte elementy nie do końca pasują do fabuły autorskiej mangi. Z tego powodu recenzowany tytuł częściej przypomina mierną kalkę swojego starszego brata niż indywidualność.


Nasze pary w pozach wiernie odzwierciedlających ich charakter.

Styl Hoshino Lily jest rozpoznawalny dzięki swojej czystej i wyraźnej kresce. Wygląd postaci jest delikatny oraz szczegółowy zaczynając od różnych strojów kończąc na bogatej mimice. Niezaprzeczalnym plusem jest fakt, iż bohaterów da się rozróżnić od początku i nie ma mowy o pomyłce. Co w shoujo jest przydatne. Z kolei tła są często puste, tylko czasami uatrakcyjnione rastrami. Ja nie mam tej kresce nic do zarzucenia - widać, że autorka ukształtowała swój sposób rysowania od dawna i czuje się w nim jak ryba w wodzie.

Koniec końców jakie jest Kigurumi Boueitai? Napiszę szczerze- doceniłam tę mangę dopiero przy bólu głowy, gdy nie mogłam skupić się na niczym innymi. Otóż dzięki sztampowej fabule nie trzeba nadwyrężać szarych komórek a otumanienie umysłu sprawiło, że nie zwracałam uwagi na zbyteczne przedramatyzowanie. Niezaprzeczalnym jest iż opowieść jest interesująca z powodu pomysłu zmiksowania wielu schematów w oryginalną całość. Ale co z tego jeśli rezultat nie jest tak zachwycających? Niestety nie da się opisać tej mangi w trzech satysfakcjonujących gatunkach: komedia, akcja i romans x3. No cóż, szkoda! Niezależnie komu  ta manga przypadnie do gustu, jedno jest pewne: nikt nie odczuje tu ani deficytu ani monotonności pocałunków.


źródło


czwartek, 3 września 2015

Aku no Hana - recenzja

   Swego czasu w fandomie było gorąco na temat pewnego anime. Zażartą dyskusję, wzbogacaną oczywiście popularnym hejtem, toczono zarówno z powodu kontrowersyjnej grafiki i animacji, jak i ze względu na szokującą fabułę. Mowa tu o Aku no Hana. Dla 'zielonych temacie' oto przykładowe sceny z anime, plus jak powstał projekt postaci: klik, klik, klik . Ja dzisiaj zrecenzuję pierwowzór, od którego wszystko się zaczęło i który poszedł fabularnie dalej niż ekranizacja. Z góry ostrzegam, że tytuł ten jest naprawdę nie dla każdego. Autor niemal w każdej scenie, czy akcie wystawia moralność czytelnika na próbę, jednocześnie silnie oddziałując na psychice.

   Manga Aku no Hana, znana także pod angielskim tytułem: The Flowers of Evil, jest 11 tomową mangą shounen, stworzona przez Oshimi'ego Shuuzou'y . Komiks był publikowany od 2009r do 2014r i doczekał się 13 odcinkowe anime w 2013r. 

Od lewej: tom 1, tom 5, tom 7, tom 10
   Panującą w całej mandze psychozę widać już po samych okładkach: pierwsze trzy utrzymane są w bardzo minimalistycznej stylistyce, w następnych trzech mocno, powiedziałabym nawet, krzykliwe kontrastują się dwa kolory na każdej okładce, a w dalszych trzech tomach następuje diametralna zmiana na akwarele, i w końcu ostatnie dwa tomy (notabene 10 i 11) różnią się wizualnie wszystkim od wcześniejszych. Zwykle nie opisuję okładek recenzowanych przeze mnie mang, niemniej przy Aku no Hana nie mogłam ich ominąć, bo mają ważną role dla samej fabuły. Są tak jakby znakami przedstawiającymi stan ducha postaci.

   Głównym bohaterem komiksu jest gimnazjalista Kasuga Takao. Chłopak czuje się wyobcowany i nie rozumiany przez mieszkańców małego miasteczka, w którym mieszka. Powierzchowne znajomości w szkole, uświadamiają mu, że jest otoczony, w jego mniemaniu, przez ludzi płytkich, nieciekawych, niegodnych większej uwagi. Pożądane zrozumienie odnajduje w książkach, a dokładniej w zbiorze wierszy Charles'a Baudelaire'a pt."Kwiaty zła". Nastolatek jest zafascynowany poezją "przeklętego" francuskiego pisarza. Równocześnie podoba mu się Saeka Nanako, uczennica celująca, ładna i powszechnie lubiana. Gimnazjalistka jest sekretną muzą Kasugi, jego femme fatale. 

   Pewnego razu, po skończonych lekcjach główny bohater wraca do pustej klasy po zapomnianą wcześniej książkę. W sali oprócz książki, znajduje także strój gimnastyczny Saeki i impulsywnie bierze go ze sobą. Trzeba zaznaczyć, że w Japonii jako strój do w-f  kiedyś był używany  prosty komplet: bluzka + majtki (klik). Tak i jest w tej mandze. Gest chłopaka jest bardziej wynikiem przerażenia, niż aktem perwersji, mimo to gwałtownie i nieodwracalnie zmieni się życie Kasugi i jego samego. To co w innych mangach jest okazją do żartu, wzbogacenia fanserwisu, bądź najogólniej mówiąc dostarczenia rozrywki, tutaj jest najgorszym przewinieniem, niszczącym moralność nastolatka. Najprawdopodobniej sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej, gdyby nie fakt, iż Kasuga był widziany w trakcie kradzieży przez Nakamure Sawe- dziewczynę specyficzną, trudną do zrozumienia, wzbudzającą swoim zachowaniem strach zarówno wśród uczniów jak i pedagogów. Nakamura obiecuje zachować w tajemnicy sekret Kasugi pod warunkiem, że on zawrze z nią umowę...



   W trakcie lektury obserwujemy postępujący coraz bardziej rozkład wartości przyzwoitości i dobra. Widzimy jak zło rozprzestrzenia się jak zaraza wokół Kasugi, dosięgając nawet dziewczynę-anioła Saeke. Wszystko to jest początkowo zainicjowane tylko przez Nakamurę. To ona swoim kontrowersyjnym zachowaniem, zahaczającym bardzo często o podłoże socjopatyczne i perwersyjne naciska na bohaterów, sprowadzając ich do granic wytrzymałości psychicznej. Postacie kręcą się wokół strachu, samookaleczenia, sadyzmu, odrazy wobec siebie jak i deprecjonowania wszystkiego co jest obok nich.

   Nasz bohater jest osobą pasywną i słabą, dodatkowo niezamierzony postępek dodał mu kolejnego ciężaru. Zawiązuje się niewidzialna więź jego z Nakamurą, coś go do niej przyciąga. To ona otwiera mu furtkę ku czemuś nowemu, daje mu możliwość ucieczki przed znienawidzoną rzeczywistością. Nawet jak zostaje przez nią porzucony, uparcie stara się przekonać Nakamurę o nie zrywaniu paktu. W tym momencie fabuły mamy eskalacje znaczenia utworzonej więzi między manipulatorką a jej ofiarą. Kasuga uzależnił się od dziewczyny, do tego stopnia, że gotowy jest zrobić wszystko, aby tylko uzyskać jej aprobatę.

   Z drugiej strony mamy Saeke - dziewczynę ideał. Pomyśleć by można, iż niczego jej w życiu nie brakuje. Jednakże także jej postać pokazuje z jaką siłą nasze słabości, bądź niepewności mogą nas zmienić, lub mogą posłużyć do zmanipulowania nas samych.


   Początkowo nie byłam przekonana do wiarygodności charakteryzacji postaci. Uważałam, że autor skupił się bardziej na tym, aby zaszokować czytelnika, gdyż ta manga domniemanie jest opowieścią socjopatyczną, Odniosłam wrażenie, że fabula została spłycona poprzez wątki bulwersujące, przyćmiewając równocześnie bohaterów. Faktem też jest, iż kiedy człowiek znajduje się w sytuacjach ekstremalnych, zachowuje się zupełnie inaczej niż zwykle, czyli: nielogicznie, gwałtownie. Niemniej w tej mandze postacie nie stoją przed realnym zagrożeniem. To oni sami przypierają siebie nawzajem albo nawet samych siebie do muru. Umyślnie i samodzielnie podejmują decyzje, aby nagiąć swój kręgosłup moralny. Nie mają żadnego nacisku zewnętrznego, który stawiałby ich w sytuacji bez wyjścia.

   Moja opinia zmieniła się po przeczytaniu jednego wywiadu z mangaką, w ktorym Oshimi Shuuzou opisał Aku no Hana jako opowieść o dojrzewaniu. Ten fakt uświadomił mi jeden fundamentalny szczegół o którym zapominałam. Postaciami tego tytułu są nastolatkowie, czyli ani nie dorośli, ani nie dzieci. Dopiero rozpoczęty proces dojrzewania ich charakteru sprawia, że są niepewni i co za tym idzie bezbronni, łatwo tracą kontrolę nad własnymi uczuciami i emocjami. W tym trudnym i newralgicznym okresie życia trudno oczekiwać od ludzi, aby zachowywali się logicznie. Zwłaszcza w tego typu mandze.

   Na kolejną niekorzyść mangaki, jest to jakby podświadomie omijał on trudne i stosunkowo problematyczne momenty, niemniej kluczowe do zrozumienia fabuły np: po jednym szokującym wydarzeniu, autor zdecydował się na przeskok fabularny o kilka lat do przodu, zamiast zmierzyć się z powstałymi konsekwencjami.


   Jak z kolei prezentuje się manga od strony graficznej? Poczałkowo rysunki autora wydają się być proste i nieadekwatne to psychologicznej historii. Postacie są przeciętne i często nie są rysowane proporcjonalnie. Jako dowód może posłużyć chociażby powyżej znajdujący się rysunek. Niemniej czytelnik z tomika na tomik, z strony na stronę, z kadra na kadr zaczyna coraz bardziej doceniać szafę graficzna mangi. Okazuje się bowiem, iż pomimo widocznych problemów mangaki w rysowaniu bohaterów w "całości", ma on niezwykłą zdolność do prezentowania ludzkich ekspresji w bardzo wiarygodny i poruszający sposób. Obecne są tu również tła przedstawiające miejsca w których znajdują się postacie. W bogaty i różnorodny sposób jest tu używane także rastrowanie. Dodatkowo nie wolno umniejszać mangace gigantycznej poprawy w rysowaniu, która jest widoczna porównując pierwsze rozdziały do ostatnich. Wszystkie wcześniej obecne braki zostały trafnie i dobrze naprawione.

 

   Koniec końców jak to jest z Aku no Hana? No cóż, jest to pytanie, na które trudno odpowiedzieć jednoznacznie. W zamiarze autora manga ta miała być prawdopodobnie opowieścią głęboką i wzbudzającą refleksje na temat dojrzewania, manipulacji ocierającą się o psychozę. Niestety efekt końcowy nie jest taki. Historia jest o wiele bardziej płytka. Czy to czyni ją jednak złą? Jeśli przymknie się oko na mankamenty, bądź niedopracowania otrzymamy historię trudną i niezwykle...poplątaną i intymną. Dodatkowo może dzięki swojej prowokującej i kontrowersyjnej atmosferze tytuł czyta się niezwykle szybko, co jest dużym plusem. ;) 




wtorek, 25 sierpnia 2015

Rough - recenzja

   Witaj ponownie Drogi Czytelniku,

   W trakcie tych upalnych wakacji proponuję Ci mangę dość starą (ma już 28 lat na karku!), jednakże nadal wyróżniającą się na tle obecnych hitów. Liczę, że lekka szkolna obyczajówka dotycząca młodych pływaków, skoczków do wody, czy też bejsbolistów, poniekąd Ciebie ochłodzi :P. 

   Mowa to o Rough, 12 tomowej zakończonej mandze autorstwa Mitsury Adachiego. Owy mangaka tworzy tytuły powierzchownie dość podobne do siebie. Otóż wszystkie łączą sport z okruchami życia i małym wątkiem miłosnym. Najpopularniejsze komiksy Japończyka to: Touch, Cross Game, H2 czy Katsu. Kolejność jest jak najbardziej przypadkowa. Nie wiem, czy ogólnikowa zbieżność gatunków dotyczy także rozwoju wątków fabularnych, co czyniłoby wszystkie wyżej wymienione mangi prawie identycznymi. Nie wiem tego, gdyż dotychczas przeczytałam tylko Rough i w tej recenzji nie będę go porównywać do wcześniejszych, bądź późniejszych prac autora. 

   Trafiłam na Rough prawdę powiedziawszy przez przypadek, a dokładniej po zapowiedzi mangi Wzgórze Apolla (Sakamichi no Apollon) przez wydawnictwo JPF. Z tego powodu, że posiadam już od dawna zagraniczne wydanie Wzgórza... zapragnęłam przeczytać coś nowego a równocześnie do niego podobnego. Nie pamiętam już jakie zdesperowane wyszukiwania powzięłam, ale summa summarum natrafiłam na recenzowane dzisiaj Rough. W trakcie lektury dość prędko uświadomiłam sobie, że porównanie tych dwóch tytułów między sobą jest po troszku niepoważne. Mimo to, po przeczytaniu czasami szorstkich perypetii licealistów, zrozumiałam, iż  dawno nic mi tak czasu nie umiliło. 

    Już po pierwszych stronach mangi uświadamiamy sobie, że przed głównym bohaterem stoi problem niemały. Otóż Keisuke Yamato utalentowany pływak, a prywatnie licealista mieszkający w szkolnym internacie, lubiany powszechnie przez wszystkich, od pierwszych dni szkoły wzbudza jawną i zawziętą antypatie u Ami Ninomiyi, nowicjuszki w skokach do wody. Ładna i sympatyczna rówieśniczka, której usposobienie wiernie strzeże wszystkich zalet i cnót szukanych u protagonistki w komiksie japońskim, nienawidzi Keisuke. Jej nienawiść jest tak potężna, że nie szczędzi częstych dokuczeń, czy też życzenia "wrogowi" śmierci. Okazuję się, iż nie tylko koledzy obydwojga, czy też czytelnik, łamią sobie głowę co takiego strasznego wyrządził Keisuke biednej Ami. Sam zainteresowany nie ma o tym zielonego pojęcia! A szkolna piękność nie ma najmniejszego zamiaru wszystkich oświecić, ujawniając tą pożądaną prawdę. Co bardzo mnie irytowało i wzbudzało z kolei moją własną antypatię do Ami. A co! Wracając jednak do tematu... Mimo wszystko dość szybko dowiadujemy się, dzięki mamie Keisuke, w czym tkwi uprzedzenie Ninomiyi. Mianowicie obydwie rodziny głównych bohaterów prowadzą konkrecyjne piekarnie i z powodu pewnego wydarzenia sprzed dwóch generacji, rodzina Ami srogo nienawidzi wszystkich Yamato. Pomimo tego, po pewnym czasie i po nieprzewidywalnych wypadkach spowodowanych przez los, dwoje głównych bohaterów zaczyna mieć się coraz bardziej ku sobie...

   Brzmi tandetnie i typowo? Nie zaprzeczę, niemniej Rough jest idealnym przykładem, że niezachęcający początek, nie oznacza słabego i złego rozwinięcia wątków.

   Przede wszystkim perypetie Ami i Keisuke nie są porównywalne do historii Romea i Julii, jak błędnie można sądzić po opisie. De facto konflikt między rodzinami nie gra przewodniej roli w fabule, jak i sympatia między bohaterami jest dość "słabo" przedstawiona. Albo jak kto woli, uczucie rodzące się z czasem pomiędzy licealistami, zostało pokazane zupełnie inaczej niż przyzwyczaiły nas obecnie popularne szkolne romanse, w których, zwłaszcza bohaterki są bardzo wylewne w swoich uczuciach, a każdy kadr akompaniuje wewnętrzny monolog postaci, która z kolei rozmyśla nad swoim afektem względem ukochanego/ukochanej. Pragnę zaznaczyć, że jest to bardzo uogólniony opis przeciętnych shoujo i proszę nie zamykać tego gatunku wokół takich tytułów.

   Jak zatem zostało przedstawione ledwo rodzące się uczucie w Rough? Otóż tutaj liczą się małe i dyskretne gesty, delikatnie wplatane w codzienność. Po prostu nic nie jest wprost. Często nieme kadry, czy też niebezpośrednie czyny, albo zachowanie bohaterów świadczy o powstającym afekcie. Tak więc nie ma tutaj żadnych otwartych scen miłosnych. Ale z drugiej strony, może ta normalność, w której uczestniczą i którą wzbogacają niepozornymi posunięciami, czynią ich relacje poważną, solidną, szczerą i poniekąd odpowiedzialną? Zaiste kiedy Keisuke/Ami stoi przed jakąś trudnością, lub ma problem, druga strona zawsze jest przy nim/niej. Wartość czynów bohaterów jest w tym tytule o tyle znacząca, że de facto nie wiemy co postacie myślą. Czytelnik pozostaje trzecią osobą i wszystkie wydarzenia są pokazywane obiektywnie, a nie z punktu widzenia któregoś z licealistów.



   Z kolei silną stroną tej mangi jest humor. Przynajmniej w moim guście nie okazał się on być głupiutki, bądź kiczowaty. Nie ma tutaj także fanserwisu. Więc co tak rozbawia w trakcie lektury? Ironia i sarkazm. Autor naprawdę bardzo dobrze włada zarówno jednym, jak i drugim. Wie także bardzo trafnie, w którym momencie należy umieścić żart, aby wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Co ciekawe model obecnych gagów jest często używany w yonkomie. Mimo to autor dobrze odzwierciedlił ten schemat także w standardowej mandze.
 
   Niemniej przechodząc do poziomu narracji pojawiają się schody. Mianowicie jest ona bardzo nierówna i często zbyt gwałtowna, chaotyczna. Nie jeden raz zdarzyło się autorowi niespodziewanie i zbyt szybko zakończyć daną scenę, pozostawiając czytelnika zdezorientowanego. Wielokrotnie porównywałam wydanie włoskie ze scanami znajdującymi się w internecie, aby upewnić się, czy posiadające przeze mnie wydanie nie jest przypadkiem wadliwe. Otóż nie mogłam uwierzyć, iż dana scena została tak bezceremonialne zakończona. Niestety mangaka niejeden raz sprawiał mi te utrudniające lekturę "psikusy". Z drugiej strony autor nie miał trudności w opowiadaniu w subtelny, delikatny i momentami melancholijny sposób perypetii licealistów.


   Jak już o licealistach mowa, to są oni niezaprzeczalne... prości. Zarówno, jeśli mowa o ich wyglądzie, jak o ich charakterze, pragnieniach czy marzeniach. Postacie w Rough, a zwłaszcza te drugoplanowe są jednowymiarowe, ale równocześnie inne między sobą. Każda z nich przedstawia poniekąd jeden typ człowieka, który każdy z nas rozpozna wśród swoich znajomych, członków rodziny, kolegów z pracy, bądź szkoły. Kilka razy zdarzyło mi się pisać w moich recenzjach o postaciach prostych w wydźwięku negatywnym. Jakby bohater posiadający tylko jedną cechę był czymś ujemnym dla całokształtu fabuły. Rough jest tytułem lekkim i nieskomplikowanym opowiadającym codzienne perypetie nastolatków i nie wyobrażam sobie, aby lepszymi "przewodnikami" po fabule mogły okazać się postacie bardziej skompilowane wewnętrznie. Po prostu, w prostocie tkwi urok tej mangi, która pomimo upływu lat, jest w stanie pozyskać nowych fanów, niezależnie od mijających generacji.

   Para głównych bohaterów nie wychodzi bladziej na tle kolegów; przede wszystkim Keisuke jest chłopakiem nadzwyczajnie dobrym. Jest tym kolegą na którego zawsze możesz liczyć, bo wiesz, że jest w porządku. Zdajesz sobie z tego sprawę dzięki jego czynom, które świadczą o jego dojrzałości i poniekąd pokorności. Mimo to, usposobienie jak i zachowanie Keisuke nigdy nie popada w banalność, tak często obecną w innych historiach. Ami z kolei przedstawia obraz idealnej kobiety według Japończyków, tak jak napisałam wcześniej. Jednakże w rozliczeniu końcowym nie jest postacią irytującą, czy budzącą antypatie jak się wydawało na początku.


   Jeśli chodzi o tworzenie tła, rysunki tworzone przez autora są bardzo dokładne, szczegółowe a jednocześnie czyste. Ta precyzyjność kontrastuje się z prostotą w rysowaniu postaci. Sceny przedstawiające sport są czytelne, stosunkowo proste, ale równocześnie płynne. Jako że manga pochodzi z końca lat osiemdziesiątych, bohaterowie nie noszą współczesnych ubrań. Ten zabieg, nawet jeśli całkowicie nie zamierzony, to w naszych czasach pozyskuje komiksowi dodatkowy atut inności, czy rozpoznawalności. Notabene, że tylko ubrania są naszym wehikułem czasu do innego okresu naszej historii, gdyż historia sama w sobie jest bardzo uniwersalna.

   Kończąc już, pragnę wspomnieć o wątku pływackim, który jest poniekąd tylko lekko zaznaczony i ma za zadanie bycie tłem dla innych wydarzeń. Często pływanie jest metaforycznym porównaniem do decyzji, które mają podjąć bohaterowie, bądź okazuje ich uczucia. Uważam, że motyw sportowy jest dodatkiem, który jak najbardziej uatrakcyjnił serie i nie został całkowicie stłumiony przez inne wydarzenia.

   Mitsura Adachi stworzył świat prosty tak samo jak i bohaterów, ale mimo to tytuł jest oryginalny i porównywalny tylko do innych własnych mang. Zdecydowanie największym minusem jest przeciętny początek i otwarte zakończenie, niestety jest ono tu obecne. Pomimo tych mankamentów Rough okazał się być miłą, sympatyczną i momentami melancholijną serią, która odprężała mnie co wieczór. I jako taki lekki tytuł, mangę jak najbardziej polecam :).





wtorek, 25 listopada 2014

Kiben Gakuha, Yotsuya-senpai no Kaidan - recenzja

   Jeśli kogokolwiek kiedykolwiek zastanawiało, dlaczego w tak pogodnym tytule jakim jest Haikyuu, bohaterowie momentami mieli dość dziwne miny przyprawiające o dreszcze, to bardzo możliwe, iż są to ostatki poprzedniej mangi autora, mowa o Kiben Gakuha, Yotsuya-senpai no Kaidan, ktorej recenzje właśnie czytacie. Jest to 3 tomowa historia, prowadzona w gatunkach psychologicznego horroru. Nie jest to jednak seinen, a szkolny shounen bazujący na strasznych opowieściach, plotkach, krążących w pewnym gimnazjum. Seria powstała na podstawie krótkiej jednorozdziałowej historii Kiben Gakuha, Yotsuya Sensei no Kaidan. Tyle, że w oryginale głównym ekscentrykiem był nauczyciel, a mandze z 2009-2010r został on zmieniony na tajemniczego ucznia.

   Nakashima Makoto jest radosną i zwyczajną nastolatką. Wiedzie swoje spokojne życie uczęszczając do publicznego gimnazjum. Szkoła ta, jest idealnym miejscem na opowieści z dreszczykiem. Otóż oprócz głównego budynku, posiada ona drugi, stary i opuszczony. Jedna z najpopularniejszych historii jest ta o tajemniczym uczniu-duchu z 2A, który zajmuje się rozwiązywaniem różnych zagadek. Mówi się, że mieszka na dachu nowego budynku i, iż  "żywi się" strasznymi opowieściami. Niemniej nikt Yotsuyi senpaia nigdy nie widział... W tym samym czasie, po okolicy krążą pogłoski o zaginięciu kilku dziewczynek. Podobno to lalka Mika jest odpowiedzialna za te zniknięcia. Kierowana chęcią stania się człowiekiem, podmienia swoje "części" na te ludzkie. Swoja lalkową rękę wymienia na tę prawdziwą, rękę dziewczynki. I tak postępuje z wszystkimi częściami ciała. Niespodziewane zniknięcie najlepszej przyjaciółki głównej bohaterki, wpisuje się w ogólny klimat gimnazjum. Dziewczyna znika nagle i to na terenie szkoły. Nikt nie wie co się stało, ani gdzie może być. Zdesperowana główna bohaterka postanawia wziąć sprawę w swoje ręce. Nie zniechęcają ją nawet mało typowe metody, jak na przykład spotkanie z Yotsuyą Senpaiem. Okazuje się bowiem, że uczeń z 2A istnieje naprawdę. Zamiast pomoc Makoto w rozwiązaniu zagadki zniknięcia przyjaciółki, sprytnie wciąga ją w jeszcze mroczniejsze tajemnice...

   Enigma zachłannej lalki Miki i zaginięcie przyjaciółki Makoto są tylko początkiem różnych strasznych historii, które tylko czekają na rozwiązanie poprzez Yotsuyę. Otóż Kiben Gakuha, Yotsuya-senpai no Kaidan jest bardziej mangą detektywistyczną niż pełnokrwistym horrorem. Uczeń-duch jest ekscentrykiem, który rozpowszechniając straszne historie, demaskuje prawdziwego sprawce domniemanego przestępstwa, jakiś krwawych zbrodni. Oczywiście wszyscy domniemani przestępcy są osobami z dość silnymi i poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Dodatkowo posiadają wręcz chore fetysze. Nie można zapomnieć, że to wszystko dzieje się w szkole (sic!). Do mang zawsze podchodzę z dystansem, ale to co nam autor proponuje w tym tytule bije wszystkie absurdy na głowę. Ta szkoła przypomina bardziej psychiatryk pełen zabójców, porywaczy, psychopatów niż placówkę ze zwykłymi uczniami.

   Pomimo tego na plus zasługuje kreacja głównego bohatera -  Yotsuyi senpaia. Chłopak o nieznanym wieku jest jedną wielką niewiadomą i budzi ciekawość przez całą lekturę. Intrygujący jest nawet jego sposób bycia czy ubioru. Jest nadzwyczaj wysoki, ale chodzi przygarbiony. Jego mundurek szkolny również jest za mały, więc bardzo możliwe, że gimnazjalne lata ma już za sobą. Krótkie nogawki rzucają się w oczy dzięki szpitalnym klapką i wysokim, grubym i bawełnianym skarpetom. Właśnie przez tą charakteryzacje czytelnik czuje pewne zaniepokojenie i jest zaintrygowany. Yotsuyi senpaia pomieszkuje na zamkniętym dachu szkoły, gdzie znajdują się w książki nieładzie, duży fotel, biurko szkolne służące jako szafka i duży dziurawy parasol. Wszystkie te rzeczy tworzą prywatne królestwo ucznio-ducha. On sam jest inteligentnym i sprytnym, nawet jeśli jego manipulcja jest momentami troche przesadzona (zwłaszcza jej oddziaływanie), to tworzy ona kolejny pozytywny atrybut bohatera. Ma także słabość do historii z dreszczykiem i jego fetyszem jest dźwięk przerażonego krzyku... Według mnie, szkoda, że autor skupił sie na mniej ciekawych pobocznych historiach, zamiast na rozwinięciu  tajemnicy bohatera.

   Główna bohaterka, Makoto jest naszym przewodnikiem pomiędzy intrygami nieznajomego ucznia, (choc dla mnie raczej tłem dla niego). Jest radosnym lekkoduchem, który nie popada w panikę na widok różnych zbrodni, z jakimi ma do czynienia. Spełnia pomysły Yotsuyi pomimo swoich pewnych wątpliwości czy niechęci. Często tworzy wątek komediowy i wydaje się być jedyną zwyczajną osobą w tym zbiorze "ciekawych osobowości".


   Kunszt Furudaty Haruchiego należy do tych płynnych i szczegółowych. Na stronach przeważa czerń, która nadaje się wyśmienicie do rysowania gatunku. Autor nie boi się rysować bohaterów w ruchu czy trudnych ujęć z różnych stron. Z tego powodu postacie dostają takiej "lekkości" i naturalności.Wszystkie kadry są pełne i razem tworzą spójną i pełną harmonii całość.





   Dla mnie absurdalność pewnych wydarzeń, słabo poprowadzona fabuła - jeśli ktoś liczy na jakieś prawdziwe poszlaki to się bardzo myli, i na koniec monotematyczność rozwiązywania zbrodni, czyni mangę po prostu nudną. Dodatkowo pewne sytuacje zgrozy zamiast straszyć powodują jeśli już, to rozbawienie. Autorowi nie udało się stworzyć nawet klimatu strachu czy wzmożonego napięcia. Jestem zdania, że to co jest narysowane nie jest w stanie przestraszyć, a jedynie wzbudzić obrzydzenie. Niemniej nawet tego, w tej mandze nie uświadczyłam. Uważam, że autor chciał stworzyć coś pomiędzy trzymającym w napięciu horrorem a mangą z gatunku detektywistycznego. Niestety rezultat tej mieszanki nie jest satysfakcjonujący. A nawet "lekkostrawny". Każdy rozdział   dłużył mi się i był po prostu przewidywalny. 

   Zdecydowałam się przeczytać tę mangę czysto spontanicznie i przez przypadek. Nic o niej nie wiedziałam oprócz tego, że jest to "horror autora Haikyuu". W końcowym wyniku oceniam Kiben Gakuha, Yotsuya-senpai no Kaidan jako dość przeciętny. Tytuł ten powinien bardziej się  spodobać fanom Tasogare Otome x Amnesia, chociażby z powodu szczegółowej i płynnej kreski mangaków, różnych zagadek mających miejsce w szkole czy intrygującego, tajemniczego i nadprzyrodzonego bohatera/bohaterki. Oczywiście mangi w pewnym miejscu idą fabularnie w inną stronę, ale początek uważam za bardzo podobny.  :)


wtorek, 11 listopada 2014

Savage Garden - Wydanie włoskie


Savage Garden jest 7-tomową, zakończoną i intrygującą manhwą autorstwa Lee Hyeon-sook.
Tytuł doczekał się publikacji u nas w kraju dzięki wydawnictwu Yumegari, a we Włoszech dzięki wydawnictwu RW Edizioni. Pomimo nieregularnego trybu wydawniczego, manhwa doczekała się w obu krajach satysfakcjonującego i porządnego wydania. Niemniej jednak, rożnego między sobą. Właśnie z powodu tej ciekawej odmienności i rozbieżności, zdecydowałam się napisać dzisiejszy wpis.

Dla nieobeznanych jeszcze w fabule manhwy, a jednak ciekawych o czym jest,  kroótki opis fabuły polskiego wydawcy:

W XVIII-wiecznej Anglii Gabriela, uboga sierota, zaprzyjaźnia się z Jeremym, nieślubnym synem arystokraty. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności dziewczyna zmuszona jest podszyć się pod niego i wstąpić do prestiżowej męskiej szkoły zwanej Savage Garden. Prostej Gabrieli miejsce to z początku wydaje się rajem, lecz z czasem sama przekonuje się, jak pełni obłudy, podłości i wyrachowania są jego mieszkańcy.


Wydawnictwo RW Edizioni dzieli się na 3 sekcje, każda odpowiedzialna za druk komiksów z innych części świata. Pierwsza to Lion, która zajmuje się komiksami amerykańskimi. Następna zainteresuje przede wszystkim fanów komiksu azjatyckiego, gdyż spod skrzydła Goen wychodzą mangi i manhwy (m.in.właśnie  Savage Garden) Ostatnia i zarazem najnowsza to Lineachiara obejmuje komiksy francusko-belgijskie.

Goen wyrobiło sobie u mnie dwie opinie mniej lub bardziej pozytywne: otóż wydaje mangi bardzo dobrej jakości, wręcz wyśmienitej, bardzo przybliżonej polskiemu standardowi . Niemniej regularność razi w oczy nawet z okularami przeciwsłonecznymi. Jeśli manga ma zostać wydana przez to wydawnictwo, to nie wiadomo co z nią tak naprawdę będzie. Czy zostanie wrzucona w głębokie odmęty zapomnienia i nie zostanie wydana nawet po dwóch latach od zapowiedzi? Czy może wyjdzie tylko jeden tom a później słuch o niej zaginie? Fani żyją w tej niepewności, bo samo wydawnictwo na ten temat milczy. Zgrabnie zamiata pod dywan pytania rozgoryczonych i rozczarowanych czytelników. Dodatkowo nie krepuje się z zapowiedzią kolejnych nowości o nieznanej przyszłości. Kiedyś ktoś nazwał Goen ulubionym wydawnictwem kamikaze... Coś w tym jest  ;)

Pod względem różnorodności tytułów i gatunków, Goen nie ma czego zarzucić, bo nie popada w monotematyczność. Przynajmniej nie tak bardzo ;) Dzielnie spełnia zachcianki fanów klasyki, shoujo, shonenów, seinenów czy nawet josei. Spod szyldu tego wydawnictwa zostały wydane, bądź ciągle są publikowane między innymi następujące mangi: Oniisama e.../Mój drogi bracie/Caro Fratello (wydanie w dwóch tomach w formacie 12x18 wraz z boxem), Lady!!, Claudine i inne mangi autorki, Holyland, Otomen, Karakuri Circus, Pinto Kona/Il sentiero dei fiori, Di(e)ce, Makai Ouji/Książę Piekieł/ Devil and Realist, Ze, Supplement, Body & Soul, Piece of Cake,Innocents Shounen Juujigun/ La crociata degli innocenti,Freesia i Are you Alice? ( dostępne są dwie wersje obwolut - te normalne i limitowane). Miało to być krótkie wymienienie popularnych tytułów...

Typowe wymiary tomika to ok. 12x18cm. Większość mang we Włoszech posiada albo śliską i ładnie błyszczącą obwolutę albo matową. Niektóre tytuły są sprzedawane również w kioskach i posiadają dodatkowo wydanie bez obwoluty. Typowa cena to 5.95€ za tomik, choć niektóre shoneny kosztują 4.95€. W innych wydawnictwach mangi bez obwoluty kosztują 4.30€ - 4.50€. Lepsze i staranniejsze wydanie aczkolwiek z szarym bądź żółtym papierem kosztuje 5.90€ - 6.90€. Za mangę z powiększonym formatem i śnieżnobiałym papierem trzeba wydać ponad 8€. Te ceny odnoszą się przede wszystkim do popularnych wydawnictw jak Planet Manga, Star Comics, J-Pop czy Flashbook Edizioni. Są to wydawnictwa, które słynną głownie z wydawania komiksów japońskich bądź koreańskich. 

Wróćmy jednak do naszego Savage Garden...

Po lewej wydanie polskie - po prawej wydanie włoskie

Nasze polskie wydanie jest wierniejsze koreańskiemu oryginału. Praktycznie niczym się nie różni. Inaczej sprawa wygląda już z włoską wersją. Otóż tutaj graficy bardziej się 'napracowali': zaproponowali inna czcionkę, zrezygnowali z ładnych i klimatycznych ramek. Osobiście uważam, że ramki w formie kwiatów bardzo pasują do manhwy i powinny pozostać na okładce.
Trochę rzuca się w oczy pomarańczowo-czarne logo wydawnictwa, ale cóż... Okładka i bez tego jest ładna :) Obwoluta wydawnictwa Yumegari jest matowa -  Goen śliska. 
Wydanie polskie jest większe niż to włoskie: 13,8cmx19,7cm = 12cmx17cm.  Tomik we Włoszech kosztuje 5.95€ a w Polsce 22,90 zł. 

 


Obwoluty różnią się nie tylko z tyłu, ale też z przodu. W polskiej wersji pierwszego tomu tył okładki jest skromny i stosunkowo ubogi względem przodu. Znajduje się tam tylko obrazek dziedzińca szkolnego z rzeźbą anioła oprawiony kwiecistą ramką, tytuł i opis mangi. Dany rysunek w wydaniu Goen znajduje się na jednym z skrzydełek tomika. Wydanie włoskie prezentuje inny obrazek i o większych wymiarach. Brakuje również i w tym wypadku ramek. Oprócz tego mamy inne standardowe informacje.



Grzbiety włoskiego wydania tworzą tak jakby przedłużenie głównego rysunku z przedniej okładki. Są w tej samej kolorystyce i bardzo ładnie komponują się na półce. O ile Savage Garden w wersji Goen nadaje wrażenie przepychu i pewnego typu dzikości. To wydanie polskie jest minimalistyczne, skromne i przeważa w nim neutralna biel. Obie wariacje pomimo wręcz skrajnych różnic są eleganckie i oddają klimat manhwy.


Na prawym skrzydełku obrazek z tylu polskiej obwoluty.


 




A na koniec strona, która po polsku została wydrukowana w kolorze a po włosku  pozostała czarno-biała. A szkoda! 



****************************************************************************
Październik minął dla mnie jak w oka w mgnieniu i nawet się nie zorientowałam a zaczął się już listopad. Jakby ktoś mnie spytał co robiłam w tym czasie, to nie wiedziałabym co odpowiedzieć. Oprócz chodzenia do wiecznie istniejącej szkoły, oczywiście. Chciałabym, aby prowadzenie bloga wróciło do w miarę regularnego rozkładu, tzn jedna recenzja na tydzień. Aż szkoda patrzeć jak tak się kurzy biedaczek zapomniany ;)

poniedziałek, 29 września 2014

Co na półeczce - Savage Garden


   W tym miesiącu przybliżę Wam bardzo intrygującą i ciekawą manhwę, która niestety ma pecha, jeśli chodzi o tryb wydawania poza Koreą. Mowa tu oczywiście o Savage Garden.

   Autorką tej 7 tomowej, zakończonej manhwy jest Lee Hyeon-sook. Koreanka jest jedną z najbardziej cieszących się sławą i najbardziej rozpoznawalną twórczynią manhw w Europie. Do najpopularniejszych pozycji jej autorstwa należą Seduction More Beautiful Than Love i Flowers of Evil, które pomimo swojej kontrowersyjności dla europejskiego czytelnika, zostały wydane we Francji, we Włoszech, w Niemczech i u nas, w Polsce ta ostatnia. Tytułowy Savage Garden także został wydany w Polsce.
Co ciekawe, Savage Garden ma fabułę o wiele bardziej uniwersalną i może trafić do o wiele liczniejszego grona czytelników niż dwie popularniejsze i starsze manhwy. Jest to spowodowane tym, że fabuła tego komiksu nie dotyka żadnych fundamentalnych zasad kulturowych starego kontynentu, Europy, jakim są najróżniejsze tabu, w porównaniu z wyżej wspomnianymi tytułami. Otóż w Seduction More Beautiful Than Love autorka przedstawia relację między nauczycielką a swoim uczniem. Z kolei w Flowers of Evil  mowa jest o toksycznej miłości między rodzeństwem. 

   Powrócimy jednak do Savage Garden, do XVIII-wiecznej Anglii, do arystokratycznej szkoły, pełnej zdemoralizowanych i zepsutych dżentelmenów i do nieświadomej sieroty, która zostaje wciągnięta w cały wir wewnętrznych intryg... 

Polska okładka
   Gabriela, bo tak nazywa się główna bohaterka tej historii, dorasta w sierocińcu. Nie ma co liczyć, aby jej ambitne plany mogły się udać. Jej przyszłość jest już z góry przesądzona i na najlepszą pracę jaką może liczyć to praca pokojówki w jakimś domostwie. Jednak nagle z powodu nieszczęśliwego wypadku, jej życie zmienia się diametralnie. Zmanipulowana poprzez nieznaną wysoko postawioną damę, jest zmuszona wkroczyć do wysoko prestiżowej szkoły dla synów szlachciców, sama podając się za jednego i udając przy tym mężczyznę. Pomyśleć by można, że gdyby nie sposób w jaki dziewczyna się tam znalazła i gdyby nie towarzyszący wszędzie strach, aby jej tajemnica nie została odkryta, byłaby to dla Gabrieli niezwykła i niepowtarzalna okazja, żeby zdobyć unikatową wiedzę, niedostępną dla ludzi jej statusu.  Rzeczywistość jednak bardzo drastycznie różni się od domniemanego raju. Gabriela wkracza bowiem w sam środek miejsca pełnego obłudy, niesprawiedliwości, dwulicowości i nepotyzmu. Najróżniejsze intrygi czy również kopanie dołka pod drugą osobą, są tu na porządku dziennym. Cała sytuacja, w której znalazła się dobra, inteligenta, prosta i pełna cnót dziewczyna przypomina, wpychanie patyka w ul pełen rozwścieczonych pszczół. Gabriela jednocześnie stara się nie rzucać w oczy i nikomu się nie narażać, jednak jej empatyczny charakter bardzo różni się od egocentrycznych, bezdusznych i bezwzględnych szlachciców, którzy wszystko i wszystkich traktują jak zabawki, które szybko tracą jakakolwiek wartość. Nie zwracają uwagi na uczucia innych czy też po prostu na wartość życia. Ich codzienność to zabawa i wszystkie możliwe konsekwencje mogą zostać łatwo zamiecione pod dywan przez wpływowych rodziców.

   Autorka nie stara się upiększyć tej grupy społecznej, ale też nie popada w skrajności w przedstawianiu ich charakteru w negatywnych barwach. Wszystko wydaje się być naprawdę naturalne. Szlachcice zachowują się tak jak się zachowują, ale również oni się zakochują, odczuwają zazdrość, pożądanie czy też troskę o bliską osobę (jak na przykład troska o brata).  Niemniej jednak z tego powodu, ze żyją w bezgranicznym i wielkim luksusie wszystkie te emocje czy też traumy są o wiele bardziej spotęgowane i konsekwencje są poważniejsze. Człowiek który ma bardzo dużą władzę i środki jest o wiele bardziej niebezpieczny niż ten co tego wszystkiego nie ma.

   Fabuła jest prowadzona z rozmysłem i strona po stronie coraz bardziej wciąga czytelnika. Intrygi, psychologiczne zagrywki czy też niespodziewane zwroty akcji nie pozwalają czytelnikowi odetchnąć. Savage Garden jest miejscem niebezpośredniej walki między przeciwieństwami ideologicznymi i skrajnościami zachowań, których celem jest zachowanie w sekrecie różnych tajemnic. Oprócz naprawdę intrygującej fabuły, która wywiera mocne emocje również na samym czytelniku, mamy także bohaterów. To właśnie ich emocje, ich wybory a przy tym konsekwencje sprawiają, że wszystko dzieje się tak a nie inaczej. Lee Hyeon-sook zadbała również o odpowiedni wątek miłosny, który bardzo dobrze wplata się w rozwiązłą fabułę.

   Rysunki Lee Hyeon-sook są eleganckie, lekkie i subtelne. Idealnie pasują do epoki w której dzieje się historia. Za pomocą czerni, bieli czy szarości autorka podnosi jeszcze bardziej napięcie i podkreśla bezwzględność bohaterów. Taki sam kontrast widzimy w rysowaniu tła. Z jednej strony są dokładne, z drugiej wcale ich nie ma. Minusem są zdecydowanie mało rozpoznawalni bohaterowie. Wszyscy są rysowani z takimi samymi rysami twarzy i z tego powodu łatwo jest się pomylić. Zwłaszcza kiedy mówi się o braciach Kensington.

   Licencje na druk Savage Garden zdobyło wydawnictwo Yumegari. Przyzwoita jakość wydania (matowa obwoluta, kolorowe strony, czy też powiększony format 13,8 x 19,7 cm.) i tylko 2 wydane tomy (sic!), w tym pierwszy tomik miał premierę we wrześniu zeszłego roku. Wydawnictwo ma ostatnio naprawdę poważne problemy, jeśli chodzi o dotrzymywanie terminów. Ba! Zamiast dokończyć to, co jest już wydawane, to Yumegari licencjonuje coraz to więcej nowych tytułów, które również najpewniej, niestety pozostaną niedokończone (odpukać).  Ja sama podchodzę z dość dużym dystansem do kupna jakiegokolwiek od nich komiksu. W końcu nikt nie chce mieć niedokończonej historii na półce. Czytelnicy nie chcą kupować z tych samych powodów co ja, wydawnictwo nie ma pieniędzy na opłacenie innych tytułów i sytuacja jest, jaka jest. To niekończące się koło jest winą Yumegari i szkoda po prostu, że wiele ciekawych tytułów na tym traci. 

   Wspomniałam na samym początku, że Savage Garden ma pecha, jeśli chodzi o tryb wydawniczy za granica. Otóż nie tylko nasze polskie wydawnictwo ma problemy z systematycznością. Również we Włoszech manhwa jest drukowana w trybie nieregularnym. Na początku roku była dość duża przerwa, ale teraz chyba już wszystko ruszyło do przodu i ma wyjść 5 tom. Kiedy? nikt nie wie... Ale na pewno powinien kiedyś ;). Wydawca już wiele razy zapewniał o tym, że seria zostanie zakończona. Miejmy nadzieje, że nie skończy się jednak jak z Supplement, trzeci tom został opublikowany 27 lipca 2012r...

   Bardzo szkoda, że z powodu braku regularności w wydawaniu, Savage Garden popada tak, jakby w zapomnienie i zanika gdzieś  na tle innych nowości, które są drukowane według terminów. Gdyż manhwa ta jest na pewno niebanalną i nieoszlifowaną perełką z którą naprawdę warto się zapoznać, bo według mnie, jest to jeden z najlepszych komiksów orientalnych na naszym rynku.


wtorek, 19 sierpnia 2014

Co na półeczce - Kwiat i Gwiazda

   Witajcie po dłuższej przerwie! :)

   Mam nadzieję, że miło spędzacie czas na wakacjach i pogoda nie popsuła Wam żadnych planów. Nawet, jeśli ja mam jeszcze ok. miesiąca wakacji, uważam, że aktywną ich część mam już poza sobą i z nową energią wracam do prowadzenia bloga ;)

   Polski rynek mangowy, przez dłuższy czas, cierpiał na brak jakichkolwiek tytułów sportowych czy shoujo-ai (yuri). Nie jest przesadą stwierdzić, że pod tym względem rok 2014 okazał się być przebojowy. W końcu zostały zapowiedziane aż 3 mangi o tematyce miłości lesbijskiej : Kwiat i Gwiazda, Mój Drogi Bracie... i Girlfriends. W tym dwa pierwsze zostały już wydane. Nie zapominajmy rownież o nowo zapowiedzianej mandze sportowej, ku radości większości, czyli o Kuroko's Basket, która będzie wychodzić latami. (nie wspominając o Berserku)

   Cofnijmy się jednak kilka miesięcy wstecz, kiedy na naszym rynku nie było tak kolorowo i Hana to Hoshi (Kwiat i Gwiazda) zapowiedziana przez wydawnictwo Waneko w serii jednotomówki, zrobiła dużego smaczka zarówno fanom shoujo-ai, jak i fanom mang sportowych. Tak, nowo zapowiedziany komiks miał być kompromisem dla obu stron. Przynajmniej wiele osób tak sądziło, bo gatunkowo manga nie jest sportowa. Czy Kwiat i Gwiazda spełni oczekiwania? Zapraszam do bliższego zapoznania się z dzisiejszym postem :)


   Główna bohaterka, Hanai, właśnie rozpoczyna naukę w liceum. W podstawówce i w gimnazjum cały swój czas przeznaczała na grę w ping-ponga. Była niepokonana aż do momentu, kiedy przyszło jej  zmierzyć  się z inną zawodniczką, Hoshino, z którą nie dość, że przegrała, to jeszcze zaczęła przegrywać wszystkie swoje następne mecze. Zdołowana swoją złą passa i już całkowicie zniechęcona ping-pongiem postanawia w nowej szkole zerwać wszystkie więzy z tym sportem i stać się zwykłą licealistką. Pełna pozytywnej energii wybiera się do szkoły i już pierwszego dnia coś a dokładniej ktoś krzyżuje jej piękne plany. Otóż okazuje się, że również Hoshino, wielka rywalka naszej bohaterki, zapisała się do tego liceum i również skończyła ze sportem. Relacje bohaterek na samym początku nie należą do najlepszych. Hanai cały czas obwinia Hoshino za swoje porażki i jest przekonana, że druga dziewczyna zapisała się do tej samej szkoły, co ona po to tylko, aby zrobić jej na złość. Z kolei długowłosa Hoshino nie naprawia całej sytuacji swoim zachowaniem. Będąc dziewczyną dość chłodną i zamkniętą sprawia, że protagonistka uważa, iż jest traktowana z góry i uprzedza się jeszcze bardziej. Jednakże dzięki rożnym przypadkowym wydarzeniom dziewczyny nastawiają się do siebie przychylniej, choć ciągle kłóciły się cały czas.

   Oprócz pary głównych bohaterek, które same nie wyróżniają się jakoś specjalnie ciekawym charakterem, nie uświadczymy w mandze wielu innych postaci. Zachowanie Hoshino i Hanai, które przecież odwzorowuje ich charakter, jest często po prostu bezsensowne i niezrozumiałe. Przez większą część mangi, bohaterki kłócą się albo o nic, albo same nie wiedzą o co. Niemniej jednak trzeba wspomnieć o koleżance z dzieciństwa Hoshino, czyli o Funami. Dziewczyna jest najciekawszą postacią w całej mandze. Ba! Jest jedyna bohaterką, która wzbudziła u mnie jakiekolwiek uczucia.

   Manga dosyć, że cała jest bardzo schematyczna od bohaterów na fabule kończąc, to nie jest dobrze poprowadzona. Nie mam nic przeciwko mało oryginalnym i "lekkim" mangą, bo dopóty mangace uda się stworzyć płynny i ciepły klimat, który składa się również z relacji międzyludzkich, to jest jak najbardziej okej. W nowej mandze z Waneko nie uświadczymy tego. To co łączy bohaterki nie nazwałabym nawet przyjaźnią czy najzwyklejszą sympatią, a co dopiero głębszym uczuciem (a przecież jest to manga o miłości lesbijskiej). Nie ma rownież tak zwanej "chemii" między dziewczynami. Sam wątek shoujo-ai jest według mnie dość słabo zrobiony i odnosi się wrażenie jakby zamiast niego, główne skrzypce grały tutaj kłótnie bohaterek. Mangaka, żeby zbliżyć dziewczyny używała już dawno "sprawdzonych" trików, które podane w dobry sposób mogą ciągle cieszyć czytelnika pomimo swojej monotematyczności. Tutaj niestety tak nie było, a i wszystkie wydarzenia wydawały się być na siłę. Jeśli zatem wątek miłości lesbijskiej został zniesiony na drugi plan, to co zatem z ping-pongiem, czyli motywem sportowym? Otóż również ten 'biedak' został okrojony na wszystkie możliwe sposoby. Chcę jasno zaznaczyć, że nigdy nie uważałam, iż wydarzenia w mandze będą się kręcić cały czas wokół ping-ponga, w końcu to nie ten gatunek. (Jeśli ktoś chce przeczytać mangę o ping-pongu to radzę zapoznać się z komiksem Taiyou Matsumoto, KLIK) Niemniej jednak liczyłam chociaż na jakieś nawiązanie lub stworzenie więzi pomiędzy grą a relacjami między bohaterkami. Ta możliwość również nie została w pełni wykorzystana przez autorkę. Przynajmniej w moim odczuciu.

   Kwiat i Gwiazda prezentuje się za to o wiele lepiej pod względem graficznym. Rysunki są proste i zarazem takie "rozświetlone". Postacie są proporcjonalne i rozpoznawalne. Co ciekawe, pomimo tego, że cała szafa graficzna komiksu przypomina tą z shoujo, to kadry nie są przepchane gwiazdeczkami, serduszkami czy kwiateczkami. Tła są mało zagospodarowane, ale ta oszczędność stylu Kalio Suzukin nie rzuca się bardzo w oczy.


   Kwiat i Gwiazda została wydana przez wydawnictwo Waneko w serii jednotomówki. Inne mangi, które ukazały się, bądź dopiero się ukarzą spod tego szyldu to : Rock na Szóstkę (Mashikaku Rock, shoujo), Istota Zła (Akusaga, mieszanka shoujo i shounena) i Dzień Przed Ślubem ( Shiki no Zenjitsu, josei). Wszystkie tytuły będą miały powiększony format, tzn. taki sam jaki ma np. Silver Spoon. Dodatkowo w przypadku dzisiejszego recenzowanego tytułu, został on wydany, nie w dwóch tomach jak w Japonii, a tylko w jednym. Wiele razy wspominałam, że mangi Waneko są pewne jakościowo i naprawdę porządne. Tak i jest i w tym wypadku. Onomatopeje zostały całkowicie przetłumaczone. Zwroty bohaterów są dostosowane do ich wieku. Pomimo tego, że tusz jest bardzo czarny a i kartki są białe, nic nie prześwituje.  Dzięki idealnej długości marginesów wewnętrznych nie musimy ani wyginać tomiku, ani nadwyrężać wzroku. Wydawnictwo skusiło się również na kolorowe strony na początku każdego woluminu. Sama obwoluta jest niesamowicie biała. Co nadaje wszystkiemu aury "czystości". Przynajmniej w moim wypadku :P

   Na koniec, no cóż, chciałam przeczytać sympatyczną i lekką mangę shoujo-ai. Szkoda, ze nie dostałam chociaż tego. Nie liczyłam na głębokość wątków jak w Mój Drogi bracie, lub jak w Pietà. Nowy tytuł o miłości lesbijskiej z wydawnictwa Waneko jest średnią i bardzo schematyczną mangą, która zamiast cieszyć denerwuje.Nawet nie wiem komu polecić ten komiks, bo sama czytam tyle tytułów tego gatunku co kot napłakał i moje oczekiwania były bardzo niskie. A i tak się rozczarowałam.

A o to przykładowe strony mangi : Kwiat i Gwiazda


środa, 28 maja 2014

Nakanmon! - recenzja

   Gatunek shoujo ma wiele fanek i fanów na całym świecie. Pomimo swojej różnorodności tematycznej ; akcja mangi może dziać się zarówno w czasach teraźniejszych, przeszłych, przyszłych czy całkowicie odrealnionych, współczesne pozycje są dość schematyczne. Nie mówię tutaj tylko o historii wymyślonej przez mangakę, często fabuła może być banalna, ale całość 'nadrabia' bohaterami. Z drugiej strony historia może być ciekawa i oryginalna, ale z bohaterami jest już gorzej. Same główne bohaterki w większości przypadków dzielą się na te płaczliwe, głupiutkie i słodkie, lub na te wygadane, którym nie brakuje siły, aby uderzyć chłopaka bez powodu. W wielu wypadkach (niestety) nic innego nie można powiedzieć o charakterze bohaterki (nie, żeby projekt głównego bohatera był lepszy).

   Piszę o tym na podstawie mojego własnego doświadczenia. Do niedawna bardzo lubiłam ten gatunek, stąd przeczytałam wiele rożnych mang\manhw\manhua, zarówno tych starych jak i nowych, tych popularnych i tych mniej popularnych.

   Powtarzam, że istnieją (na szczęście!) wyjątki. Nieliczne, ale są. Jednym z nich jest cztero tomowa manga (główna historia jest tylko w pierwszych trzech), autorstwa Tsukishimy Haru, Nakanmon!. Jest to sympatyczne shoujo z dobrze wykreowaną bohaterką.

   Głowna bohaterka Hirahara zaczyna liceum w nowym mieście. W trakcie wakacji przeprowadziła się razem z rodzicami do Tokyo z Hiroshimy. Inny dialekt, wielkie miasto, przeszłość, jak i charakter dziewczyny nie ułatwiają jej rozpoczęcia szkoły i nowego okresu w jej życiu. A żeby było jeszcze lepiej, to pierwszego dnia szkoły spóźnia się na rozpoczęcie roku, powodując przy tym, przez przypadek spóźnienie innych czterech uczniów : lekko gburowatego Himeno, ociekającego słodyczą Nozomiego i cichych, ale spostrzegawczych Chisa'iego i Ondy. Jak można się spodziewać, ta piątka uczniów, a dokładniej dwaj pierwsi chłopcy i Hirahara, będą napędzać całą fabułę. Dość szybko  wszyscy staną się przyjaciółmi i będą żyć swoim szkolnym życiem, w cieniu miłosnych rozterek.

   Jak można wywnioskować z opisu, manga nie wydaje się być zbytnio oryginalna. Nie zaprzeczę. Tytułowi nie brakuje typowych elementów obecnych w trójkącie miłosnym. Tym co jednak dodaje świeżości i sprawia, że czytanie staje się przyjemnością to bohaterka.

   Hirahara z powodu pewnego wydarzenia z przeszłości, często płacze. W wielu wypadkach nawet przy rzeczach przyziemnych, mimowolnie nie jest w stanie się powstrzymać od uronienia kilku łez. To nie znaczy jednak, że jej charakter jest słaby lub, iż nie jest asertywna. Ba! Bohaterka jest stała w swoich decyzjach, nie jak większość bohaterek tego gatunku. Nie użala się nad sobą i stara się zmienić. Chce stać się pewniejsza siebie, po prostu silniejsza. Nie pozwala by inni nią pomiatali. Mangaka w naturalny sposób pokazuje jak bohaterka się zmienia i dojrzewa w kilku kwestiach. Hirahara nie traktuje miłości jako biletu na skróty do stania się silniejszą. Własnymi siłami ma zamiar dojść do wyznaczonego przez siebie punktu.

   Główna bohaterka jest najbarwniejszą postacią w całej mandze. Mangaka nie zapomniała jednakże o pozostałych bohaterach : o nowo poznanych przyjaciołach, czy o rodzinnie Hirahary.



   Kreska mangaki jest typowa dla gatunku shoujo. Bohaterki mają duże oczy a bohaterzy to typowi bishouneni. Tła nie są nadzwyczajne. Oczywiście momentom romantycznym towarzyszą gwiazdki, serduszka i inne słodkie rzeczy. Aczkolwiek mangaka nie przesadza z ich ilością i jako konsekwencja nie przeszkadzają w lekturze.

   Nakanmon! jest miłym i sympatycznym shoujo, które nie skupia się tylko i wyłącznie na romansie, który sam w sobie jest na dobrym poziomie. Miłość i zauroczenie są oczywiście tutaj obecne przez cały czas, aczkolwiek mangaka nie zapomniała o innych czynnikach. Czyta się lekko i szybko, bez uczucia odmóżdżania przez słodycz czy dziecinność bohaterów. Również tutaj są schematy, jednakże nie rzucają się tak bardzo w oczy. Przynajmniej ja tak sądzę.

   Uważam, że manga jest dobrym reprezentantem obecnego, lekkiego, szkolnego gatunku shoujo. Szkoda, że nie jest popularniejsza.


 A teraz tak na zakończenie, jakie są Wasze faworyty tego gatunku? Na pewno znajdzie się coś interesującego i fajnego ;)

wtorek, 20 maja 2014

Telling Through the Colors - recenzja

   W moim ostatnim poście zrecenzowałam Innocent, mangę z dobra fabułą i intrygującą okładką. Dzisiejsza proponowana przez mnie pozycja może nie zachwyca okładką, ale nadrabia fabułą :)

   Telling Through the Colors jest dwudziestu rozdziałową manhwą, a dokładniej webtoon'em. Znana także pod następującymi tytułami: Speak Through Colors lub Talking Through the Colors. Jest to wspólne dzieło Yohan (scenariusz) i Kim Hye Jin (rysunki), ta ostatnia znana również pod pseudonimem Zhena. Obie panie stworzyły razem także dwie inne manhwy : Nineteen, Twenty-One i Pet Diary.

   Telling Through the colors jest ciekawym shoujo, opowiadającym o marzeniach i o tym, jak możemy żyć szczęśliwi robiąc to, co lubimy i czy w ogóle jest to możliwe.

   Cała akcja manhwy toczy się wokół wystawy młodych artystów, w której troje głównych bohaterów weźmie udział. Fabuła jest podzielona na trzy rożne historie, każda opowiada o innym bohaterze. Te opowieści łączą z sobą konkurs właśnie i stosunek do kolorów. Postacie nawet się nie znają i tak pozostanie do samego końca.

   Shini - bohaterka pierwszej historii, ma wyjątkowe hobby. Już jako mała dziewczynka tworzyła profesjonalne lalki. Robiła to z przyjemności i chciała stawać się coraz lepsza. Cały swój czas spędzała na tworzeniu tych małych cudeniek, często zaniedbując przy tym szkołę i własne zdrowie. Jednakże dziewczyna będąc już w liceum, musi zacząć myśleć na poważnie o swojej przyszłości. Z samych lalek trudno byłoby jej się utrzymać. Co ma wybrać? Uniwersytet czy pasje? Jej mama chce jej pomoc, ale mimowolnie sprawia, że córka czuje dużą presję. W odkryciu odpowiedzi na te pytania i na wiele innych, pomoże bohaterce, młody sąsiad tańczący tradycyjny taniec koreański i jego mama.

 
 
Tradycyjny taniec koreański - Pungmul. W wersji rysowanej ;)

   Druga historia pod pewnym względem, jest bardzo podobna do pierwszej. Również w tej części, Su-ee, imię drugiej bohaterki, od maleńkości poświeciła się całkowicie swojemu hobby, którym było rysowanie.  Jednakże teraz jako licealistka, straciła wenę i naszły ja wątpliwości.  Uświadomiła sobie, że oprócz rysowania nie umie niczego innego. Stała się obojętna na wszystko i zaczęła, poniekąd żałować swoich decyzji. W tym samym momencie, szkoła artystyczna Su-ee, zorganizowała fakultatywną wycieczkę na farmę farbowania roślinami. Krótka wycieczka w ciche miejsce pomoże Su-ee zobaczyć świat w zupełnie inny sposób.




   Trzecia i zarazem ostatnia historia opowiada o fotografie, Dong-In. Nastolatek został poproszony przez dwóch swoich znajomych o wspólne wzięcie udziału w wystawie o podstawowych barwach. W trakcie zdjęć w plenerze, szukając motywu, dochodzi do kłótni pomiędzy chłopcami, w wyniku której Dong-In pozostaje sam na drodze, bez komórki, jedzenia lub możliwości przyjazdu autobusu. (Tak się zastanawiam jak jego znajomym udało się wrócić do domu...). Na ratunek Dung-In'owi przez przypadek przybywa pracownica  bliskiej farmy. To ta sama farma do której pojechała bohaterka poprzedniej opowieści... Również w tym wypadku można zaobserwować zmianę w bohaterze po poznaniu nowych osób.
Na tym kończę opis fabularny webtoon'a :)



   Rysunki Kim Hye Jin są nierówne. Niektóre plansze są naprawdę piękne i bogate w rożne kolory, inne z kolei wydaja się być narysowane na szybko. Autorka skupiła się na narysowaniu w najładniejszy sposób głównych bohaterów, zapominając przy tym o pozostałych. W kilku momentach, postacie drugoplanowe wydają się być szare, w porównaniu z protagonistami. W tej manhwie podstawową rolę odgrywają kolory. Stąd uważam, że szata graficzna powinna być dopracowana do perfekcji. Tak niestety, według mnie nie jest... Mamy do czynienia z webtoon'em, więc wszystkie strony są kolorowe.

   Telling Through the Colors  pełni role również edukacyjną. Autorki w prosty sposób opisują nam podstawy farbowania niektórymi roślinami. Ta część manhwy stoi na równi fabularnej z rozterkami bohaterów.

   Problemy postaci są dość realistyczne. W końcu kto z nas nie martwi się o naszą pracę, szkołę czy po prostu o przyszłość. Fabuła idzie małymi i spokojnymi kroczkami do przodu.

   Manhwa pomimo przypisanemu jej, na niektórych stronach internetowych romansu, go nie posiada. Podstawowe barwy i decyzje bohaterów związane z ich hobby grają tu główne role.

  Reasumując pozycja jest lekka i sympatyczna, ale interpretacja jej i odbiór zależy przecież tylko od czytelnika :)
 
można kliknąć, aby powiększyć rysunki ^^




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...