Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co na półeczce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co na półeczce. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2015

Co na półeczce - Muzyka Marie

   Muzyka Marie jest dwutomową mangą autorstwa Usamaru Furuyi i została wydana w Polsce w 2009r przez wydawnictwo Hanami. Co ciekawe manga wybrana przez polskie wydawnictwo, różni się jednak od najbardziej rozpoznawalnych prac autora, tzn: Litchi☆Hikari Club, Jisatsu Circl, Ningen Shikkaku, Happiness, czy choćby Innocents Shounen Juujigun. Z tego to powodu po tę mangę powinni sięgnąć nawet sceptycy innych prac Usamaru Furuyi. 
   Historia stworzona przez autora rozgrywa się w przyszłości,
w której ludzie żyją w harmonii między sobą i sumiennie wykonują swoje codzienne obowiązki bez pomocy wyższych technologii, które przy okazji nie działają. Każde miasto ma inną specjalność; jedni hodują warzywa czy owoce, inni produkują coś innego, ale równie pożytecznego. Następnie mieszkańcy różnych miasteczek uczciwie wymieniają się wyprodukowanymi rzeczami. Nie ma tutaj miejsca na kłamstwa, przekręty czy oszustwa, gdyż ludzie nie posiadają negatywnych emocji. 
 W tym "szczęśliwym" świecie żyje dwójka dzieci: cichy Kai i jego droga przyjaciółka radosna Pipi. Pewnego dnia podczas pobytu nad morzem Kai niespodziewanie znika w odmętach wody. Równie niespodziewanie wynurza się z morza po piętnastu dniach nie pamiętając nic z wcześniejszych dni. To nie jest już ten sam Kai - chłopak posiada dwa nieznane znaki na swoich rękach i jest w stanie usłyszeć nawet najmniejszy dźwięk, wliczając w to melodię Marii. 

   Ale kto to jest Marie? Marie jest mechaniczną konstrukcją, wzorowana na podobieństwo kobiety, która unosi się nad całym światem rozprzestrzeniając swoją muzykę. Ta unikatowa melodia uspokaja i sprawia, że ludzie są szczęśliwi i wolni od wszystkich trosk. 

   Fabuła mangi została podzielona na dwa spore, gdyż obydwa przekraczają 240 stron, tomy. Nie spotkałam się dotychczas z mangą, w której podzielenie na woluminy jest tak istotne i ich "środek" tak diametralnie się różni. Otóż pierwszy tom zapoznaje nas z całym bogactwem świata stworzonym przez autora. Poprzez ubrania i architekturę owy świat  staje się trochę ekscentryczny, a z powodu wszędzie obecnych kół zębatych futurystyczna kraina ma nutkę awangardy. Złożoność i rozbudowanie tego wszystkiego nawet do szczegółów budzi naprawdę podziw. W trakcie tego jednego tomu Furuya był w stanie przedstawić nam wierzenia, tradycje, kulturę i mentalność mieszkańców całej ziemi Pirito. Jako przewodników mieliśmy głównych bohaterów, którzy dzięki retrospekcjom i ludzkim cechom stają się nam bliżsi i łatwiejsi do zrozumienia. Wykreowane przez autora postacie posiadają cele i pragnienia, do których powoli, lecz uporczywie dążą. Wątek miłosny natomiast został przedstawiony z różnego punktu widzenia nie ograniczając się tylko do platonicznego aspektu miłości.




   Po długim i obszernym wprowadzeniu, autor w drugim tomie skupia się na różnych kwestiach, które pomimo tego, iż dzieją się w nieprawdziwym świecie, nawiązują do naszej prawdziwej rzeczywistości. Fakty poznane przez czytelnika zyskują zupełnie nowe i odmienne znaczenie niż wcześniej. W dyskretny sposób, autor wplata do fabuły ważne pytania na temat rozwoju cywilizowanego świata i czy ma ono pozytywny oddźwięk. Nie skupia się przy tym na konsekwencjach w naturze, a na konsekwencjach postępu na samym człowieku.

   Druga sprawa, na której skupia się autor w tej po troszku filozoficznej mandze, to ideologie bazujące się na metafizyce. Wszyscy mieszkańcy ziemi Pirito wiedza iż Marie została stworzona przez boga, aby jej muzyka uszczęśliwiała ludzi. Sam bóg posiada, tak jakby dwie twarze; jednoczy wszystkich pomimo obecnej wielokulturowości i równocześnie ogranicza. Co roku wszyscy ludzie łączą się na wspólnej pielgrzymce do świętej ziemi, nawet jeśli nie mówią tym samym językiem i nie dzielą tych samych tradycji. Pomimo tego - dzięki wierze - są w stanie współżyć ze sobą bez kłótni czy wojen.
Z drugiej strony przemysł i rozwój ludzi utknął w martwym punkcie. Nowe wynalazki nie działają mimo, że powinny. To samo dotyczy się zresztą starych urządzeń z zaprzeszłego świata (czytaj. urządzenia, z których obecnie my korzystamy). W świecie, w którym gra kojąca muzyka Marie nie ma miejsca na postęp a każdy nowy dzień nie różni się znacząco od wcześniejszego. Człowiek mimo to żyje szczęśliwy. Jednak czy to jest prawdziwe i autentyczne szczęście? Dodatkowo czy człowiek wyzbyty ze wszystkich negatywnych emocji nie traci cząstki swego własnego człowieczeństwa? Czy utopia kreowana w rzeczywistości, w której nie ma zła, może istnieć? W końcu jeśli nie ma zła, nie może tez istnieć jego przeciwieństwo, czyli dobro. Czy zatem społeczeństwo, w którym żyją ludzie, stworzone przez boga jest ułudne?



   Wyżej wspomniałam, że świat stworzony przez mangakę jest bardzo złożony i bogaty w szczegóły pod względem fabularnym. To samo tyczy się ilustracji. Fantazyjność i abstrakcyjność budowli, wynalazków czy też ubrań jest oszałamiający i świetnie pasuje do treści. Projekt postaci jest taki sam jak w innych praca autora: tzw. ludzie przypominają ludzi i dodatkowo są nie do pomylenia między sobą.  Nawet jeśli ich twarze są robione podręcznikowo i wyglądają na proste,  autor nadrabia to bogatą ekspresją bohaterów.

   Manga została wydana w Polsce przez wydawnictwo Hanami, które tym razem zaoferowało coś więcej niż typowe standardy. Otóż każdy tom ma po 6 kolorowych stron.

   A propos tych kolorowych stron... Z całym szacunkiem do Usamaru Furuyi, ale jego strony w kolorze wyglądają zwyczajnie i przeciętnie. Nie można powiedzieć o tym samym wspominając rysunki Daisuki Igarashiego. Kunszt tego pana, jeśli chodzi o typowe czarno-białe kadry jest mało ładny, wręcz chaotyczny i nie zachęcający do lektury. Jednakże kolorowe strony jego autorstwa są spektakularne i prześliczne. Różnica między dwoma autorami jest diametralna i dla mnie na korzyść autora Pitu Pitu.  Niemniej to Muzyka Marie, otrzymała kolorowe strony pomimo tego, że drugi tom Pitu Pitu ma specjalny dodatek w którym są tylko i wyłącznie ilustracje mangaki. Są one jednak czarne. O to jak to wygląda: kadr z Pitu Pitu KLIK i kolorowa wersja KLIK. Różnica jest jeszcze większa w innych rysunkach, jak np. w lewej ilustracji z drugiego linka. W Polskim wydaniu wszystko jest czarne i nic nie widać. Rozumiałabym gdyby owe strony były częścią jakiegoś rozdziału, bądź były bez tytułu na początku tomiku. Niemniej istnieje wręcz podpis, że jest to galeria ilustracji autora. Niestety mało widoczna i z tego tez powodu podważam jej sens umiejscowienia w tomiku. Co ciekawe także polski Solanin nie ma kolorowych stron. Mimo to wydanie anglojęzyczne je posiada... Sorry za ta całą epopeje nie na temat, ale musiałam dać upust mojemu rozżaleniu.

   Wracając jednak do recenzji... tomiki zostały wydane w wymiarach 15 x 21 cm z miękką okładką. Papier użyty jest kredowy a czerń druku jest podręcznikowa. Obecna jest numeracja stron. Wszystkie onomatopeje zostały ładnie wyczyszczone i zastąpione naszymi polskimi odpowiednikami. Tomy pomimo braku obwoluty są wytrzymałe i nie niszczą się łatwo. Dodatkowo bez strachu można wyginać wydanie. Co nie jest zresztą potrzebne, bo marginesy wewnętrzne ułatwiają lekturę dymków.
Tłumaczenie jest rzetelne i praktyczne. Nie jest ani za bardzo drętwe ani za bardzo niezrozumiałe,  jest za to neutralne i bez żadnych fajerwerków.


   Lektura Muzyki Marie nie należy do tych łatwych czy szybkich. W trakcie czytania trzeba się skupić, aby pojąć w pełni bogatą treść fabuły. Wielu może zniechęcić a wręcz znudzić pierwszy wprowadzający tom. Jest on jednak bardzo istotny i tylko dzięki niemu mógł powstać tak inny drugi tom. Co ważne, autor nie narzuca własnej woli a wręcz skłania do refleksji i własnej interpretacji fabuły. Manga ta należy do tych tytułów co niosą przesłanie i czytelnik rozmyśla o tym co właśnie przeczytał. Nie muszę mówić, że jest to komiks dla dojrzałego czytelnika. Nie ze względu na jakąś gorszącą treść, a z powodu troszeczkę filozoficznej fabuły, która młodego czytelnika może zwyczajnie znudzić. Sama musiałam dorosnąć do tego tytułu i dopiero po dwóch latach wyrobiłam sobie osobistą opinię i interpretację wątków.





wtorek, 31 marca 2015

Co na półeczce - Odległa dzielnica

   Tytułowa manga jest dwutomowym seinenem napisanym przez Jiro Taniguchi'ego pomiędzy 1998r a 1999r. Możemy czytać ten tytuł dzięki wydawnictwu Hanami, które wydało go w 2010r. Sam autor jest bardzo docenianym mangaką nie tylko w Japonii, ale też w Europie. Jego mangi Ratownik, Wędrowiec z tundry, Zoo zima czy tez Odległa dzielnica, zyskały uznanie wielu krytyków i wygrało wiele prestiżowych nagród. Tym razem Taniguchi zabiera nas do sentymentalnej i melancholijnej podróży w przeszłość. Zachęcam do bliższego zapoznania się z tą mangą ;).

   48-letni Nakahara Hiroshi w drodze do domu wsiada do niewłaściwego pociągu, który zamiast zawieść go z powrotem do Tokio, jedzie do jego rodzinnego miasta - Kurayoshi. Ta niezamierzona pomyłka daje okazje bohaterowi, aby zobaczyć jak zmieniło się miasteczko, w którym się wychował, jak i powspominać stare czasy. W końcu nie było go tam już od wielu wielu lat. Krotki melancholijny spacer po Kurayoshi zaprowadza bohatera na cmentarz. W trakcie modlitwy nad grobem swojej matki, protagonista nagle przenosi się w czasie. Dostaje szansę, by kolejny raz przeżyć swoje nastoletnie życie, posiadając wspomnienia i doświadczenie dorosłego mężczyzny. Otóż to prawda, iż Hiroshi stał się znowu młodym i pełnym wigoru chłopakiem, niemniej w środku pozostał pełnoletnim sobą, który ma już swoją własną rodzinę. Hiroshi przenosi się w lata 60, kiedy miał 14 lat. Jest to dość specjalny okres w jego życiu, gdyż właśnie wtedy jego ojciec nagle zniknął, pozostawiając żonę, starą teściową i dwójkę dzieci samych. To wydarzenie było tak niespodziewane, że odcisnęło głębokie piętno na całej rodzinie. Sam Hiroshi po tylu latach od tego wydarzenia nie rozumie postępku ojca, nie rozumie powodów, które pchnęły jego tatę do opuszczenia szczęśliwej rodziny. Wraz z podrożą w czasie pojawia się znowu w głównym bohaterze uczucie goryczy, rozczarowania i zagubienia. Niemniej pojawia się też światełko nadziei: czy wiedząc co się wydarzy, będzie w stanie zapobiec zniknięciu ojca?

   Odległa dzielnica jest stosunkowo krotką mangą. Niemniej jest równocześnie na tyle długa, aby poruszyć w odpowiedni i wyrównany sposób takie tematy jak: akceptacja przeszłości, relacje rodzinne, znaczenie altruizmu i jego kontrastu egoizmu. Taniguchi daje jasno do zrozumienia, że aby stworzyć prawdziwą rodzinę nie wystarczy być altruistą i ignorować własne potrzeby. Dodatkowo w bardzo wiarygodny sposób tworzy wielki i często nieznany labirynt ludzkich uczuć. W tym krótkim seinenie jest miejsce na rozbudowane i wciągające perypetie rodzinne. Bardzo ważnym czynnikiem jest główny bohater. Pomimo swojego wieku nie jest on pasywny i na końcu swojej malej podróży się zmienia. Nie w sposób przesadzony a zrozumiały. Nie duży, gigantyczny a mały i wiarygodny. Jednym z ważniejszych atrybutów mangi jest narracja bohatera. Dzieli z nami swoje myśli, obawy czy niepewności. Dzięki temu tytuł jest taki melancholijny, sentymentalny i skłaniający do refleksji. Momentami emocje bohaterów wręcz się wylewają na czytelnika. Zawsze jednak w wyważony  sposób. Relacje ojciec-syn również są tutaj ważne. Wątek ojca, który nagle opuścił swoja rodzinę wzbudza zainteresowanie. Jakie miał ku temu powody? Czy są one typowe, trywialne, niepoważne i egoistyczne? Co nim prowadziło? Dlaczego zdecydował się zrobić taką bolesną rzecz swoim najbliższym? W końcu wszystko wydawało się być w porządku.

   Wątek podroży w czasie był wielokrotnie używany w mangach\anime czy w książkach\filmach, jednakże spod reki Tanuguchi'ego ten motyw zyskuje nowe, niezwykle melancholijne znaczenie. Nawet jeśli ta rola jest po prostu furtką na prowadzenie dalszej fabuły i sposób w jaki miało miejsce to wydarzenie nie jest istotny. Otóż czytelnik nie ma się przejmować jak to możliwe, że bohater przeniósł się w czasie. Hiroshi dostał wyjątkową i nadzwyczajną okazje, aby powrócić do swoich "łatwych", "niewinnych" i "beztroskich" dni. W końcu tak często mimowolnie idealizuje się nasze dziecięce wspomnienia. Autor od czasu do czasu równocześnie prowadzi wątki w przeszłości jak i w teraźniejszości z rodziną dorosłego Hiroshiego. Te analogie pozwalają nam zobaczyć dwa różne, a w tym samym czasie posiadające podobne cechy modele rodzin.

   Styl Taniguchi'ego jest prosty, dopracowany i dojrzały. Widać, ze jest to manga spokojna i gatunkowo seinen. Tła są proste, ale równocześnie dokladne. Postacie są proporcjonalne i inne miedzy sobą. Nie musimy się bać, ze ich pomylimy. Dobrze zostały narysowane również emocje, czyli ekspresja bohaterów. Bardzo wiarygodnie została przedstawiona powojenna Japonia. Zarówno pod względem graficznym, jak i kulturalnym. Znajdziemy tutaj nie tylko zachowania czy poglądy typowe na ten okres czasu, ale tez ciekawostki jak wyglądało życie zwyczajnych Japończyków latach 60.

   Za wydanie Odległej dzielnicy, jak i niektórych innych prac autora odpowiada wydawnictwo Hanami. Publikacja jest duza, bo jest to wersja omnibus, czyli dwa tomy w jednym. W rezultacie mamy ok 400 stron lektury. Tomik jest duży ale dobrze się trzyma. Wymiary to 150 x 210 mm, czyli typowe do jakich zdążyło nas przyzwyczaić wydawnictwo. Nie ma obwoluty. Papier użyty jest kredowy i nie ma przecieków tuszu. Wydawnictwo oferuje nam dodatkowo kolorową stronę. Onomatopeje zostały przetłumaczone. Jak już mowa o tłumaczeniu, to nie mam niczego do zarzucenia. Obawiałam się, ze mogłoby być momentami sztywne, ale niczego takiego nie odczulam. 

   Autor uświadamia nam, ze nie można zmienić przeszłości z wszystkimi wydarzeniami, które sprawiły, ze  jesteśmy kim jesteśmy. Jednakże można uzyskać z przeszłości znaczenia i wartości, które pozwalają nam przezwyciężyć jakiś problem teraźniejszości, który często ma swoje korzenie w naszej adolescencji. Ten sam autor podkreśla, ze trzeba być panem własnego życia i być sobie wiernym, inaczej stworzą się sytuacje i relacje, które czas zniszczy.


Przykładowe strony wydawnictwa : KLIK

 



środa, 25 lutego 2015

Co na półeczce - Spice and Wolf

   W tym miesiącu z cyklu " Co na półeczce" proponuję Wam, Drodzy Czytelnicy, mangę Spice and Wolf, znaną również jako Ookami to Koushinryou. Nawet jeśli uniwersum tego tytułu jest dość duże i rozwlekle, to moja wiedza na jego temat była znikoma.
Wszystko zaczęło się w 2006r wraz z Light Novelka autorstwa Isuny Hasekury (fabula) i  Jū Ayakura (ilustracje). Nietypowa historia fantasy szybko zyskała popularność i doczekała się własnej adaptacji zarówno mangowej (2007r - ciągle wychodzi), jak i w postaci anime ( 2008r). O ile Light Novel została zakończona w 2011r  ilością 17 tomów, to manga ciągle powolutku jest kontynuowana i nie nadgoniła jeszcze całego materiału oryginału. Tytuł ten zawitał na Polski rynek dzięki wydawnictwu Studio JG w 2013r i do tej pory zostały wydane pierwsze 9 z 11 tomów.  Warto wspomnieć, że za scenariusz mangi jest odpowiedzialny autor powieści, czyli Isuna Hasekura, za projekt postaci odpowiada Jū Ayakura a ilustracje są tworzone przez Keito Koume, osobę nie związaną wcześniej z oryginałem.
Pomyśleć, że gdyby nie nagły impuls, nigdy nie poznałabym tej ciekawej i nietypowej historii.

   Fabuła dzieje się w czasach bardzo przybliżonych do średniowiecznej Europy. W tym okresie w zaskakującym tempie rosną wpływy kościoła i ludzie muszą porzucić zaprzeszłe "pogańskie" wierzenia, które żyły z mieszkańcami od pokoleń.
Głównym bohaterem mangi jest mody wędrowny kupiec - Lawrence Craft. Jeździ on już od kilku lat po kraju ucząc się i zarazem dobijając mniej lub bardziej korzystne targi. Jego życie zmienia się, kiedy wyjeżdżając z pewnej wioski odkrywa na swoim powozie pasażera na gapę. Jest nim ładna i urocza młoda dziewczyna. Wszystko byłoby jak najbardziej w porządku, gdyby nie mały szczegół, otóż okazuje się, że dziewczyna ma parę szpiczastych uszu i błyszczący pięknie zadbany ogon! Horo, bo tak się przedstawia nieznajoma, oświadcza, iż jest pradawną boginią plonów, w którą przestano wierzyć. W związku z tym uznała to za dobrą okazję, by powrócić do swojej dawno zapomnianej ojczyzny, którą opuściła dawno dawno temu. Prosi o przysługę nikogo innego jak Lawrenca, w zamian za pomoc w powrocie do domu ona sprawi, iż ten wyjazd stanie się niezwykle korzystny dla kupca. Otóż spryt i inteligencja Horo mogą okazać się bardzo przydatne przy różnych umowach bądź wymianach między handlarzami. Prostolinijny i dobry przedsiębiorca akceptuje propozycje. W ten o to sposób wyruszają razem w daleka i interesującą podróż.

   Nawet jeśli początkowa historia wydaje się nad wyraz prosta i banalna, sposób w jaki zostaje ona przedstawiona jest nadzwyczaj interesujący i oferuje czytelnikowi pewien powiew świeżości. Otóż Spice and Wolf posiada subtelny wątek fantasy, niespotykany dotychczas wśród gatunku. Nie ma tutaj magicznej walki pomiędzy starożytnymi duchami a czarodziejami. Nie ma tu bynajmniej zaciekłej walki na miecze. Głównym celem mangi jest według mnie, opowiedzenie w ciekawy sposób życia w średniowieczu z punktu widzenia handlarzy. Horo, która tworzy tutaj wątek fantastyczny jest pod tym względem miłym dodatkiem, urozmaiceniem. Miło jest, iż autor zdecydował się nie rozwiązywać problemów w  sposób nadprzyrodzony, czyli dzięki Horo, a za pomocą własnego jak i bohaterów - intelektu i sprytu. Kupcy oczywiście jak kupcy są chytrzy i podstępni - o ile zwęszą gdzieś możliwość dużego zysku są gotowi zrobić wszystko. Z tego powodu zdrady i intrygi są tutaj powszechne. A wszystko to jest spowodowane handlem. Jest to atrybut, który niezaprzeczalnie wyróżnia mangę i sprawia ją wręcz unikatową. Jest on  równocześnie jednym z głównych wątków, we wszystkich swoich wymiarach czy złożoności. Manga nie jest jednak nudnym i trudnym do zrozumienia podręcznikiem od ekonomii. We wszystkich trudnościach czy przeszkodach na jakie natrafią bohaterzy handel odgrywa ważną role. Niemniej zawsze ten watek jest dokładnie, prosto i ciekawie przedstawiony. Powiem nawet, że sympatycznie!

   Uważam Spice and Wolf za tytuł lekki i bardzo sympatyczny, lecz nie nużący. Dużą rolę odgrywają tutaj również prości i przyjaźni bohaterowie. Lawrence jest poczciwym człowiekiem. Nigdy nie odmówi komuś pomocy jak i nie spróbuje wzbogacić się cudzym kosztem. Równocześnie ma chłopak głowę na karku i nie daje się manipulować. Widać, że ma umysł lotny i nie wstydzi się go używać. Z kolei Horo uważam za postać troszkę mniej spokojna od Lawrenca. Jest bez wątpienia zmyślna wilczyca, która wiele lat spędziła w samotności i dopiero dzięki kupcowi jest w stanie poznać nowy świat, który powstał, kiedy ona była w miasteczku. Jest sprytna i jej nadzwyczajne zdolności jak bardziej rozwinięte zmysły węchu czy słuchu są bardzo pomocne. Momentami nie zawaha się być złośliwa. Nie małą również radości sprawia jej droczenie się z Lawrencem. Właśnie między tymi dwojga został wpleciony satysfakcjonujący wątek romantyczny. Nie zasłania on głównych wydarzeń a jest miłym dodatkiem, dzięki któremu tytuł zyskuje jeszcze więcej. Aczkolwiek Horo jest również powodem istniejącego w mandze fanserwisu. Niemniej jest on tak niewymuszony i ładnie wtonowany, że nie ma o co się przyczepić.



   Manga od strony graficznej prezentuje się równie zachęcająco, co od fabularnej. Rysunki są dopracowane i dobrze spełniają swoją rolę. Tła są w większości wypadków, jak nie zawsze, dopracowane i wiarygodnie oddają okres w którym toczy się historia. Rysownik nie próbuje "omijać" różnych budynków ze Średniowiecza. Wręcz przeciwnie rysuje je w bardzo realistyczny sposób. Co ciekawe, rzadko jest używana czerń jako sama w sobie. Mamy za to różne odcienie szarości. Projekt postaci dobrze odwzorowuje charakter czy usposobienie danego bohatera. Horo ma być na przykład atrakcyjną młodą dziewczyną, którą ma się przypodobać zwłaszcza płci brzydszej. To samo tyczy się innych epizodycznych bohaterek. Nie jest to jednak szczegół, który zmienia moje personalne odczucia na temat mangi. Kolejny plusik jaki wędruje w stronę mangi to atmosfery, które budują się za sprawy profesjonalnej gry świateł. Widać, że autor wie jak to się robi.

   Za polskie wydanie jest odpowiedzialne wydawnictwo Studio JG, które oferuje swoje typowe wydanie. Co za tym idzie tomiki mają obwolutę, które wyśmienicie przylegają do okładki i format B6. Od czasu do czasu wydawca dopieszcza nas kolorowymi stronami. Papier użyty jest bialutki jak i tusz znakomity. Tomy zostały bardzo mocno sklejone i nie ma co się bać o trwałość wydania. W środku znajdują się marginesy wewnętrzne, dzięki którym nie trzeba wyginać komiksu. Niestety w przypadku pięknych ilustracji dwustronnych czasami mała elastyczność książeczki je "ścina". Ciągle pamiętam jak w jednym z ostatnich tomów biedna głowa pewnego księdza została pozbawiona drugiej polówki. Przyznaję, że wygląda to zabawne x). Z kolei do oryginalnych onomatopei są przypisane polskie odpowiedniki. Nie jest to jednak manga shounen gdzie onomatopeje mają o wiele większą rolę, więc brak ich wyczyszczenia nie uznaję za tak bardzo istotny. Tłumaczenie jest wyśmienite. Bardzo fajnie, że wypowiedzi są stylizowane i zależą od bohatera. Np. chłopi mówią o wiele prościej i potocznie. Także zagadnienia ekonomiczne zostały przetłumaczone w rzetelny sposób. Cieszę się również, że tłumaczce udało się oddać nastrój dialogów. Które zdecydowanie są warte przeczytania i właśnie one sprawiają, iż fabuła jest ciekawa i nie nużąca.  Muszę napomknąć, że oczarowało mnie polskie logo mangi. Jest subtelne jak i zarazem interesujące. Oddaje nawet miłość głównej bohaterki do jabłek  :). Dla porównania o to logo włoskie i anglojęzyczne : KLIK i KLIK

   Na zakończenie mogę jedynie podsumować, że lekka i sympatyczna historia o zmyślnej wilczycy Horo i kupcu Lawrencu jest godna polecenia. Ma wszystkie charakterystyki, aby spodobać się różnej publiczności. Nawet jeśli jest to seinen zaadresowany zarówno do pań jak i panów. Dialogi postaci niezaprzeczalnie górują tutaj nad innymi szczegółami, które również nie dają o sobie zapomnieć (ciekawe wątki, dopracowane ilustracje). Tytuł wciąga od samego początku i ani razu nie zwalnia tempa. Jest również wyśmienitym powiewem świeżości na tle typowych historii. 

Przykładowe strony : KLIK




sobota, 6 grudnia 2014

Co na półeczce - Dynia z majonezem

   Polski rynek mangowy, w porównaniu z bliskimi sąsiadami, dopiero się rozkręca. Powoli, ale coraz pewniej, kładzie swoje stopy na różnych gatunkach, a co za tym idzie -tytułach. Ilość wydawanych tomików z miesiąca na miesiąc wzrasta coraz bardziej. Niemniej zawsze znajdzie się deficyt jakiegoś gatunku. Nie tylko w Polsce, ale we wszystkich rynkach i to nie tylko tych mangowych. We Włoszech jest np. deficyt mang yaoi (nasz kraj niedługo ich przegoni jeśli chodzi o ilość wydanych tytułów), josei czy niedobór yuri. Jednym niedocenionym i mało rozwiniętym gatunkiem w naszym kraju jest z kolei josei. Tytułów jest mało, to fakt, ale jakościowo są z najwyższej półki. Za przykład może służyć krótka i niepozorna Dynia z majonezem.

   Manga w oryginale nosi tytuł Kabocha to mayonnaise i została napisana przez Nananan Kirike w 1998r. W Polsce została wydana w 2008r dzięki wydawnictwu Hanami. Jest to jednotomowe, proste i krótkie okruchy życia w gatunku josei, niemniej niebanalne.

   Miho jest przeciętną, dorosłą kobietą, która od półtorej roku mieszka ze swoim chłopakiem - Seiem. Ich codzienna rutyna krąży wokół wspólnych posiłków i krótkich rozmów. To co ich łączy to nie żadne namiętne uczucie, a właśnie wspólna codzienność pełna monotonii. Trzymają się razem, jak twierdzi nawet główna bohaterka, tylko z przyzwyczajenia. Tak jak wszyscy młodzi ludzie maja typowy problem - brak pieniądzy.  Sprawa jest na tyle poważna, że Miho decyduje się rozpocząć drugą pracę w sekrecie. Pracę w nocnym klubie. Miejsce które zmusza ją do różnych wyrzeczeń,  także tych moralnych. Ona jedyna utrzymuje mieszkanie, bo Sei jest bezrobotny, z wyboru. On jest "wartościowym muzykiem" i czeka, aż świat otworzy się na jego sztukę. Nie przeszkadza mu obecna sytuacja i żyje lekkim życiem, w którym jedyne zmartwienia są jego własnymi. Z jednej strony trudno go obwiniać, bo Miho tworzy w domu fałszywą otoczkę, że wszystko jest w porządku. Jest altruistka, która postawiła sobie za punkt honoru, szczęście chłopaka. Chce, żeby w spokoju mógł tworzyć swoją muzykę. Może się wydawać, że osobą zależną w tym związku jest Sei. Nic bardziej mylnego. Miho z powodu swojej niskiej samooceny jest pasywna i zrobi wszystko, żeby tylko nie powiedzieć chłopakowi, aby znalazł prace. Ona potrzebuje mieć chłopaka.

   Manga opisuje ten okres życia bohaterki, kiedy była ona jeszcze niezdecydowana w wielu sprawach, podejmowała wiele decyzji pochopnie i nie była w nich stała. Z jednej strony nie była pewna swoich uczuć do Seia, z drugiej robiła jednak dla niego wszystko, nawet przeciw sobie. W tym samym czasie, nasza bohaterka spotyka swoją poprzednią miłość, Hagio- do którego, jak sądzi, ciągle żywi  silne uczucia. Bardzo możliwe, że z powodu swojego wahania, Miho postanowiła rozpocząć romans ze swoim byłym partnerem - typowym kobieciarzem, który już dawno zapomniał co to przyzwoitość. Hagio nie kryguje się przechwalaniem o swoim dziewczynach. Nie wspominając, że jasno i wyraźnie mówi bohaterce, iż nie będzie jej wierny i, że jest dla niego tylko zabawką. To jednak nie przeszkadza Miho. Przynajmniej na początku...



   Szafa graficzna tytułu nie należy do moich ulubionych. Jest minimalistyczna i bardzo oszczędna w różne detale. Na stronach przeważa biel, która co jakiś czas mocno kontrastuje się z czernią. Tego drugiego koloru jest zdecydowany deficyt. Tak samo jak tła, a także bohaterowie nie zachwycają oryginalnością. Są bardzo prości, choć zaskakują swojemu bardzo ludzkiemu wyglądowi. Problem leży jednak w tym, że mało różnią się między sobą. Zwłaszcza dwoje głównych bohaterów. Dobrze, że się nigdy nie spotkali, bo inaczej czytelnik nie wiedziałby jak ich rozpoznać.

   Wydanie Hanami jest tak jak zwykle porządne. Tomik ma wymiary 150 x 210 mm, nie ma obwoluty i okładka jest miękka. Papier użyty - kredowy - tak jak w Osiedlu Promienistym , jest wystarczająco gruby i nie prześwituje. Również druk jest wyśmienity. Nie ma ani pikseli ani szarości, która powinna być czarna. Numeracja jest obecna na każdej stronie. Dzięki szerokim marginesom wewnętrznym nie trzeba bardzo wyginać tomiku.

   Manga zaczyna się i pod pewnym względem kończy bez żadnych fajerwerków. Ale czy okruchy życia potrzebują tego "czegoś" co z przytupem zniszczy ich pookładaną codzienność? Czy to nie spokoju, nostalgii i mniej lub bardziej przerysowanej rzeczywistości oczekujemy od tego gatunku? To co oferuje nam ta krótka manga, to realizm. Zachowanie bohaterki jest do bólu realistyczne. Niemniej bardzo denerwujące, z powodu bardzo słabego i pasywnego charakteru kobiety. Momentami zaczęłam wątpić czy Miho ma jakiśkolwiek szacunek do samej siebie.

   Manga jest prosta i uboga w różne schematy, z tego powodu jest nietypowa i zaskakująco podobna do prawdziwej, często banalnej rzeczywistości. Tu pojawia się jednak pytanie: czy chcemy kupować mangę, która mówi o tym co my sami doskonale wiemy? Czy chcemy poznać historię, którą znamy z życia mniej lub bardziej dokładnie? Przypominam, że tom kosztuje 28zl i jest to dość duży wydatek jak na mangę. A może właśnie w tym jest jej urok, gdyż wiele czytelniczek może odnaleźć siebie w Miho, czyli jednak wszystko jest ok z nami?

   Historia pomimo mało znośnej, dla mnie, bohaterki nie opowiada tak naprawdę o niej. A o docenianiu małych rzeczy, jak na przykład jedzenie wspólnych posiłków. Autorka skupiła się na przedstawieniu jak miłość między dwojga bohaterów powoli dojrzewa. Dodatkowo moja ocena względem Miho może być zbyt krytyczna i sugestywna, ale jest to spowodowane  tym, że nie chce stać się taką dorosłą jaką jest ona. Ponadto manga wyraźnie pokazuje, że człowieka nie zmienisz tak łatwo. A zwłaszcza jeśli on tego nie chce.

   W końcowym rezultacie jestem niezdecydowana czy polecić te mangę czy nie. Decyzję pozostawiam Tobie Drogi Czytelniku :)




poniedziałek, 29 września 2014

Co na półeczce - Savage Garden


   W tym miesiącu przybliżę Wam bardzo intrygującą i ciekawą manhwę, która niestety ma pecha, jeśli chodzi o tryb wydawania poza Koreą. Mowa tu oczywiście o Savage Garden.

   Autorką tej 7 tomowej, zakończonej manhwy jest Lee Hyeon-sook. Koreanka jest jedną z najbardziej cieszących się sławą i najbardziej rozpoznawalną twórczynią manhw w Europie. Do najpopularniejszych pozycji jej autorstwa należą Seduction More Beautiful Than Love i Flowers of Evil, które pomimo swojej kontrowersyjności dla europejskiego czytelnika, zostały wydane we Francji, we Włoszech, w Niemczech i u nas, w Polsce ta ostatnia. Tytułowy Savage Garden także został wydany w Polsce.
Co ciekawe, Savage Garden ma fabułę o wiele bardziej uniwersalną i może trafić do o wiele liczniejszego grona czytelników niż dwie popularniejsze i starsze manhwy. Jest to spowodowane tym, że fabuła tego komiksu nie dotyka żadnych fundamentalnych zasad kulturowych starego kontynentu, Europy, jakim są najróżniejsze tabu, w porównaniu z wyżej wspomnianymi tytułami. Otóż w Seduction More Beautiful Than Love autorka przedstawia relację między nauczycielką a swoim uczniem. Z kolei w Flowers of Evil  mowa jest o toksycznej miłości między rodzeństwem. 

   Powrócimy jednak do Savage Garden, do XVIII-wiecznej Anglii, do arystokratycznej szkoły, pełnej zdemoralizowanych i zepsutych dżentelmenów i do nieświadomej sieroty, która zostaje wciągnięta w cały wir wewnętrznych intryg... 

Polska okładka
   Gabriela, bo tak nazywa się główna bohaterka tej historii, dorasta w sierocińcu. Nie ma co liczyć, aby jej ambitne plany mogły się udać. Jej przyszłość jest już z góry przesądzona i na najlepszą pracę jaką może liczyć to praca pokojówki w jakimś domostwie. Jednak nagle z powodu nieszczęśliwego wypadku, jej życie zmienia się diametralnie. Zmanipulowana poprzez nieznaną wysoko postawioną damę, jest zmuszona wkroczyć do wysoko prestiżowej szkoły dla synów szlachciców, sama podając się za jednego i udając przy tym mężczyznę. Pomyśleć by można, że gdyby nie sposób w jaki dziewczyna się tam znalazła i gdyby nie towarzyszący wszędzie strach, aby jej tajemnica nie została odkryta, byłaby to dla Gabrieli niezwykła i niepowtarzalna okazja, żeby zdobyć unikatową wiedzę, niedostępną dla ludzi jej statusu.  Rzeczywistość jednak bardzo drastycznie różni się od domniemanego raju. Gabriela wkracza bowiem w sam środek miejsca pełnego obłudy, niesprawiedliwości, dwulicowości i nepotyzmu. Najróżniejsze intrygi czy również kopanie dołka pod drugą osobą, są tu na porządku dziennym. Cała sytuacja, w której znalazła się dobra, inteligenta, prosta i pełna cnót dziewczyna przypomina, wpychanie patyka w ul pełen rozwścieczonych pszczół. Gabriela jednocześnie stara się nie rzucać w oczy i nikomu się nie narażać, jednak jej empatyczny charakter bardzo różni się od egocentrycznych, bezdusznych i bezwzględnych szlachciców, którzy wszystko i wszystkich traktują jak zabawki, które szybko tracą jakakolwiek wartość. Nie zwracają uwagi na uczucia innych czy też po prostu na wartość życia. Ich codzienność to zabawa i wszystkie możliwe konsekwencje mogą zostać łatwo zamiecione pod dywan przez wpływowych rodziców.

   Autorka nie stara się upiększyć tej grupy społecznej, ale też nie popada w skrajności w przedstawianiu ich charakteru w negatywnych barwach. Wszystko wydaje się być naprawdę naturalne. Szlachcice zachowują się tak jak się zachowują, ale również oni się zakochują, odczuwają zazdrość, pożądanie czy też troskę o bliską osobę (jak na przykład troska o brata).  Niemniej jednak z tego powodu, ze żyją w bezgranicznym i wielkim luksusie wszystkie te emocje czy też traumy są o wiele bardziej spotęgowane i konsekwencje są poważniejsze. Człowiek który ma bardzo dużą władzę i środki jest o wiele bardziej niebezpieczny niż ten co tego wszystkiego nie ma.

   Fabuła jest prowadzona z rozmysłem i strona po stronie coraz bardziej wciąga czytelnika. Intrygi, psychologiczne zagrywki czy też niespodziewane zwroty akcji nie pozwalają czytelnikowi odetchnąć. Savage Garden jest miejscem niebezpośredniej walki między przeciwieństwami ideologicznymi i skrajnościami zachowań, których celem jest zachowanie w sekrecie różnych tajemnic. Oprócz naprawdę intrygującej fabuły, która wywiera mocne emocje również na samym czytelniku, mamy także bohaterów. To właśnie ich emocje, ich wybory a przy tym konsekwencje sprawiają, że wszystko dzieje się tak a nie inaczej. Lee Hyeon-sook zadbała również o odpowiedni wątek miłosny, który bardzo dobrze wplata się w rozwiązłą fabułę.

   Rysunki Lee Hyeon-sook są eleganckie, lekkie i subtelne. Idealnie pasują do epoki w której dzieje się historia. Za pomocą czerni, bieli czy szarości autorka podnosi jeszcze bardziej napięcie i podkreśla bezwzględność bohaterów. Taki sam kontrast widzimy w rysowaniu tła. Z jednej strony są dokładne, z drugiej wcale ich nie ma. Minusem są zdecydowanie mało rozpoznawalni bohaterowie. Wszyscy są rysowani z takimi samymi rysami twarzy i z tego powodu łatwo jest się pomylić. Zwłaszcza kiedy mówi się o braciach Kensington.

   Licencje na druk Savage Garden zdobyło wydawnictwo Yumegari. Przyzwoita jakość wydania (matowa obwoluta, kolorowe strony, czy też powiększony format 13,8 x 19,7 cm.) i tylko 2 wydane tomy (sic!), w tym pierwszy tomik miał premierę we wrześniu zeszłego roku. Wydawnictwo ma ostatnio naprawdę poważne problemy, jeśli chodzi o dotrzymywanie terminów. Ba! Zamiast dokończyć to, co jest już wydawane, to Yumegari licencjonuje coraz to więcej nowych tytułów, które również najpewniej, niestety pozostaną niedokończone (odpukać).  Ja sama podchodzę z dość dużym dystansem do kupna jakiegokolwiek od nich komiksu. W końcu nikt nie chce mieć niedokończonej historii na półce. Czytelnicy nie chcą kupować z tych samych powodów co ja, wydawnictwo nie ma pieniędzy na opłacenie innych tytułów i sytuacja jest, jaka jest. To niekończące się koło jest winą Yumegari i szkoda po prostu, że wiele ciekawych tytułów na tym traci. 

   Wspomniałam na samym początku, że Savage Garden ma pecha, jeśli chodzi o tryb wydawniczy za granica. Otóż nie tylko nasze polskie wydawnictwo ma problemy z systematycznością. Również we Włoszech manhwa jest drukowana w trybie nieregularnym. Na początku roku była dość duża przerwa, ale teraz chyba już wszystko ruszyło do przodu i ma wyjść 5 tom. Kiedy? nikt nie wie... Ale na pewno powinien kiedyś ;). Wydawca już wiele razy zapewniał o tym, że seria zostanie zakończona. Miejmy nadzieje, że nie skończy się jednak jak z Supplement, trzeci tom został opublikowany 27 lipca 2012r...

   Bardzo szkoda, że z powodu braku regularności w wydawaniu, Savage Garden popada tak, jakby w zapomnienie i zanika gdzieś  na tle innych nowości, które są drukowane według terminów. Gdyż manhwa ta jest na pewno niebanalną i nieoszlifowaną perełką z którą naprawdę warto się zapoznać, bo według mnie, jest to jeden z najlepszych komiksów orientalnych na naszym rynku.


wtorek, 19 sierpnia 2014

Co na półeczce - Kwiat i Gwiazda

   Witajcie po dłuższej przerwie! :)

   Mam nadzieję, że miło spędzacie czas na wakacjach i pogoda nie popsuła Wam żadnych planów. Nawet, jeśli ja mam jeszcze ok. miesiąca wakacji, uważam, że aktywną ich część mam już poza sobą i z nową energią wracam do prowadzenia bloga ;)

   Polski rynek mangowy, przez dłuższy czas, cierpiał na brak jakichkolwiek tytułów sportowych czy shoujo-ai (yuri). Nie jest przesadą stwierdzić, że pod tym względem rok 2014 okazał się być przebojowy. W końcu zostały zapowiedziane aż 3 mangi o tematyce miłości lesbijskiej : Kwiat i Gwiazda, Mój Drogi Bracie... i Girlfriends. W tym dwa pierwsze zostały już wydane. Nie zapominajmy rownież o nowo zapowiedzianej mandze sportowej, ku radości większości, czyli o Kuroko's Basket, która będzie wychodzić latami. (nie wspominając o Berserku)

   Cofnijmy się jednak kilka miesięcy wstecz, kiedy na naszym rynku nie było tak kolorowo i Hana to Hoshi (Kwiat i Gwiazda) zapowiedziana przez wydawnictwo Waneko w serii jednotomówki, zrobiła dużego smaczka zarówno fanom shoujo-ai, jak i fanom mang sportowych. Tak, nowo zapowiedziany komiks miał być kompromisem dla obu stron. Przynajmniej wiele osób tak sądziło, bo gatunkowo manga nie jest sportowa. Czy Kwiat i Gwiazda spełni oczekiwania? Zapraszam do bliższego zapoznania się z dzisiejszym postem :)


   Główna bohaterka, Hanai, właśnie rozpoczyna naukę w liceum. W podstawówce i w gimnazjum cały swój czas przeznaczała na grę w ping-ponga. Była niepokonana aż do momentu, kiedy przyszło jej  zmierzyć  się z inną zawodniczką, Hoshino, z którą nie dość, że przegrała, to jeszcze zaczęła przegrywać wszystkie swoje następne mecze. Zdołowana swoją złą passa i już całkowicie zniechęcona ping-pongiem postanawia w nowej szkole zerwać wszystkie więzy z tym sportem i stać się zwykłą licealistką. Pełna pozytywnej energii wybiera się do szkoły i już pierwszego dnia coś a dokładniej ktoś krzyżuje jej piękne plany. Otóż okazuje się, że również Hoshino, wielka rywalka naszej bohaterki, zapisała się do tego liceum i również skończyła ze sportem. Relacje bohaterek na samym początku nie należą do najlepszych. Hanai cały czas obwinia Hoshino za swoje porażki i jest przekonana, że druga dziewczyna zapisała się do tej samej szkoły, co ona po to tylko, aby zrobić jej na złość. Z kolei długowłosa Hoshino nie naprawia całej sytuacji swoim zachowaniem. Będąc dziewczyną dość chłodną i zamkniętą sprawia, że protagonistka uważa, iż jest traktowana z góry i uprzedza się jeszcze bardziej. Jednakże dzięki rożnym przypadkowym wydarzeniom dziewczyny nastawiają się do siebie przychylniej, choć ciągle kłóciły się cały czas.

   Oprócz pary głównych bohaterek, które same nie wyróżniają się jakoś specjalnie ciekawym charakterem, nie uświadczymy w mandze wielu innych postaci. Zachowanie Hoshino i Hanai, które przecież odwzorowuje ich charakter, jest często po prostu bezsensowne i niezrozumiałe. Przez większą część mangi, bohaterki kłócą się albo o nic, albo same nie wiedzą o co. Niemniej jednak trzeba wspomnieć o koleżance z dzieciństwa Hoshino, czyli o Funami. Dziewczyna jest najciekawszą postacią w całej mandze. Ba! Jest jedyna bohaterką, która wzbudziła u mnie jakiekolwiek uczucia.

   Manga dosyć, że cała jest bardzo schematyczna od bohaterów na fabule kończąc, to nie jest dobrze poprowadzona. Nie mam nic przeciwko mało oryginalnym i "lekkim" mangą, bo dopóty mangace uda się stworzyć płynny i ciepły klimat, który składa się również z relacji międzyludzkich, to jest jak najbardziej okej. W nowej mandze z Waneko nie uświadczymy tego. To co łączy bohaterki nie nazwałabym nawet przyjaźnią czy najzwyklejszą sympatią, a co dopiero głębszym uczuciem (a przecież jest to manga o miłości lesbijskiej). Nie ma rownież tak zwanej "chemii" między dziewczynami. Sam wątek shoujo-ai jest według mnie dość słabo zrobiony i odnosi się wrażenie jakby zamiast niego, główne skrzypce grały tutaj kłótnie bohaterek. Mangaka, żeby zbliżyć dziewczyny używała już dawno "sprawdzonych" trików, które podane w dobry sposób mogą ciągle cieszyć czytelnika pomimo swojej monotematyczności. Tutaj niestety tak nie było, a i wszystkie wydarzenia wydawały się być na siłę. Jeśli zatem wątek miłości lesbijskiej został zniesiony na drugi plan, to co zatem z ping-pongiem, czyli motywem sportowym? Otóż również ten 'biedak' został okrojony na wszystkie możliwe sposoby. Chcę jasno zaznaczyć, że nigdy nie uważałam, iż wydarzenia w mandze będą się kręcić cały czas wokół ping-ponga, w końcu to nie ten gatunek. (Jeśli ktoś chce przeczytać mangę o ping-pongu to radzę zapoznać się z komiksem Taiyou Matsumoto, KLIK) Niemniej jednak liczyłam chociaż na jakieś nawiązanie lub stworzenie więzi pomiędzy grą a relacjami między bohaterkami. Ta możliwość również nie została w pełni wykorzystana przez autorkę. Przynajmniej w moim odczuciu.

   Kwiat i Gwiazda prezentuje się za to o wiele lepiej pod względem graficznym. Rysunki są proste i zarazem takie "rozświetlone". Postacie są proporcjonalne i rozpoznawalne. Co ciekawe, pomimo tego, że cała szafa graficzna komiksu przypomina tą z shoujo, to kadry nie są przepchane gwiazdeczkami, serduszkami czy kwiateczkami. Tła są mało zagospodarowane, ale ta oszczędność stylu Kalio Suzukin nie rzuca się bardzo w oczy.


   Kwiat i Gwiazda została wydana przez wydawnictwo Waneko w serii jednotomówki. Inne mangi, które ukazały się, bądź dopiero się ukarzą spod tego szyldu to : Rock na Szóstkę (Mashikaku Rock, shoujo), Istota Zła (Akusaga, mieszanka shoujo i shounena) i Dzień Przed Ślubem ( Shiki no Zenjitsu, josei). Wszystkie tytuły będą miały powiększony format, tzn. taki sam jaki ma np. Silver Spoon. Dodatkowo w przypadku dzisiejszego recenzowanego tytułu, został on wydany, nie w dwóch tomach jak w Japonii, a tylko w jednym. Wiele razy wspominałam, że mangi Waneko są pewne jakościowo i naprawdę porządne. Tak i jest i w tym wypadku. Onomatopeje zostały całkowicie przetłumaczone. Zwroty bohaterów są dostosowane do ich wieku. Pomimo tego, że tusz jest bardzo czarny a i kartki są białe, nic nie prześwituje.  Dzięki idealnej długości marginesów wewnętrznych nie musimy ani wyginać tomiku, ani nadwyrężać wzroku. Wydawnictwo skusiło się również na kolorowe strony na początku każdego woluminu. Sama obwoluta jest niesamowicie biała. Co nadaje wszystkiemu aury "czystości". Przynajmniej w moim wypadku :P

   Na koniec, no cóż, chciałam przeczytać sympatyczną i lekką mangę shoujo-ai. Szkoda, ze nie dostałam chociaż tego. Nie liczyłam na głębokość wątków jak w Mój Drogi bracie, lub jak w Pietà. Nowy tytuł o miłości lesbijskiej z wydawnictwa Waneko jest średnią i bardzo schematyczną mangą, która zamiast cieszyć denerwuje.Nawet nie wiem komu polecić ten komiks, bo sama czytam tyle tytułów tego gatunku co kot napłakał i moje oczekiwania były bardzo niskie. A i tak się rozczarowałam.

A o to przykładowe strony mangi : Kwiat i Gwiazda


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Co na półeczce - Solanin

   Dzisiaj jest post z cyklu "Co na półeczce". Dla tych, co nie pamiętają, w tym cyklu recenzuję mangi, które każdy Polak może mieć u siebie, bo są wydawane u nas w kraju.

   Mowa tu będzie o dwutomowej pozycji pt:"Solanin" autorstwa Asano Inio, wydaną u nas przez wydawnictwo Hanami.

   Sam mangaka jest jednym z najlepiej i najciekawiej zapowiadających się teraźniejszych autorów. Jego prace często dotykają rożnych aspektów życia i niekoniecznie tych kolorowych. Postacie przez niego wykreowane są ludźmi znużonymi swoim szarym, monotonnym i niesatysfakcjonującym życiem. Niektórzy należą nawet do środowiska patologicznego albo nawet przestępczego (Nijigahara Holograph, Osiedle Promieniste). Asano ma na swoim koncie rożne mangi, od horrorów do okruchów życia. To co je łączy, to nacisk psychologiczny na rozwój i zachowanie bohatera.  Niektóre jego pozycje są wręcz kontrowersyjne i bulwersujące. Z tego powodu krąg osób, którym spodobały się wszystkie jego mangi jest dość mały. Innym wspólnym aspektem dzieł mangaki, są bohaterowie, którzy się zagubili.

   Solanin jest jedną z najbardziej popularnych mang Asano i jest jedną z lepszych, jak nie najlepszą. Sama pozycja jest o wiele bardziej uniwersalna i łatwiejsza w odbiorze niż inne. Bohaterami są tutaj zwykłymi młodymi ludźmi i nie ma tutaj wielu  wątków surrealistycznych. Stąd trafia do większej ilości odbiorców.

   Bohaterami wyżej wspomnianego Solanin'a jest para młodych ludzi: pracująca w zwykłym biurze Meiko Inoue i jej chłopak, rysujący ilustracje na zlecenie, Naruo Taneda. Nawet jeśli studia są już dwa lata za nimi, oni ciągle nie znaleźli swojego celu w życiu. Sama Meiko nie lubi, lub wręcz nienawidzi swojej pracy i jest sfrustrowana obecnym wyglądem jej życia. Przyjeżdżając do Tokio miała wrażenie, że nie ma rzeczy niemożliwych, ale z biegiem czasu, ubywało jej coraz więcej optymizmu. Z kolei jej chłopak jest jednym wielkim marzycielem i pod pewnym względem, również lekkoduchem.
W pewnym momencie, rozgoryczenie i zniechęcenie Meiko dochodzi do punktu kulminacyjnego i  rzuca prace. Namawia przy tym swojego chłopaka by on również wrócił do swoich zapomnianych marzeń i zaczął je spełniać. Tak oto widzimy, jak dwójka młodych ludzi pomimo strachu przed przyszłością, co będzie dalej i czy uda im się odnaleźć szczęście i spełnienie, robią krok naprzód w swoim życiu.
Z pomocą głównej bohaterki, Taneda wraz z dwójką swoich przyjaciół z uniwersytetu postanawia na serio zająć się muzyką, a nie jak wcześniej grać tylko sporadycznie. Nawet jeśli pojawia się tutaj motyw muzyki, w końcu bohaterowie tworzą zespół, ćwiczą, grają, starają się zaistnieć na wielkim rynku, według mnie jest on głównie symboliczny. Przedstawia on próbę bohaterów zrobienia czegoś innego i wyjścia spoza schematów społeczeństwa.

   Sama bohaterka jak i jej paczka przyjaciół może wydawać się nieodpowiedzialna i trochę infantylna. Ale fakt, że sama zdaje sobie z tego sprawę, robi tak, iż Meiko wreszcie staje się dorosłym, choć umyślnie nie chce dorosnąć. Wszyscy bohaterowie mangi będącymi ludźmi na skraju adolescencji i dorosłości, przypominają Piotrusia Pana. Powoli porzucają swoje marzenia i stają się zwykłymi jednostkami społeczeństwa, aby później znowu ruszyć z kopyta i oddać się swoim ideom, bez żadnego specjalnego powodu. Ten "skok", który sprawia, że chociaż na moment znowu stają się wolnymi nastolatkami bez zmartwień, pozwala im definitywnie dojrzeć.



   Mangaka w równy sposób przedstawia wszystkich członków paczki. Jesteśmy wstanie utożsamić się z ich uczuciami i przemyśleniami dzięki narracji autora. Asano często tworzy duże czarne kadry, które przedstawiają myśli bohaterów. Często w jednym dużym kadrze może być napisane tylko jedno słowo, które sprawia, że tylko bardziej zwracamy na nie uwagę i zastanawiamy się nad ukrytym znaczeniem, które ono posiada.

Bohaterowie serii, od lewej strony: Meiko, Kato, Yamada, Ai i Taneda


   Styl Asano jest na wysokim poziomie. Postacie są proporcjonalne, jednak twarze niektórych bohaterów są lekko rozlazłe i przypominają głowę żaby -_-'' Przepraszam za to ostatnie porównanie ale czytając mangę odniosłam właśnie takie wrażenie. Tła są pełne, ale nie tylko dzięki osobistemu talentowi do rysunku Asano, a dzięki umiejętności umieszczania w dyskretny i ładny sposób fotografii. Robi to w tak dobry sposób, że czytelnikowi nie rzucają się one w oczy.

   Wydanie Hanami, nawet jeśli nie posiada obwoluty to jest na dobrym poziomie. Format jest większy niż zazwyczaj (nie jeśli chodzi o to wydawnictwo, bo wszystkie jego mangi mają ten format), tzn. 15cm x 21 cm. Okładka jest miękka, ale się nie niszczy. Również papier jest gruby i śnieżno biały. Moje dwa egzemplarze czytałam już wiele razy a tomiki ciągle wyglądają jak świeżo wydrukowane. Onomatopeje zostały całkowicie przetłumaczone na język polski a i marginesy wewnętrzne są odpowiedniej wielkości i nie trzeba wyginać mangi, aby przeczytać dialogi. Jak już o dialogach mowa, to również w tym sektorze wydawnictwo Hanami stanęło na wysokości zadania. Tłumaczenie jest płynne i odpowiednie do charakterów postaci. Całą mangę czyta się płynnie zarówno dzięki mangace, który w dyskretny sposób wplata lekkie zabawne gagi, aby lektura nie stała się zbyt ciężka, jak i  dzięki tłumaczeniu.


   Solanin opowiada historie niczym z życia wziętą : ambicje, marzenia, rozczarowania... Twórca,  aby opowiedzieć swoja definicje szczęścia i spełnienia, przedstawia bohaterów w idealnym dla tego momencie życia. Właśnie teraz przeżywają swoje pierwsze większe rozczarowania i niepewność względem ich przyszłości. Manga opowiada o pustce, która towarzyszy postacią w momencie ukończenia procesu nauki. Niepewność powoduje pustkę, która przeraża i uniemożliwia jakąkolwiek możliwość pójścia dalej.

   Manga jest inna niż zwykłe pozycje istniejące na naszym rynku. Fakt, że kosztuje więcej niż przeciętna pozycja, ale według mnie naprawdę warto wydać trochę więcej.

A na koniec jeden cytat z pierwszego tomu, który zapadł mi w pamięć:
"Wolność, w której nie ma celu, jest niczym nuda."

Niżej przedstawiam link do przykładowych stron opublikowanych przez wydawnictwo:

piątek, 9 maja 2014

Co na półeczce - Pandora Hearts

   "Co na półeczce", to comiesięczny felieton, w którym będę recenzować jedną mangę wydawana w Polsce. Dlaczego tylko jedną? W internecie jest już pełno blogerów, którzy już to robią i to w bardzo dobry sposób. Moim celem, jest przedstawienie mang głownie nie wydanych jeszcze w naszym kraju.Wyjątkiem będzie właśnie ten jeden dzień w miesiącu. W końcu trzeba znać, co u nas dostępne :)

   Pierwsza manga recenzowana w tym felietonie to Pandora Hearts, autorstwa Jun Mochizuki. Mangaka tworzy swoje dzieło już od 2006 roku i lada moment, bo w następnym tomie, manga zostanie zakończona. W oryginale zostały wydane już 22 tomy, a w Polsce, dzięki wydawnictwie Waneko, niedługo wyjdzie 11 tomik ( premiera 30 Maja ). Manga posiada również 25 odcinkowe anime wyemitowane w 2009 plus 9 specialów. Sama nie widziałam adaptacji tego tytułu.

   Chciałabym również zaznaczyć, iż piszę recenzje na podstawie 18 tomów, wydanych we Włoszech (Pandora została zlicencjonowana tam wcześniej niż u nas, stąd zaczęłam zbierać tą mangę, jeszcze przed pojawieniem się jej w Polsce). Pomimo tego, recenzja nie będzie posiadać jakiśkolwiek informacji, które mogłyby zepsuć lekturę nawet tym, którzy są całkowicie 'zieloni' w temacie :)

Obwoluta 11 tomu udostępniona przez Waneko.
   Manga jest mieszanką wielu gatunków. Jun Mochizuki w umiejętny sposób umie przejść z komedii do dramatu, czy nawet tragedii. Świat wymyślony przez nią, jest miejscem nie tylko walk na bronie, ale również na umysły. Intrygi i tajemnice są tutaj na porządku dziennym. Mangaka nie jeden raz obróci całą fabułę do góry nogami, zachowując przy tym sens wydarzeń i spójność z pozostałymi informacjami.

   Pandora Hearts, tak samo jak Kuroshitsuji czy Karneval (oba tytuły również wydane przez Waneko) są tworzone na podstawie uniwersum "Przygody Alicji w krainie czarów".  Kolejny raz zadaję sobie pytanie, co takiego ma w sobie książką Lewisa Carroll'a, że Japończycy tak ją uwielbiają...

   Akcja mangi dzieje się w czasach wiktoriańskich, które nadają mandze idealny, mroczny klimat. W dniu swoich piętnastu urodzin, które oznaczają również osiągnięciem dojrzałości, życie  pogodnego Oz'a Vessalius'a zmienia się diametralnie. Chłopak jest dziedzicem jednego z najważniejszych rodów w państwie. Nic więc dziwnego, że na uroczystość przybyło bardzo dużo ważnych osobowości. A samo wydarzenie ma bardzo duże znaczenie. Aczkolwiek, przybycie zakapturzonych napastników, odpowiedzialnych za wpędzanie ludzi do Otchłani- najgorszego wiezienia, w innej przestrzeni, z którego nie ma możliwości ucieczki, psuje tradycyjną ceremonię urodzinową. Oz, zostaje wpędzony do tego wiezienia pod zarzutami, wręcz absurdalnymi. Jego "grzechem" jest sam fakt, że istnieje... W Otchłani, miejscu, które przypomina skupisko starych i zepsutych zabawek, Oz poznaje bardzo pewną siebie dziewczynę, Alice. Celem Alice jest odzyskanie, utraconych w nieznany sposób osobistych wspomnień, bez których czuje się pusta. Ta dwójka postanawia zjednoczyć siły, aby uwolnić się z wiezienia i dowiedzieć się prawdy- dla Oz'a jest to poznanie jego "grzechu", a dla Alice jej wspomnień.

   To co opisałam, jest tylko początkiem góry lodowej czegoś naprawdę wielkiego i skomplikowanego. Opis nie wydaje się jakoś nadzwyczajnie interesujący- nie, nie mówię tutaj o moich zdolnościach pisarskich ;) Sama przez pierwsze 2-3 tomy nie byłam wstanie pojąć tego "majstersztyku", nazywanego w ten sposób przez innych. Fabuła mnie nie wciągnęła a bohaterowie wydawali się schematyczni i płytcy. Jednak Jun Mochizuki jest mistrzynią w tworzeniu pozorów :) Cala fabuła kręci się wokół tragedii  sprzed stu lat , której konsekwencje, nasi bohaterowie muszą ciągle ponosić. Mangaka oferuje nam dużo rożnych bohaterów z oryginalnymi charakterami. Ich działania, decyzje są dobrze przemyślane i zależne od ich uosobienia. Ba! Bohaterowie zmieniają się pod ich wpływami! Każdy tutaj kopie dołki pod innymi, aby przetrwać. Nie ma złych czy dobrych, a tylko konsekwencje ich decyzji.

   Manga jest naprawdę smutna, nic dziwnego, że ma w gatunkach tragedie. Aczkolwiek, dzięki lżejszym i komediowym scenkom, Pandora Hearts nie jest za bardzo ciężką pozycją. Wszystko jest tutaj odpowiednio wyważone.

   W dużej mierze o ocenie mangi decydują obrazki. Jest wiele osób, które są gotowe kupić komiks tylko dla nich. Jak i również porzucić daną pozycje z powodu, "mało ładnej" oprawy graficznej. Będę szczera, rysunki w pierwszych tomach Pandory nie powalają na kolana. Przynajmniej mnie. Jednakże manga wychodzi od 2006 roku, przez te osiem lat styl Jun Mochizuki bardzo się poprawił. To co mi się podoba w mandze jest fakt, iż jesteśmy wstanie widzieć na własne oczy jak styl mangaki ewoluuje i staje się coraz bardziej perfekcyjny i płynny. Tak jak wspomniałam wcześniej, akcja w Pandorze dzieje się w wiktoriańskiej Europie, co za tym idzie, bohaterowie noszą ubrania odpowiednie do epoki. Sukienki bohaterek są naprawdę prześliczne :)


   Tak do porównania pierwszy tom Pandory i najnowszy. Na obu okładkach jest główny bohater, Oz.

  Niestety nie mogę opisać jakości wydania polskiego, gdyż takiego nie posiadam. Jednakże wydawnictwo Waneko wydaje zawsze mangi w naprawdę dobrej i pewnej jakości. Kiedyś natrafiłam na 8 tom mangi w Empiku i nie znalazłam żadnych usterek. Jedyne co mogę zarzucić to mało estetyczny napis "Waneko" na okładce i niezbyt ładny szary pasek na grzbiecie mangi.

   Pandora Hearts jest naprawdę bardzo dobrą i strasznie wciągającą mangą. Wydarzenia nawet błahe, które wydarzyły się w pierwszych tomach, zyskują na znaczeniu w kolejnych. Fabuła jak i bohaterowie są dopracowani do najmniejszych szczegółów. Wszystko jest połączone niewidzialna nicią tragedii i ironii. Jun Mochizuki zaskacza nas w najmniej spodziewanym momencie, świetnie umie trzymać w napięciu.

   Zachęcam z całego serca do zapoznania się z tą mangą i nie poddawania się na początku. Gdyż naprawdę warto. Teraz sama nazywam Pandorę majstersztykiem ;)


  Tak na zakończenie, zdjęcie moich 18 tomów Pandory.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...