Dzisiaj przedstawię Wam dwu tomową mangę autorstwa Daisuke Igarashi'ego pt." Majo", bądź Witches, czyli Czarownice. Sam komiks w 2004r dostał nagrodę Japan Media Arts Festival. Gatunkowo jest to seinen z elementami fantasy i nadprzyrodzonymi istotami. O ile z niektórymi komiksami mam problem z zaakceptowaniem gatunków nadanych przez takie strony jak MAL lub Mangaupdates, to w przypadku Majo wydają się być odpowiednie. Prace Daisuke Igarashiego są trudne do opisania i często niemożliwe do sklasyfikowana poprzez ich nietypowość i niekonwencjonalność. Jest to bowiem spowodowane dużą różnorodnością wielu wątków. Sam autor został doceniony również u nas w kraju : spod szyldu
wydawnictwa Hanami została wydana inna dwu tomówka, pod bardzo poważnym tytułem: Pitu Pitu. Mangaka wziął udział także w tworzeniu antologii : Japonia widziana oczyma 20 autorów.
Dzisiejsza manga jest zbiorem 6 historii o rożnej długości. Ich
jedynym wspólnym czynnikiem, który powtarza się cały czas, to tytułowe
"czarownice". Niemniej jednak, nie zawsze są one protagonistkami. Daisuke Igarashi uchodzi powszechnym stereotyp, że czarownice rozpoznaje się poprzez szpiczasty kapelusz, długi i duży nos, czarnego kota, latającą miotłę, która może przekraczać limity szybkości czy z powodu trujących eliksirów. Właśnie takie wyobrażenie na ich temat miałam jako mała dziewczynka. Zabierając się za Majo musimy mieć świadomość, że nie ma tam miejsca na dobrze znane schematy. Czarownice, czyli kobiety o różnym wieku, pochodzeniu czy charakterze, powodują kataklizmy, ratują od nich, są cieniem samej historii, bądź jej głównym fragmentem. Biorą udział w wydarzeniu realnym z magicznymi elementami, surrealistycznym, bądź symbolicznym. Mangaka zabiera nas w podróż o różnych kulturach. Poznamy dziewczynkę z plemienia nomadów, która zagoi wreszcie serce rozgoryczonej kobiety na arabskim targowisku. Zobaczymy ogromny las deszczowy wraz z ludźmi, którzy mają zamiar go wykarczować w sprawie własnego rozwoju. Wybierzemy się w góry północnej Europy, aby zniwelować tragedie spowodowana przez astronautów. Odkryjemy siebie w trakcie rejsu statkiem z dziewczyną, co chce uciec od monotonii. I na koniec poszukamy wspólnie zagubionego kotka.
W trakcie lektury nie wiadomo, co się wydarzy, bo autor puścił wodze swojej fantazji, która jest nie do zatrzymania lub bynajmniej nie do przewidzenia. Daje to efekt nieschematyczności i wręcz czystego absurdu. To co jest niezaprzeczalnym atutem mangi, to równość pomiędzy rysunkami a fabułą. Te dwa czynniki pasują do siebie i żaden nie jest ponad drugim. Tworzą pewną harmonie. Daisuke Igarashi daje widoczny nacisk na człowieka i jego stosunek do natury. Zaznacza, że ludzie są zależni od ziemi i bez niej, bez naszych korzeni nie będziemy wstanie dalej poprawnie funkcjonować. Z jednej strony mamy walkę o ekosystem, która jest tematem również wielu innych mang\anime\książek\filmów. Z drugiej strony mamy samotność. Tym co sprawia, że czyta się dobrze historie wymyślone przez autora, to naturalne więzi między ludźmi, zwierzętami czy światem nadprzyrodzonym i tym realnym. Każdy rozdział jest odrębny i wciąga czytelnika w swoją rzeczywistość.
Kreska Daisuke Igarashiego jest personalna i bardzo nierówna. Mamy szczegółowe i ładnie komponujące się kadry. Jednakże są również te chaotyczne, nabazgrane, albo wręcz niechlujne. To samo tyczy się postaci, które czasami przypominają bardziej jakieś karykatury, niż ludzi. O proporcjach można tu zapomnieć. Często uszy są wielkości połowy głowy. Przez ten oryginalny styl rysowania mangaki, tytuł staje się specyficzny, ale równocześnie unikatowy.
Majo jak i pozostałe prace autora nazwałabym mieszanką prac Yuki Urushibary, Matsumoto Taiyou i Hayao Miyazaki'ego.
Manga Daisuke Igarashi'ego jest manifestacją ludzkiej wyobraźni, która nie ma granic.